poniedziałek, 10 lutego 2020

Zgrzeszyliśmy

Przy okazji powrotu do sprawy Pawła Kani oraz w nawiązaniu do zapowiedzianej publikacji Wyborczej odnośnie bp Jana Szkodonia, przypomnę tekst napisany w ubiegłym roku jako komentarz do sytuacji po filmie Sekielskich.
Rozgorączkowanych zapewniam, że mój wpis nie ma na celu przypisania księdzu biskupowi winy za czyny, o które jest oskarżany - tym zajmą się odpowiednie organy kościelne i państwowe. Wpis jest o czymś zupełnie innym.

***
Komentarzy na temat filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” padło w ostatnim czasie mnóstwo. Szczególnie interesują mnie te z wnętrza Kościoła, wcale nie tak jednogłośne, jak można by się tego spodziewać. Pominę przestawianie stanowisk poszczególnych osób – są one łatwo dostępne i znane każdemu, kto śledzi debatę publiczną.
Generalnie ujawniły się dwie postawy. Wdzięczność za odkrycie trudnej i bolesnej prawdy, połączona z obietnicami wprowadzenia skuteczniejszej ochrony najmłodszych – i z drugiej strony: zaprzeczanie faktom i próba zrzucenia winy. W całej dyskusji brakuje mi jednak innej perspektywy, fundamentalnie ważnej dla członka Kościoła: jaką postawę powinniśmy przyjąć wobec tego przed Bogiem.
Nie chcę w najmniejszym stopniu negować ogromu cierpienia ofiar zbrodni pedofilskich, odpowiedzialności ich sprawców ani winy tych, którzy te przestępstwa ukrywali. Bezdyskusyjnie powinni ponieść oni stosowne kary przewidziane prawem państwowym i kanonicznym. Jednak Kościół nie ogranicza się do zewnętrznej, urzędowej struktury. Z woli Boga stanowimy wspólnotę, żywy organizm, zjednoczony w Chrystusie-Głowie. To w naszej wspólnocie doszło do haniebnych czynów, wołających o pomstę do nieba, to nasi biskupi nie potrafili odpowiedzialnie rozprawić się z szerzącym się złem.
Nie godzi się wobec tego udawać, że zła nie było. Budzą we mnie bunt i niezgodę próby przerzucenia winy na obce Kościołowi siły. Nie przekonuje mnie, że za zbrodnie pedofilskie odpowiadają księża współpracownicy SB – a więc, jak chcieliby tego niektórzy, element obcy Kościołowi, za który wspólnota nie bierze odpowiedzialności. Owszem, takie przypadki miały miejsce, także wśród kazusów zaprezentowanych w filmie braci Sekielskich. Jednak ci kapłani pełnili posługę legalnie, posiadając misje kanoniczne swoich biskupów. Ich upadek nie miał miejsca w obcej grupie, gdzieś poza granicami Kościoła. Zło przez nich wyrządzone dotyka nie tylko bezpośrednich ofiar, ale także wspólnoty oraz – o czym nie wolno zapominać – stanowi zniewagę Boga, który powierzył im Jego posługę w Kościele. To rana, której skutki odczuwamy wszyscy i wszyscy, jako jedno Ciało, jesteśmy za nią odpowiedzialni.
Po obejrzeniu „Tylko nie mów nikomu” pulsują we mnie dwa fragmenty Pisma Świętego. Pierwszy to modlitwa proroka (Dn 9). Prorok wołał w obliczu niewoli narodu: Zgrzeszyliśmy, zbłądziliśmy, popełniliśmy nieprawość i zbuntowaliśmy się, odstąpiliśmy od Twoich przykazań. Nie byliśmy posłuszni Twoim sługom, prorokom, którzy przemawiali w Twoim imieniu do naszych królów, do naszych przywódców, do naszych przodków i całej ludności kraju. U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, a u nas wstyd na twarzach (…). Cały Izrael przekroczył Twoje Prawo i pobłądził, nie słuchając Twojego głosu. Spadło na nas przekleństwo poparte przysięgą, które zostało zapisane w Prawie Mojżesza, Sługi Bożego; zgrzeszyliśmy bowiem przeciw niemu. W całym modlitewnym wywodzie Daniel nie różnicuje odpowiedzialności poszczególnych osób; nie stwierdza także, że sam pozostał wierny Bogu i sprawiedliwy (choć w istocie tak było). Wskazuje on wyraźnie, że konsekwencje odstępstwa ponosi cały naród, więc cały naród winien okazać skruchę wobec odrzuconego Boga.
Podobną myśl znajdziemy w Dziejach Apostolskich. Piotr zaraz po Zesłaniu Ducha Świętego wołał: Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście (Dz 2, 22-23). Apostoł nie zwracał się do bezpośrednich prowodyrów wyroku na Jezusie, lecz mówił do wszystkich zgromadzonych na święto Pięćdziesiątnicy. Więcej, autor zauważa, że zebrani byli żydzi spoza Jerozolimy, z których co najmniej część nie była obecna w mieście w czasie sądu nad Chrystusem. Jednak także tu nie znajdziemy zróżnicowania odpowiedzialności. Każdy ze słuchaczy tak samo winien jest odrzucenia i ukrzyżowania Pana, w świetle tego, że działali jako wspólnota, jako jeden lud.
Trzeba pamiętać o tej wspólnotowej odpowiedzialności, istniejącej obok odpowiedzialności moralnej każdego za jego własne czyny. Skutki grzechu jednostek w całym społeczeństwie widzimy dziś nader wyraźnie. Grzech pedofilii wywołał potężne zgorszenie i pociągnął za sobą falę wrogości wobec Kościoła. Możemy w łatwy sposób uśpić sumienia, pokrzykując, że to jego wrogowie i osobiści nieprzyjaciele Boga upubliczniają zbrodnie pojedynczych księży. Uważam jednak, że należy z całą odpowiedzialności i przejrzystością przyznać się do grzechu, zadbać o możliwie najszersze zadośćuczynienie ofiarom, a także przebłaganie Boga. Postawa oblężonej twierdzy nie prowadzi do uzdrowienia, a jedynie pogłębia zgorszenie i podział.
Niezależnie od osobistej świętości i sprawiedliwości poszczególnych biskupów, księży i wiernych świeckich, zgrzeszyliśmy ciężko jako wspólnota, jako jedno Ciało w Chrystusie. Zbrodni nie popełniał ktoś obcy, popełniali je moi bracia kapłani, którzy równocześnie sprawowali sakramenty i głosili Słowo Boże. Nie da się przejść wobec tego faktu obojętnie! Nie można zbagatelizować rany, jaką ich działanie zadało Bogu samemu i Kościołowi! W tym kontekście ponosimy słuszne konsekwencje w postaci zalewu krytyki.
Sądzę, że wobec zła, które zostało ujawnione, oprócz oczywistych działań prawnych i organizacyjnych, mających na celu prewencję oraz ukaranie sprawców, konieczne jest podjęcie działań na poziomie duchowym. Cała sytuacja woła o pokutę i szczerą skruchę nas wszystkich, którzy pozostajemy we wspólnocie Kościoła.
W opublikowanym niedawno liście o przyczynach kryzysu Kościoła papież Benedykt XVI napisał: Tak, musimy natarczywie błagać Pana o przebaczenie i przede wszystkim musimy święcie wierzyć w Niego i prosić Go o nauczanie nas całkowicie na nowo zrozumienia wielkości Jego cierpień, Jego ofiary. I musimy zrobić wszystko, co można, by chronić dar Eucharystii Świętej przed nadużyciami. Wydaje mi się, że ta myśl została zmarginalizowana na korzyść rozważań o rewolucji seksualnej ’68. Papież jednak poszedł głębiej i jako centrum problemów wskazuje porzucenie Boga. My, chrześcijanie i księża, także wolimy nie rozmawiać o Bogu, ponieważ taka mowa nie wydaje się praktyczna - pisze Ratzinger.
Uważam, że pośród działań prewencyjnych i karnych, konieczne jest podjęcie wspólnotowej pokuty za grzech pedofilii. Przez lata w naszym Kościele lokalnym dochodziło do ogromu krzywdy najmłodszych oraz do haniebnego znieważania Chrystusa w sakramentach. Patrzę z wdzięcznością na inicjatywę wielkopostnej przebłagalnej Drogi Krzyżowej, jaką mogliśmy przeżyć w tym roku. Czy jednak, mając na uwadze skalę i długotrwałość zła, jeden, odgórnie zaplanowany akt możemy uznać za wystarczający? Czy wspólnota, która dzisiaj z takim zapałem szuka sposobów zaprzeczenia odpowiedzialności za grzech, faktycznie przeżyła głęboką skruchę i nawrócenie?
Nie nastąpi żadna zmiana, jeśli jako Kościół nie wrócimy do Boga i do głębokiej czci wobec Niego. Nawet najdoskonalsze wskazania do pracy z dziećmi i młodzieżą, drobiazgowo w swej kazuistyce określające, na jaką odległość kapłan może podejść do ministranta, nie zapewnią ochrony najmłodszym. Zdumienia mnie ta specyficzna nomolatria, rodem z pozytywistycznych ustawodawstw. To nie prawo i szczegółowe okólniki mogą nas zbawić. Naszym ratunkiem jest powrót do Boga – tego Boga, którego wciąż pomijamy w diagnozie i próbach wyjścia z problemu pedofilii.
(20 maja 2019)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz