Przez kato-internety po raz kolejny przetacza się dyskusja o aborcji (tym razem wywołana przez Szymona Hołownię i o. Adama Szustaka OP). Obiecałam paru osobom, że odniosę się do tematu, czemu czynię niniejszym zadość. Jednocześnie przepraszam za formę - rzucę parę luźnych myśli, może dość kanciaście, ale dzięki temu (oby!) krócej.
Najpierw zastrzeżenie podstawowe - w pełni przyjmuję nauczanie Kościoła w kwestii ochrony życia poczętego. Nie zmierzam pisać:
- o tym, czemu aborcja jest zła - bo jest morderstwem człowieka. Koniec.
- o tym, czy aborcja jest w polskim systemie prawnym dopuszczona jako kontratyp czy jest pierwotnie niepenalizowana - bo to prawniczy suchar, który niewiele wnosi do tematu.
- o tym, czy istnieje wahadło aborcyjne i w którą stronę poleci w razie naruszenia tzw. kompromisu
- o tym, dlaczego aborcja eugeniczna jest zła - z małym zastrzeżeniem. Drażnią mnie niepomiernie argumenty strony pro-life przekonujące, że człowiek upośledzony, szczególnie z zespołem Downa, jest szczęśliwy. Spychają nas one niebezpiecznie w kierunku Singerowskich rozkmin na poziomie life (not) worth living. Pozornie próbujemy wyrwać się ze szponów utylitaryzmu, jednocześnie używając jemu podporządkowanej argumentacji.
- ani o tym, czy poczęcie w związku kazirodczym jest przesłanką do prawem dopuszczalnej aborcji. No, może tutaj krótko się odniosę, zainspirowana wątpliwościami, które wypłynęły w wywiadzie pana Mateusza Ochmana z panią Danutą Kęsik (Warto obejrzeć).
Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży w art. 4a ust. 1 pkt 3 mówi o sytuacji w której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. Na pierwszy rzut oka widać, że chodzi nie tylko o zgwałcenie, ale o każdy czyn zabroniony. Mówiąc po ludzku, przerwanie ciąży może być dokonane przez lekarza, jeśli ciąża powstała w wyniku zbrodni, występku lub... wykroczenia. Czyli w grę wchodzą wszelkie typy czynów zabronionych opisane w Kodeksie karnym, innych ustawach i Kodeksie wykroczeń. Jasno wynika z tego, że płód poczęty w wyniku współżycia kazirodczego bądź z małoletnim może być abortowany.
Nieszczęście redakcji tego przepisu polega na tym, że przesłanką aborcyjną może być także wykroczenie - czyli, wcale nie sprowadzając sprawy do absurdu, a jedynie czytając literalnie - zapłodnienie w sytuacji spółkowania na parkowej ławce, więc w czasie popełniania tzw. wybryku nieobyczajnego.
- o tym, czemu aborcja jest zła - bo jest morderstwem człowieka. Koniec.
- o tym, czy aborcja jest w polskim systemie prawnym dopuszczona jako kontratyp czy jest pierwotnie niepenalizowana - bo to prawniczy suchar, który niewiele wnosi do tematu.
- o tym, czy istnieje wahadło aborcyjne i w którą stronę poleci w razie naruszenia tzw. kompromisu
- o tym, dlaczego aborcja eugeniczna jest zła - z małym zastrzeżeniem. Drażnią mnie niepomiernie argumenty strony pro-life przekonujące, że człowiek upośledzony, szczególnie z zespołem Downa, jest szczęśliwy. Spychają nas one niebezpiecznie w kierunku Singerowskich rozkmin na poziomie life (not) worth living. Pozornie próbujemy wyrwać się ze szponów utylitaryzmu, jednocześnie używając jemu podporządkowanej argumentacji.
- ani o tym, czy poczęcie w związku kazirodczym jest przesłanką do prawem dopuszczalnej aborcji. No, może tutaj krótko się odniosę, zainspirowana wątpliwościami, które wypłynęły w wywiadzie pana Mateusza Ochmana z panią Danutą Kęsik (Warto obejrzeć).
Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży w art. 4a ust. 1 pkt 3 mówi o sytuacji w której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. Na pierwszy rzut oka widać, że chodzi nie tylko o zgwałcenie, ale o każdy czyn zabroniony. Mówiąc po ludzku, przerwanie ciąży może być dokonane przez lekarza, jeśli ciąża powstała w wyniku zbrodni, występku lub... wykroczenia. Czyli w grę wchodzą wszelkie typy czynów zabronionych opisane w Kodeksie karnym, innych ustawach i Kodeksie wykroczeń. Jasno wynika z tego, że płód poczęty w wyniku współżycia kazirodczego bądź z małoletnim może być abortowany.
