Juda i jego bracia powiedzieli: "Oto nasi wrogowie zostali starci w proch. Chodźmy oczyścić świątynię i na nowo poświęcić". (...) Fasadę świątyni ozdobili wieńcami i małymi tarczami, odbudowali bramy i pomieszczenia dla kapłanów i pozakładali do nich drzwi. (1 Mch 4, 36. 57)
Pulsuje we mnie szczegół z dzisiejszej liturgii Słowa - drzwi do pomieszczeń kapłańskich przy świątyni. Drobny detal, na który hagiograf zwrócił uwagę - czyli jednak ważny, choć można przemknąć po nim wzrokiem jak po zbędnym truizmie.
Pomieszczenia kapłańskie miały być zamykane, bo przecież nie montuje się drzwi, żeby pozostawały otwarte. Kapłani mieli mieć przestrzeń intymności, zamkniętą i oddzieloną od ludu. Jak bardzo stoi to w kontrze do słyszanego dzisiaj - od Domu św. Marty po internetowych fanów "Kościoła otwartego" - postulatu o otwieraniu drzwi plebanii i klasztorów (nawet klauzurowych). Jako wzór przedstawia się księży zeświecczonych, stroniących od stroju duchownego, tak otwartych w myśleniu, że z grymasem reagujących na wspomnienie tradycyjnej ascezy i moralności. Jakimś symbolem tego zjawiska są księża-jutuberzy, z wdziękiem modowych influencerek prezentujący vlogi z prania habitu, picia kawy w Starbucksie i gotowania obiadu. W ślad za tym idzie ekshibicjonizm emocjonalny, a nierzadko także duchowy.
Zamknięte drzwi, te fizyczne, chroniące miejsce spotkania z Bogiem, i te duchowe, stały się znakiem klerykalizmu, reakcjonizmu i pelagianizmu w bergogliańskim rozumieniu. A Słowo Boże mówi: załóż drzwi. Tak, tęsknię za księżmi, którzy mają drzwi w swoich mieszkaniach, którzy mają przestrzeń i czas do bycia sam na sam z Bogiem.
Drzwi są też ważne w świeckim życiu. To, co jest dla mnie realizacją chrzcielnej godności kapłaństwa powszechnego, co stanowi codzienną ofiarę składaną Bogu, ma pozostać za zamkniętymi drzwiami. Oby Bóg chronił mnie przed duchowością na pokaz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz