czwartek, 21 stycznia 2021

Pogotowie żeglarskie

 Dzisiaj w Ewangelii Kościół daje nam fragment z Marka 3, 7-12. Należy on do jednych z tzw. summariów, tekstów, które w narracji mają zapewniać jej ciąg, opisując zbiorczo szereg wydarzeń z działalności Chrystusa. Łatwo przemknąć przez taki urywek nie skupiając na nim uwagi. 

Ten dzisiejszy ma jednak coś, co od dawna moją uwagę przykuwa. Łódeczkę.

W trzecim rozdziale Markowej Ewangelii atmosfera wokół Pana Jezusa robi się gęsta, i to dosłownie. Najpierw mamy uzdrowienie w szabat, na co faryzeusze i herodianie reagują sojuszem w celu zgładzenia Chrystusa. Wobec tego On oddala się nad Jezioro Genezaret. Marek pisze anachoresen - to nie tyle oddalił się, co wycofał, usunął z cień. Można skojarzyć z pustelniczą anachorezą. Wbrew temu ciągnie za Nim tłum ludzi, właściwie z całego regionu, z terenów od dzisiejszego Zachodniego Brzegu aż po Liban.

Tłum, jak tłum - wie swoje. Poszła fama, że Jezus uzdrawia. W tłumie rośnie poczucie anonimowości, a przy tym rywalizacji o zdobycie upragnionego celu. W efekcie ludzie zaczęli się cisnąć, a wręcz rzucać na Niego, aby tylko Go dotknąć. Wyobrażam sobie tę scenę. Jezusa, który uzdrawia wszystkich, który wypędza złe duchy i przywraca pokój. A jednocześnie który pozostaje niezauważany jako Osoba. Liczy się efekt, zdrowie, uwolnienie, powodzenie. On, Najwyższy, staje się tylko środkiem.

Z tekstu przebija jakaś ogromna samotność Zbawiciela, ukryta w prośbie do uczniów, aby łódeczka dla Niego była stale w pogotowiu. Nawet nie łódź, nic wielkiego; Marek notuje: ploiarion, łódeczka właśnie.


Po co? Dla odpoczynku przed szarpiącymi go w geście wołania o pomoc dłońmi? Żeby mógł się w spokoju pomodlić do Ojca? Żeby mógł ich nauczać? Pewnie każda z tych odpowiedzi jest dobra. Myślę jednak, że Bóg-Człowiek chciał być zauważony, po ludzku przyjęty i zaopiekowany. Być wśród swoich, którzy chcą być z Nim, a nie chcą coś od niego.

Łódeczka. Ten moment modlitwy, kiedy niczego nie oczekuję, o nic nie proszę. Kiedy po prostu chcę być z Bogiem. Powinna być zawsze w pogotowiu.

środa, 30 grudnia 2020

Anna, córka Fanuela

 Drugi raz w tym tygodniu w liturgii pojawia się Ewangelia o prorokini Annie, stojącej zwykle w cieniu starca Symeona (Łk 2, 36-38)
Święty Łukasz mówi o Annie szczegółowo: córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem, i pozostała wdową. Liczyła już sobie osiemdziesiąt cztery lata. Nie rozstawała się ze Świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą. 

Imię jej ojca, Fenuel, znaczy tyle co Oblicze Boże. Nazwa ich pokolenia oznacza szczęście. Mamy więc Annę, zrodzoną do szczęścia z oglądania Bożego Oblicza. Wspaniałe proroctwo zawarte w opisie tożsamości tej kobiety. Tylko jej los jakby mniej wspaniały.
Owdowiała młodo, pewnie jako dwudziestoparolatka. Później pozostała wdową. Ewangelia nie wspomina o jej dzieciach. Można przyjąć, że skoro wciąż przebywała w świątyni, nie miała obowiązków macierzyńskich. A przecież bezdzietność, i to połączona z wdowieństwem, uważana była za przekleństwo. 

Biblia mówi o niej: prorokini. Nie podaje jednak żadnego jej proroctwa ani nie wspomina o stricte prorockiej działalności. Anna żyła w świątyni i dla świątyni, pościła i modliła się. Nie tylko jako staruszka, taki antyczny odpowiednik naszych wiekowych pań, zrośniętych z różańcem i kościelną ławką. Ona tak spędziła niemal całe życie od wczesnej młodości! Życie pełne pogardliwych spojrzeń, urywanych szeptów, niezrozumienia swojej społeczności.

Czekała w świątyni, w której nawet Miejsce Najświętsze było puste. Zresztą, kobieta nie miała szans nawet się do niego zbliżyć. W świątyni znajdował się także stół chlebów pokładnych - składanej co szabat bezkrwawej ofiary, Chleby te to po hebrajsku lehem ha panim, dosłownie chleby Oblicza. Ale do nich Anna, córka Bożego Oblicza, też nie miała dostępu. Spożywali je jedynie kapłani.

Myślę, że Anna była niesamowicie silną i zdeterminowaną kobietą. Tylko męstwo płynące od Ducha Świętego mogło nie pozwolić jej ulec frustracji, poczuciu osamotnienia, ciemności i bezsensu w trakcie tych lat. Przecież nie wiedziała, czy jej oczekiwanie Mesjasza ma szansę na wypełnienie. Może powtarzała sobie: "Co ci się ubzdurało, kobieto? Na co czekasz?". 

Doczekała się. Zobaczyła Oblicze Boże w Dzieciątku, w bezbronnym Niemowlaku. Jedyne proroctwo Anny: sławiła Boga i mówiła o Nim (o Dziecku!) wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem. 

 


niedziela, 29 listopada 2020

Civitas sancti tui facta est deserta

 I Niedziela Adwentu, rok B
Iz 63-64 (lekcjonarz przewiduje jedynie fragmenty)
Ps 80 (j.w.)
1 Kor 1, 3-9
Mk 13, 33-37


Liturgia Słowa rozpoczyna się rozdzierającym psalmem pokutnym Izajasza. Tekst od wersu 63, 7 aż do końca rozdziału 64 stanowi całość i tak będę o niej pisała, nie ograniczając się do fragmentów podawanych w lekcjonarzu mszalnym.
Czytamy skargę proroka - jej echa znamy z adwentowej pieśni Rorate coeli. "Twoje święte miasta są opustoszałe, Syjon jest pustkowiem, Jerozolima - odludziem. Świątynia nasza, święta i wspaniała, w której chwalili Cię nasi przodkowie, stała się pastwą pożaru, i wszystko, co kochaliśmy, zmieniło się w zgliszcza. Czy na to wszystko możesz być nieczuły, Panie? Czy możesz milczeć, by nas pognębić ponad miarę?" (Iz 64, 9-11). Mowa o zburzeniu Jerozolimy przez Nabuchodonozora, króla Babilończyków, w roku 587 a. Chr.
No właśnie, czy Bóg może być nieczuły? Przyczynę znajdujemy wcześniej, w wersie 63, 17b: "nasze serca stały się nieczułe na bojaźń przed Tobą".
Dalej mamy Psalm 80 i wołanie: "Dlaczego zburzyłeś jej [winorośli] ogrodzenie, tak że obrywają ją wszyscy przechodzący drogą? Szkody w niej wyrządza dzik z lasu, spustoszenie w niej robi samotny zwierz polny" (Ps 80, 13-14, BPK). Winorośl to rzecz jasna figura Izraela, a w dalszym rzędzie Kościoła. W psalmie wraca też jak refren wołanie: "Boże, odwiedź nas od błędu, ukaż swoje oblicze, a będziemy ocaleni" (Ps 80, 4. 8. 20, BPK).
W ewangelii pojawia się podobny motyw - Chrystus mówi przypowieść o władzy pozostawionej niewolnikom, którym pan każe czuwać nad jego domem. Czuwać, to znaczy troszczyć się, aby dom nie popadł w ruinę przed jego powrotem. Uderza, że podobne wezwanie do czuwania pada u Marka już w następnym rozdziale, kiedy w Ogrójcu Pan Jezus nakazuje apostołom czuwanie na modlitwie: "Smutna jest dusza moja odtąd aż do śmierci. Bądźcie tu i czuwajcie". Za chwilę Jego Ciało, prawdziwa Świątynia, zostanie zrujnowane w Męce - a uczniowie pozostają nieczuli i śpią.

Na początku tego adwentu myślę o zrujnowanym Kościele. O moich grzechach, braku czuwania i czułej bojaźni wobec Boga. A jednocześnie o grzechach Kościoła. O milczeniu biskupów wobec rujnowania prawa Bożego przez dopuszczenie cudzołożników do sakramentów. O zgorszeniu pedofilii i bierności hierarchów.  O Pachamamie wprowadzonej do świątyni i przyrównywanej do Niepokalanej Maryi. O czarnych marszach wykrzykujących bluźniercze hasła i profanujących kościoły - przecież ich uczestnicy to w większości osoby ochrzczone. Wreszcie o zamkniętych kościołach i nawoływaniu, żeby nie chodzić na Mszę i nie korzystać z sakramentów. W tym wszystkim wciąż brakuje ekspiacji, brakuje choć odrobiny czułej bojaźni wobec Boga, obrażanego i sponiewieranego w Jego Kościele. A przecież, jak pisze św. Paweł w drugim czytaniu: "czekając na objawienie się Pana naszego, Jezusa Chrystusa, nie odczuwacie braku w żadnym darze łaski". To znaczy, że mamy dostęp do łaski skruchy! Mamy dar współodczuwania z Bogiem i czuwania nad Jego domem i Jego mistycznym Ciałem - Kościołem!

Jezus powróci w objawieniu paruzji. Chcę, aby adwent był nie tylko czasem tęsknoty za tą chwilą. Pragnę, aby był czasem dbałości o Jego Kościół, aby był czasem bólu nad jego ruiną i czułości w wynagradzaniu.



poniedziałek, 16 listopada 2020

Ja Panu (nie) przerywałem

 Autorzy lekcjonarzy do posoborowej Mszy świętej mają nieznośny zwyczaj ucinania biblijnej myśli w połowie, względnie do wycinania (niepasujących im?) urywków perykop. Czasem patrząc na zestaw liturgicznych czytań czuję się, jakby słuchała politycznego show, w którym dyskutanci przekrzykują się wzajemnie, jakby niedopuszczenie do skończenia przez oponenta myśli było najcenniejszym argumentem. Gorzej, kiedy zakrzykiwanym jest Słowo Boże, bo Bóg nie będzie się z nami przekrzykiwał.

W poniedziałkowej liturgii przewidziano lekcję z Apokalipsy, wersy 1, 1-4 oraz 2, 1-5a. Część z drugiego rozdziału to tzw. List do Kościoła w Efezie. Niestety, fragment z niewyjaśnionych względów urwano w połowie myśli, sprytnie wycinając sformułowane przez Boga Samego ostrzeżenie.
 

Całość brzmi tak (wycięte fragmenty pogrubiłam): 

Aniołowi Kościoła w Efezie napisz:
To mówi Ten, który trzyma w prawej ręce siedem gwiazd,
Ten, który się przechadza wśród siedmiu złotych świeczników:
Znam twoje czyny: trud i twoją wytrwałość,
i to że złych nie możesz znieść,
i że próbie poddałeś tych, którzy zwą samych siebie apostołami, a nimi nie są,
i żeś ich znalazł kłamcami.
Ty masz wytrwałość:
i zniosłeś cierpienie dla imienia mego -
niezmordowany.
Ale mam przeciw tobie to, że odstąpiłeś od twej pierwotnej miłości.
Pamiętaj więc, skąd spadłeś,
i nawróć się,
i pierwsze czyny podejmij!
Jeśli zaś nie - przyjdę do ciebie
i ruszę świecznik twój z jego miejsca,
jeśli się nie nawrócisz.
Ale masz tę [zaletę], że nienawidzisz czynów nikolaitów,
których to czynów i Ja nienawidzę.
Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów.
Zwycięzcy dam spożyć owoc z drzewa życia, które jest w raju Boga.


Zaskakujące, prawda?

Tekst uderza szczególnie dzisiaj. Oprócz uzurpatora na tronie papieskim, wyjawiane są w ostatnich dniach historie kardynałów i biskupów, którzy zwą samych siebie apostołami, a nimi nie są. Wychodzi na jaw, że jako Kościół przez lata nie chcieliśmy widzieć ich kłamstw, tak jak dzisiaj nasi biskupi zamykają usta na herezje Bergoglia.
W o ile gorszej jesteśmy sytuacji niż efeski Kościół, któremu apokalipsa wyrzuca jedynie ostygnięcie pierwotnego żaru miłości? A jednak w naszych kościołach nie padnie dziś Słowo ostrzeżenia, tak bardzo nas dotyczące. Nie będzie też odczytana obietnica dla zwycięzców.

Jeszcze jedna myśl. W tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia pada wezwanie do nawrócenia - trochę inaczej tłumaczy to Biblia Pierwszego Kościoła:

Mam jednak przeciw tobie to, że zaniedbałeś swoją pierwotną miłość. Przypomnijże sobie, skąd spadłeś, i zacznij pokutować. Zacznij znowu spełniać dawniejsze czyny. Jeśli nie, przyjdę do ciebie i usunę twój lichtarz z jego miejsca - jeśli nie zaczniesz pokutować. 

Wczoraj w diecezji wrocławskiej mieliśmy nieprzyjemność wysłuchać listu apb Józefa Kupnego.* Po dość krótkiej, a szablonowej interpretacji przypowieści o talentach, arcypasterz przepraszał wszystkich za wszystko, szczególnie za krzywdy i cierpienie spowodowane przez kard. Gulbinowicza.  Wciąż nie wiadomo, za co konkretnie, bo ani watykański komunikat, ani dzisiejszy list nie tłumaczą nam, za co konkretnie kary kanoniczne kardynał otrzymał. Przepraszanie w takim układzie stanowi jedynie kurtuazyjny ruch, podjęty prawdopodobnie dla medialnego efektu.
Ważniejsze, że w liście abp Kupny pominął zupełnie wątek obrazy Boga oraz zła, które wyrządzono Kościołowi archidiecezji wrocławskiej na poziomie duchowym. W całej epistole nie zająknął się nawet o potrzebie pokuty oraz ekspiacji za grzechy popełniane przez kapłanów, aż po arcypasterza.

Czy wycięcie fragmentu ostrzeżenia z lekcjonarza wystarczy, aby Słowo Boże przestało być skuteczne? Obawiam się, że świecznik diecezji wrocławskiej (i wielu innych w Polsce) może być niebawem ruszony i spadnie z wielkim hukiem lecących na łeb statystyk dominicantes i comunicantes. Może kiedy spadną też wpływy z tacy i mszalnych stypendiów, kogoś to otrzeźwi. Oby nie za późno.

 

 

 

 * ani strona archidiecezji wrocławskiej ani lokalna Trybuna Ludu Bożego nie publikują pełnego brzmienia listu; linkuję do artykułu omawiającego jego treść

 

 

 

piątek, 30 października 2020

Wyrok K 1/20 - co zmienia a czego nie. Kilka słów do ludności nieprawniczej.

 Obiecałam paru osobom, że napiszę "po ludzku" co w polskim systemie prawnym zmienia wyrok Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji eugenicznej Spróbuję pisać możliwie jasno, bez prawniczego żargonu , a przy tym precyzyjnie. Niestety język prawny jest językiem mocno technicznym, więc zmiana formy na przystępniejszą siłą rzeczy może spowodować pewne uproszczenia. Braci po fachu proszę o niezgrzytanie zębami, pozostałych Czytelników o pytania, jeśli coś będzie niejasne. 

Nie będę odnosiła się do uzasadnienia wyroku, ponieważ pisemne uzasadnienie nie zostało jeszcze opublikowane.

Na początek zerknijmy na treść ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach przerywania ciąży (popularnie zwanej "aborcyjną"). Kluczowy jest jeden artykuł, i to nim zajmował się TK:

Art. 4a 1.
Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy:
1)
ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,
2)
badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
3)
zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego,
4)    (utracił moc)*.

 

Za niekonstytucyjną została w ostatnim wyroku przesłanka z punktu 2, czyli duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. Co ważne, aby dokonać aborcji wystarczyło "duże prawdopodobieństwo", ale ustawodawca w żaden sposób nie precyzował, co to znaczy. To, w powiązaniu z pozostałymi znamionami, które także nie są terminami medycznymi, pozwalało na stosunkowo szeroką i swobodną interpretację przepisu przez lekarzy. Na pewno nie chodziło w nim tylko o wady letalne (te prowadzące do śmierci dziecka w trakcie lub niedługo po porodzie). Jednak granica nie była określona. Czy brak kończyny to już ciężkie upośledzenie? A brak palców? Jednego palca? Nie da się wyliczyć w ustawie wszystkich chorób, to jasne. Jednak katalog przesłanek był wybitnie nieostry.

Co więc z "piekłem kobiet" i "zmuszaniem do donoszenia ciąży zagrażającej życiu"? Ta przesłanka aborcji pozostała nieruszona. Nie była w ogóle przedmiotem badania TK. W dalszym ciągu jeśli ciąża zagraża życiu lub zdrowiu kobiety, można ją w majestacie prawa przerwać.
Tu pojawia się kwestia cięży z letalnym uszkodzeniem płodu. Według mojej wiedzy medycznej (jeśli wśród Czytelników jest lekarz, proszę o weryfikację tezy) część takich ciąż przebiega w na tyle patologiczny sposób, że istotnie stanowi zagrożenie zdrowia lub życia matki. Taką ciążę w dalszym ciągu, zgodnie z polskim prawem, można zakończyć aborcją. Nie wiem, skąd wzięło się obecne w przestrzeni publicznej przekonanie, że wyrok TK to zmienił.
Inna sprawa, że samo kryterium zagrożenia zdrowia matki jest nader nieostre. Czymś zupełnie innym gatunkowo jest ryzyko kardiomiopatii ciążowej albo rzucawki* a ciążowa zgaga, która też jest jakimś rozstrojem zdrowia. Trywializuję i sprowadzam do absurdu, jednak nie do końca. Czy ryzyko pogorszenia wzroku jest wystarczającą przesłanką? No właśnie...

Wyrok TK w sprawie K 1/20 wejdzie w życie i odniesie skutek w postaci uchylenia art. 4a ust. 1 pkt. 2 z dniem opublikowania go w Dzienniku Ustaw przez Marszałka Sejmu. Do tego nie jest potrzebne żadne dodatkowe głosowanie w Sejmie i Senacie. Brak publikacji wyroku przez Marszałka jest deliktem konstytucyjnym i w cywilizowanym państwie byłoby przedmiotem oskarżenia przed Trybunałem Stanu.

Jeszcze odnośnie projektu kolejnej zmiany ustawy aborcyjnej wniesionego przez Prezydenta Andrzeja Dudę. Nie opublikowano jeszcze samego projektu, nie znamy uzasadnienia wyroku TK. Nie odważę się stwierdzić, jak się jedno ma do drugiego.

 

* poprawka, bo gdy się wchodzi nie na swoje poletko, błędy pojawiają się gęsto. Obie wskazane przeze mnie przypadłości dotyczą zasadniczo trzeciego trymestru, więc okresu, kiedy dziecko ma szansę na przeżycie poza organizmem matki. W takim przypadku, zgodnie z orzecznictwem, nie można dokonać aborcji, a jedynie przeprowadzić przedwczesny poród ze wskazań medycznych.

 

Nieskazitelni jak gołębie - o aborcji raz jeszcze

Jestem zdecydowanie przeciwna prawu do aborcji. Wierzę w to, co mówi śpiewany dzisiaj w liturgii Psalm 111: Wszystkie Jego przykazania - niezawodne, ustalone na wieku wieków, utworzone z troskliwości i sprawiedliwości (przekład Biblia Pierwszego Kościoła). Nie mam najmniejszych wątpliwości co do tego, że sprawiedliwe prawo państwowe powinno zakazywać aborcji, poza zagrożeniem życia matki oraz aborcję penalizować.

Nie żyjemy jednak w próżni społecznej. Każde działanie niesie swoje konsekwencje, a cnota roztropności domaga się, aby je przewidywać.

Czy przetaczające się przez Polskę protesty zwolenników aborcji były do przewidzenia? Oczywiście. Tak samo do przewidzenia było, że ich żądania pójdą znacznie dalej, niż powrót do poprzedniego status quo. Mimo to część środowisk politycznych wywołała wojnę, w której posłużono się skompromitowanym Trybunałem Konstytucyjnym. Wykonano szarżę, zupełnie nie myśląc, czy możliwe jest wygranie wojny.

Bella premunt hostilia*, śpiewaliśmy dzisiaj na początku adoracji. Jestem przekonana, że wojna, którą teraz mamy, została wywołana w sposób nieprzemyślany, źle rozeznany, a w konsekwencji pozbawiony błogosławieństwa. Jak Izrael, który wychodził do bitew bez Boga i przegrywał.
Nota doktrynalna o niektórych aspektach działalności katolików w życiu politycznym wydana w 2002 roku przez Kongregację Nauki Wiary jasno przedstawia modelowy sposób zachowania się katolickiego parlamentarzysty (czy szerzej: polityka).  
Wolność polityczna nie jest i nie może być oparta na relatywistycznej tezie, że wszystkie wizje dobra człowieka są równie prawdziwe i mają taką samą wartość, ale winna opierać się na fakcie, że wszelka działalność polityczna zmierza zawsze do bardzo konkretnej realizacji prawdziwego dobra człowieka i dobra społecznego w ściśle określonym kontekście historycznym, geograficznym, ekonomicznym, technicznym i kulturowym. (...)
Obowiązuje ich — tak jak każdego katolika — zakaz uczestnictwa w kampaniach propagandowych na rzecz tego rodzaju ustaw, nikomu też nie wolno ich popierać oddając na nie głos. Nie jest to sprzeczne z zasadą, którą sformułował Jan Paweł II w encyklice Evangelium vitae w odniesieniu do sytuacji, gdy nie jest możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy aborcyjnej już obowiązującej lub poddanej pod głosowanie: w takim przypadku "parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i zmierzającym w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na płaszczyźnie kultury i moralności publicznej".  (podkreślenia moje).
 
 
Wynika z tego, że dążąc do zapewnienia pełnej prawnej ochrony życia od poczęcia, należy wziąć pod uwagę zastane warunki społeczne i - roztropnie przewidując - działać ku możliwie maksymalnej w tych warunkach opcji. Działanie wbrew zdrowemu rozsądkowi, badaniom opinii społecznej, na przekór faktom, licząc na cud, nie jest realizacją katolickiej nauki społecznej. Jest za to proszeniem się o katastrofę, właśnie tę, która puka nam do bram.

Chrystus Pan nakazywał, by uczniowie byli nieskazitelni jak gołębie, ale roztropni jak węże (Mt 10, 16), a nie naiwni jak dupy wołowe.
 
 
* fragment hymnu Akwinaty O salutaris Hostia - O zbawcza Hostio, dosłownie: nęka nas wojna nieprzyjazna/wroga.



sobota, 24 października 2020

Łyżka dziegciu. O wyroku K 1/20.


Po czwartkowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego środowiska pro life ogłosiły epokowy sukces. Obok fali agresji z lewej strony społeczno-politycznej pojawiła się druga - euforii i tryumfu, zupełnie nieproporcjonalna wobec tego, co faktycznie ma miejsce.

Oczywiście cieszy mnie, że z polskiego systemu prawnego została wyeliminowana haniebna możliwość mordowania chorych dzieci. Tylko...

Trybunał, który wydał wyrok, orzekał w składzie co najmniej wysoce wątpliwym. Środowisko przeciwników aborcji bardzo nie chce o tym pamiętać - ale prawnicy pamiętają. Prawo i Sprawiedliwość dokonując bezprawnych reform TK, pozbawiła ten organ faktycznej możliwości zgodnego z prawem działania. Psucie instytucji demokratycznych ma swoją cenę i konsekwencje. Sądzę, że za parę lat odczujemy je na własnej skórze, między innymi poprzez wzruszenie czwartkowego wyroku.
Mam żal do PiS, że przez 5 lat większości parlamentarnej, własnego rządu i prezydenta, nie zrobił nic w kierunku ustanowienia zakazu aborcji. Wreszcie doczekaliśmy się wyroku TK. Sądzę, że wydanego nieprzypadkowo akurat w czasie fali wzrostowej epidemii Sars-cov2. Uważam, że sprawę aborcji wykorzystano cynicznie, jako przykrywkę nadchodzącej zapaści systemu opieki zdrowotnej, a także krachu budżetowo-gospodarczego. Skutek sam w sobie jest dobry, jednak absmak pozostaje. 

Obserwuję reakcję moich znajomych na facebooku. Nie odnoszę się do komentarzy tych deklarujących się jako osoby niewierzące, o jednoznacznie lewicowych poglądach - one są jasne. Zaskoczyła mnie postawa tych, których pamiętam jako członków duszpasterstw akademickich, ruchu oazowego, tych którzy mają ślub kościelny i ochrzcili swoje dzieci. Gros z nich także gardłuje przeciwko derogacji przesłanki eugenicznej.
W wypowiedziach obu grup najczęściej pojawia się argumentacja czysto emocjonalna i utylitarna. Odnoszę wrażenie, że dla mojego pokolenia wyznacznikiem moralności przestało być Objawienie i prawo Boże. Zbyt często, w dużej mierze nieświadomie, jak mantra padają tezy o życiu niegodnym przeżycia (life not worth living Singera), pełne fałszywego współczucia tezy o zmuszaniu do rodzenia dzieci, których życie nie ma wartości i szans.

Moim zdaniem żadna zmiana prawna nie zmieni niczego w rzeczywistości. Owszem, poprawi nam humor - aborcja przestanie być dokonywana w majestacie prawa. Czy przestanie być wykonywana w ogóle? Patrząc na społeczeństwo oraz na możliwości - naiwnym byłoby takie stwierdzenie. Zakupienie środków poronnych to jakieś 15 minut, max. godzina starań w internecie. Także tych wywołujących poronienie dużo później, niż słynne 72 godziny po stosunku. Nie ma realnego sposobu, żeby w 2020 roku, przy istnieniu internetu i swobodzie komunikacyjnej, ograniczyć dostępność do aborcji farmakologicznej. Nawet wyłączenie z obrotu w Polsce środków stricte poronnych nie rozwiąże problemu. Istnieje szereg leków podawanych w innych schorzeniach, które mogą być wykorzystane w celu poronnym. Nie zamierzam podawać nikomu pomysłów, jakie specyfiki i gdzie można zdobyć. Zapewniam, że można - kiedyś przeprowadziłam eksperyment. Zamówienie odpowiedniej dawki leku na grupie chorych na fb zajęło mi mniej niż kwadrans. Wreszcie: awykonalne jest sprawowanie jakiejkolwiek kontroli nad aborcjami wykonywanymi za granicą. Kliniki niemieckie, czeskie, słowackie, czy - w wersji budżetowej - ukraińskie - stoją otworem.

Moim zdaniem zakaz aborcji eugenicznej jest nie do przyjęcia poza chrześcijańską antropologią, bez odwołania się do świętości życia.
 

Mamy lepsze prawo, hurra. Naród Wybrany miał Najlepsze, bo nadane przez samego Boga.  W Pięcioksięgu znajdował się wyraźny zakaz przeprowadzania dzieci przez ogień (Kpł 18, 21; Pwt 18, 10), co eufemistycznie oznacza składanie ofiar z dzieci Molochowi. Wzmiankę o takiej zbrodni znajdujemy w historii króla Achaza (734-728 a.Ch.). Ciekawy zapis znajduje się też w opisie reformy Jozjasza - 2 Krl 22, 10. Jozjasz oczyszczając kraj zniszczył palenisko w Dolinie Ben-Hinnom, gdzie dokonywano ofiar z dzieci. Tekst sugeruje, że nie były to odosobnione przypadki.
Rytuał co do zasady miał zapewnić powodzenie. Bywał zadośćuczynieniem bóstwu, ale często stanowił prośbę o płodność dla ludzi i zwierząt, o sukces w przedsięwzięciu lub urodzaje, o wygraną bitwę. Zabójstwo pierworodnego miało zapewnić liczne potomstwo. (Polecam artykuł ks. Janusza Wilka na ten temat).
Jakie to współczesne! Aborcja chorego dziecka także najczęściej bywa argumentowana niemożnością podjęcia się jego wychowania. Chore, niepełnosprawne dziecko w oczach wielu burzy dobrostan rodzinny, emocjonalny, zawodowy. Wreszcie, w czasach kiedy kobiety coraz później decydują się na macierzyństwo, donoszenie ciąży i urodzenie dziecka z wadą letalną to strata czasu i zasobów organizmu matki. Lepiej, bezpieczniej jest ciążę terminować, z nadzieją na kolejne, zdrowe i idealne dziecko.

Doskonałe Prawo nie powstrzymało Izraela przez składaniem ofiar Molochowi. Wyrok K 1/20 nie powstrzyma pochrześcijańskiego społeczeństwa przed aborcją.



czwartek, 15 października 2020

Różaniec. Tajemnice Światła.

 Kolejna porcja rozważań różańcowych przygotowanych na parafialne nabożeństwo. Tym razem całość oparta jest na tekstach papieża Benedykta XVI.

  1. Chrzest Pana Jezusa w Jordanie


Z Listu do Efezjan: W Jezusie Chrystusie Ojciec wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów poprzez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli.


Zstępując w wody Jordanu stałeś się, Jezu, solidarny z nami, jako ludźmi obciążonymi winą, lecz pragnącymi sprawiedliwości. Podarowałeś nam Twoje „tak” wobec woli Bogu, Twoje bezgraniczne posłuszeństwo i zjednoczenie z Ojcem. W zamian zająłeś nasze miejsce, biorąc na Siebie ciężar naszych grzechów.

Dzięki temu, poprzez Chrzest ukrywając nasze życie w Tobie, stajemy się dziećmi Ojca Niebieskiego i już teraz możemy żyć życiem Trójcy Najświętszej.


Razem z Maryją, pierwszą spośród wybranych, uwielbiamy Cię za łaskę Chrztu Świętego i prosimy: ukryj nas w łonie Maryi, abyśmy w pełni dojrzali do świętości.



  1. Objawienie na weselu w Kanie Galilejskiej


Z Listu do Galatów: Poślubiłem was przecież jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę.


Przez cud Kany Galilejskiej, Jezu, nie tylko przemieniłeś wodę w wino. Ludzkie wesele zostało tam przekształcone w obraz Boskich godów, na które Ojciec zaprasza nas za Twoim pośrednictwem. Nad-obfitość wina w Kanie obrazuje nam pełnię dobra, którą nam przygotowałeś. Gody stają się obrazem tej chwili, w której Twoja miłość, Jezu, sięgnie granic ostatecznych, oddania się za nas na zawsze, w zranionym Ciele. Kana Galilejska staje się wstępem do Godziny Krzyża, z której bierze początek Sakrament Ciała i Krwi, w którym składasz się w nasze ręce i w nasze serca. To prawdziwe zaślubiny, prawdziwe zjednoczenie!


Razem z Maryją, Matką czuwającą nad zaślubionym Tobie Kościołem, prosimy o dar rozpoznawania Ciebie i chwili, w której chcesz działać w naszym życiu.

 

 

  1. Głoszenie Ewangelii o królestwie Bożym i wzywanie do nawrócenia


Z Ewangelii św. Łukasza: Królestwo Boże nie przyjdzie w sposób dostrzegalny; i nie powiedzą: "Oto tu jest" albo "tam". Oto bowiem królestwo Boże pośród was jest.


Bliskość, a nawet obecność, bezpośrednia, doświadczalna dla nas, królestwa Bożego – ty Ty sam, Jezu. Ty, stojący wśród nas, jesteś królestwem Bożym. Ono przychodzi do nas w Twojej obecności i w Twoim działaniu w nas. Dostrzegamy je nie tylko jako odległą obietnicę, kiedyś, w niebie – ale rzeczywistość przeżywaną już teraz. Królujesz już teraz, bez władzy świeckiej, przez miłość, którą rozlewasz w Kościele. Twoje królestwo wzrasta w nas jak ziarnko, umacniane zawsze, kiedy przyjmujemy łaskę nawrócenia.


Razem z Maryją, Matką Kościoła, prosimy Cię o łaskę wzrostu Twojego królestwa poprzez miłość braterską między nami.


 

  1. Przemienienie Pana Jezusa


Z Listu do Kolosan: Niech potęga Jego chwały w pełni umacnia was we wszelkiej cierpliwości i stałości.


Twoje przemienienie, Jezu, dokonuje się na modlitwie, w rozmowie z Ojcem. Wtedy ujawnia się wobec uczniów przenikanie się Twojego bycia z Bogiem, które staje się czystym światłem. W jedności z Ojcem ukazujesz się jako Światłość ze Światłości. Inaczej niż Mojżesz, który po spotkaniu z Bogiem promieniował światłem przyjętym od Boga – Ty nie tylko otrzymujesz Boże światło, ale sam nim jesteś.

W tym świetle toczy się rozmowa o Twojej Męce. Mojżesz i Eliasz mówią o niej, ale poprzez to, że rozmawiają z Tobą Przemienionym, uwidacznia się, że ta Męka przynosi ocalenie; że cała przeniknięta jest chwałą Bożą, że Męka zostaje przemieniona w światło, wolność, radość.

Razem z Maryją, wpatrującą się w Twoje jaśniejące chwałą Oblicze, prosimy o łaskę umocnienia i stałości przy Tobie w chwilach naszego krzyża.


  1. Ustanowienie Eucharystii


Z Ewangelii św. Jana: Nikt mi życia nie odbiera, lecz Ja sam z siebie je oddaję.


Za chwilę, na Krzyżu, Twoje życie, Jezu, ma zostać odebrane. Ty jednak wyprzedzasz wydarzenia Męki i już teraz sam z siebie oddajesz nam Twoje życie. Jesteś w tym całkowicie wolny, nikt nie przymusza Cię do tego gestu największej miłości. W tej wolności oddajesz nam Siebie i zapraszasz do życia Twoim życiem, w Twoim posłuszeństwie woli Ojca.

Przez zjednoczenie Komunii Twojego Ciała i Krwi, wchodzimy w Twoje działanie jako Człowieka wobec Boga, w Nowe Przymierze z Ojcem. W Komunii z Tobą stajemy się wolni i posłuszni Bogu Ojcu Twoim posłuszeństwem, stajemy się zdolni do miłosnej odpowiedzi Bogu Twoimi siłami, łaską, którą zdobyłeś dla nas na Krzyżu. Odtąd całemu brudnemu przepływowi zła w naszych sercach przeciwstawia się w nas Twoje synowskie posłuszeństwo, w którym cierpiałeś jako Bóg, którego posłuszeństwo jest z tego tytułu nieskończenie większe niż narastająca w świecie fala zła.


Razem z Maryją, najściślej zjednoczoną z Tobą i posłuszną Ojcu, prosimy Cię o świętą tęsknotę za Komunią Świętą.


środa, 7 października 2020

Kawa, herbata, płaszczyk?

Tytułowe powiedzenie to żart moich znajomych, hasło do zakończenia przeciągającego się spotkania. Spokojnie, zwykle pada ze strony gości, nie gospodarza. Co jednak, kiedy gospodarz przyjmuje gości ze staropolskim "Gość w dom, Bóg wie, kiedy wyjdzie"  w sercu?

Z taką postawą kojarzy mi się dzisiejsza Ewangelia. Marta, Maria, Jezus. Łukasz zanotował, że Marta uwijała się, gr. periespato przy posłudze, co spotkało się z - delikatnie mówiąc - umiarkowanym entuzjazmem Pana Jezusa.
Periespato nie pojawia się więcej w Nowym Testamencie. W Starym, w Septuagincie, owszem, głównie u Koheleta.
Koh 1, 13 b - To przykre zajęcie dał Bóg synom ludzkim, by się nim trudzili. 
Koh 3, 10 - Przyjrzałem się pracy, jaką Bóg obarczył ludzi, by się nią trudzili. 

Z jednej strony trudno dziwić się utrudzonej Marcie. Nakarmienie Jezusa z grupą apostołów to spory wysiłek. Nikt jednak nie lubi być przyjmowany bez życzliwości, przez gderającą panią domu.

Kiedy słuchałam dzisiaj Ewangelii, przypomniała mi się myśl o. Augustyna Pelanowskiego.Pytał kiedyś: czy Boga nie męczą nasze modlitwy, odmawiane ze zmęczeniem i zniechęceniem, odmawiane, jak odmawia urzędnik pomocy petentowi.

Maria, usiadłszy u stóp Pana, słuchała Jego słowa. Usiadłszy, przysiadłszy obok, gr. parakathisasa, pojawia się w Biblii tylko raz. Wielu jest zmęczonych "obowiązkami" wobec Boga. Siedzenie u Jego stóp to prawdziwy unikat1

piątek, 2 października 2020

Różaniec, część bolesna

Zostałam poproszona o przygotowanie krótkich rozważań, do wykorzystania w trakcie nabożeństwa. Publikuję je tutaj, może jeszcze komuś się przydadzą :)



  1. Modlitwa w Ogrójcu

Jezu, Twoja modlitwa w Ogrodzie Oliwnym jest modlitwą o Eden dla mnie. Trwałeś w paraliżującym lęku przed męką, odpierałeś ataki ciemności, aby dać mi łaskę odparcia pokus szatana, który w ogrodzie rajskim skusił Ewę. Twoje odrzucenie przez śpiących uczniów przynosi mi nagrodę bycia przyjętym przez Ojca Niebieskiego.
Razem z Maryją, zawsze mężnie opierającą się pokusom, prosimy o łaskę wytrwania przy Tobie w chwilach próby.

  1. Biczowanie

Po pierwszym grzechu ludzie ukryli się przed Bogiem ze wstydu. Później Ojciec okrył ich wstyd ubraniem ze skór. Ty, Jezu, stajesz nagi, przywiązany do słupa, wystawiasz swoje plecy na biczowanie. Prorok Izajasz pisał: spadła na Niego chłosta zbawienna dla nas. Jakbyś chciał nas osłonić Twoim Ciałem przed bolesnymi konsekwencjami naszych grzechów.
Razem z Maryją, czule troszczącą się o Twoje Ciało, prosimy o szczerą cześć wobec Eucharystii.

  1. Cierniem ukoronowanie
Wśród konsekwencji grzechu Bóg zapowiedział, że odtąd ziemia będzie rodziła ciernie zamiast pokarmu. Te ciernie przyjąłeś, Jezu, jako bolesną koronę, dając nam w zamian najczystszy Pokarm Eucharystii.
Razem z Maryją, noszącą Cię pod swoim sercem, prosimy o gorliwość w przyjmowaniu Komunii Świętej.

  1. Droga krzyżowa

Kiedy Adam i Ewa zostali wygnani z raju, Bóg postawił cherubów z mieczami, aby strzegli drogi do Drzewa Życia. Ty, Jezu, biorąc Krzyż, dałeś nam nowe Drzewo Życia, do którego dostępu już nic nam nie blokuje.
Razem z Maryją, wiernie idącą za Tobą drogą na Golgotę, prosimy o nadzieję na nowe życie, podarowane nam przez Twoją mękę.

  1. Śmierć na krzyżu

Kiedy umarłeś na Krzyżu, jeden z żołnierzy włócznią przebił Ci bok. Wypłynęły z niego krew i woda, w których widzimy symbole Chrztu i Eucharystii. Rodzi się z nich Kościół – tak jak Ewa została zrodzona z boku śpiącego Adama.
Razem z Maryją, pierwszą Odkupioną przez Twoją krew przelaną na Krzyżu, prosimy, abyśmy zawsze zachowywali łaskę uświęcająca podarowaną nam na Chrzcie Świętym.

niedziela, 20 września 2020

Wmyślenie się w Boga

Iz 55, 6-9
Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan.
Mt 20, 1-16
«Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy.
Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił.
Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie?” Odpowiedzieli mu: „Bo nas nikt nie najął”. Rzekł im: „Idźcie i wy do winnicy”.
A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych”. Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze.
Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzy znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę”. Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czyż nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje, i odejdź. Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi».
Dźwięczy mi w uszach Weź, co twoje, i odejdź. Robotnicy pierwszej godziny dostali należne im ze sprawiedliwości wynagrodzenie, ale zostali pozbawieni tego, co najważniejsze - dostępu do domu Pana, do Jego bliskości.
Ci najpilniejsi, pracowali od bladego świtu. Nie rozpoznali jednak intencji Gospodarza, nie potrafili wczuć się w Niego. Musieli odejść.
Najważniejsze, to mieć jedno serce z Bogiem. Tak Go poznać, żeby wczuwać się w Jego pragnienia, w Jego zamiary. Nawet jako robotnik powołany tuż przed końcem pracy - ale znający Pana Winnicy, nieobojętny wobec Niego.
Tak poznać Boga, żeby wreszcie zrozumieć, że zbliża mnie do Niego Jego miłosierdzie, a nie pobożne odrabianie modlitewnej szychty.