Nieszczęście redakcji tego przepisu polega na tym, że przesłanką aborcyjną może być także wykroczenie - czyli, wcale nie sprowadzając sprawy do absurdu, a jedynie czytając literalnie - zapłodnienie w sytuacji spółkowania na parkowej ławce, więc w czasie popełniania tzw. wybryku nieobyczajnego.
Zresztą, podobny problem mamy z pierwszą przesłanką aborcyjną - ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia ciężarnej. Co to znaczy dla zdrowia? Jakiego typu uszczerbek na zdrowiu kobiety stanowi ryzyko wystarczające dla aborcji? Tu być może czytelnik przypomina sobie najsłynniejszy rodzimy kazus w temacie, czyli sprawę Alicja T. vs Polska. Kobieta, dla której ciąża stanowiła zagrożenie wzroku wystąpiła przed ETPC o zadośćuczynienie za urodzenie swojej córki. Przypomnę tylko, że wyrok nie odnosił się w żaden sposób do istnienia i sensu przesłanki zdrowotnej, a jedynie do tego, że w warunkach jej istnienia pani T. nie miała zapewnionych środków prawnych do wyegzekwowania swojego prawa do aborcji.
Nawiążę jeszcze do wywiadu p. Ochmana. Pada w nim stwierdzenie, że sama ciąża nigdy nie stanowi zagrożenia życia matki. Nie jestem lekarzem, jednak - poza ciążą pozamaciczną - kojarzę jeszcze co najmniej jeden taki przypadek. Bywa, że sama ciąża, w której prawidłowo rozwija się dziecko, jest przyczyną rozwoju kardiomiopatii rozstrzeniowej, prowadzącej do niewydolności serca matki. Zapewne problemów zdrowotnych związanych ze stanem ciąży jest dużo więcej, a część z nich stawia przed dylematem "życie za życie".
Widać więc, że rozstrzał sytuacji podpadających pod pierwszą przesłankę aborcyjną jest nad wyraz szeroki. Ustawodawca nie zawęził znamienia zagrożenia dla zdrowia matki w żaden sposób. Przy specyficznej atmosferze społecznej jestem w stanie wyobrazić sobie, że przesłanką aborcyjną in concreto stanie się zdrowie psychiczne ciężarnej zagrożone nawet lekką depresją lub (rzeczywistymi lub deklarowanymi na potrzebę chwili) stanami lękowymi. A od tego już jedynie krok dzieli nas od aborcji na życzenie.
Czy wobec tego katolik może być zwolennikiem kompromisu aborcyjnego? Ojciec A. Szustak cytując encyklikę Jana Pawła II Evangelium vitae doszedł do wniosku, że owszem, opierając cały swój wywód na konstrukcie wahadła aborcyjnego. To punkt zapalny wszelkich dyskusji internetowych ostatnich dni.
Sięgnijmy jednak do nauczania Kościoła. Materiały źródłowe mamy dwa: wspomniana encyklikę Evangelium vitae oraz Notę doktrynalną o niektórych aspektach działalności katolików w życiu politycznym wydaną w 2002 roku przez Kongregację Nauki Wiary (pełny tekst dokumentu). Ojciec Szustak w swojej wypowiedzi popełnił dwa błędy (wierzę w jego dobrą wolę, że nie były to celowe manipulacje tekstem).
Po pierwsze zasadę wyboru ustawy możliwie najbardziej ograniczającej zło (a nie, jak to określił, wyboru mniejszego zła) zastosował nie do sytuacji głosowania nad projektem w toku prac legislacyjnych, ale do aktualnego stanu prawnego. Tak rozumiana zasada uniemożliwiłaby jakiekolwiek zmiany i inicjatywy ustawodawcze. Jan Paweł II pisał o sytuacji, kiedy mamy do wyboru kilka projektów, zapewniających różny poziom ochrony życia, z których żaden nie gwarantuje pełnej zgodności z nauką moralną Kościoła. Problem, poruszany także w nocie doktrynalnej, zasadza się na pytaniu: czy katolickiemu parlamentarzyście wolno zagłosować na najlepszą ustawą kompromisową - czy też, jeśli żadna z ustaw nie jest idealna, winien wstrzymać się od głosu lub głosować przeciw przyjęciu wszystkich. Papież, a za nim KNW mówią wyraźnie - należy przyjąć najszerszą możliwą opcję.
O sytuacji, o której mówił dominikanin traktuje inny fragment 73 punktu EV, który został przez niego (oby nie celowo) pominięty: Tak więc w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”.
Właściwie nie wymaga to dalszego komentarza, katolik nie może popierać kompromisu aborcyjnego, a tym bardziej takiego poparcia publicznie wyrażać. O tym, czy oznacza to, że katolik MUSI popierać każdą inicjatywę ustawodawczą zmierzającą do ograniczenia lub zakazania aborcji,, napiszę w najbliższym czasie.
Nawiążę jeszcze do wywiadu p. Ochmana. Pada w nim stwierdzenie, że sama ciąża nigdy nie stanowi zagrożenia życia matki. Nie jestem lekarzem, jednak - poza ciążą pozamaciczną - kojarzę jeszcze co najmniej jeden taki przypadek. Bywa, że sama ciąża, w której prawidłowo rozwija się dziecko, jest przyczyną rozwoju kardiomiopatii rozstrzeniowej, prowadzącej do niewydolności serca matki. Zapewne problemów zdrowotnych związanych ze stanem ciąży jest dużo więcej, a część z nich stawia przed dylematem "życie za życie".
Widać więc, że rozstrzał sytuacji podpadających pod pierwszą przesłankę aborcyjną jest nad wyraz szeroki. Ustawodawca nie zawęził znamienia zagrożenia dla zdrowia matki w żaden sposób. Przy specyficznej atmosferze społecznej jestem w stanie wyobrazić sobie, że przesłanką aborcyjną in concreto stanie się zdrowie psychiczne ciężarnej zagrożone nawet lekką depresją lub (rzeczywistymi lub deklarowanymi na potrzebę chwili) stanami lękowymi. A od tego już jedynie krok dzieli nas od aborcji na życzenie.
Czy wobec tego katolik może być zwolennikiem kompromisu aborcyjnego? Ojciec A. Szustak cytując encyklikę Jana Pawła II Evangelium vitae doszedł do wniosku, że owszem, opierając cały swój wywód na konstrukcie wahadła aborcyjnego. To punkt zapalny wszelkich dyskusji internetowych ostatnich dni.
Sięgnijmy jednak do nauczania Kościoła. Materiały źródłowe mamy dwa: wspomniana encyklikę Evangelium vitae oraz Notę doktrynalną o niektórych aspektach działalności katolików w życiu politycznym wydaną w 2002 roku przez Kongregację Nauki Wiary (pełny tekst dokumentu). Ojciec Szustak w swojej wypowiedzi popełnił dwa błędy (wierzę w jego dobrą wolę, że nie były to celowe manipulacje tekstem).
Po pierwsze zasadę wyboru ustawy możliwie najbardziej ograniczającej zło (a nie, jak to określił, wyboru mniejszego zła) zastosował nie do sytuacji głosowania nad projektem w toku prac legislacyjnych, ale do aktualnego stanu prawnego. Tak rozumiana zasada uniemożliwiłaby jakiekolwiek zmiany i inicjatywy ustawodawcze. Jan Paweł II pisał o sytuacji, kiedy mamy do wyboru kilka projektów, zapewniających różny poziom ochrony życia, z których żaden nie gwarantuje pełnej zgodności z nauką moralną Kościoła. Problem, poruszany także w nocie doktrynalnej, zasadza się na pytaniu: czy katolickiemu parlamentarzyście wolno zagłosować na najlepszą ustawą kompromisową - czy też, jeśli żadna z ustaw nie jest idealna, winien wstrzymać się od głosu lub głosować przeciw przyjęciu wszystkich. Papież, a za nim KNW mówią wyraźnie - należy przyjąć najszerszą możliwą opcję.
O sytuacji, o której mówił dominikanin traktuje inny fragment 73 punktu EV, który został przez niego (oby nie celowo) pominięty: Tak więc w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”.
Właściwie nie wymaga to dalszego komentarza, katolik nie może popierać kompromisu aborcyjnego, a tym bardziej takiego poparcia publicznie wyrażać. O tym, czy oznacza to, że katolik MUSI popierać każdą inicjatywę ustawodawczą zmierzającą do ograniczenia lub zakazania aborcji,, napiszę w najbliższym czasie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz