poniedziałek, 6 września 2021

Szabat w pełni

Łk 6, 6-11, Kol 1, 24 - 2, 3

 O, jak mnie zachwyciła dzisiejsza Ewangelia!

Jezus uzdrawia w szabat - jakby nie mógł wejść w odpoczynek siódmego, dopóki ten człowiek z uschłą ręką nie zostanie przywrócony do pierwotnej pełni - gr. apokatestathē, dopóki nie stanie się bardzo dobry, jak na początku stworzenia. To zapowiedź krzyża i odkupienia - dzięki Jego ofierze każdy będzie miał możliwość odrodzenia się i obmycia w Krwi Baranka. Na razie pojawia się tylko znak odzyskania fizycznej integralności. Pełnią będzie człowiek doskonały w Chrystusie, jak pisze Paweł do Kolosan.
I ta uschła ręka. Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie, niech mi uschnie moja prawica -Ps 137 5. Uzdrowienie drętwej ręki to znak uzdrowienia z niepamięci o Bogu, z braku troski o Niego, o Kościół, z mojej nieważności i lekkomyślności wobec Niego. To dar Ducha Świętego wzbudzającego we mnie świętą bojaźń, aby nie stracić mojego Boga.
Niech mi się stanie!

niedziela, 29 sierpnia 2021

Jak nieczysty do źródła miłosierdzia

 XXII Niedziela zwykła

Pwt 4, 1-2.6-8 Ps 15 Jk 1, 17-22.27 Mk 7, 1-8.14-15.21-23

W tradycyjnie odmawianej przed Mszą św. modlitwie św. Tomasza z Akwinu pada stwierdzenie, że zbliżamy się do najświętszych tajemnic Syna Bożego jak nieczysty do źródła miłosierdzia. Pomyślałam o tym czytając dzisiejszą liturgię Słowa.

W Ewangelii znajdujemy dialog faryzeuszów z Jezusem, rozpoczynający się od ich oskarżenia, że uczniowie biorą posiłek nieczystymi rękoma. Bliższe dosłownemu brzmieniu tekstu jest tłumaczenie Biblii Pierwszego Kościoła: jedzą chleb splamionymi, to jest nie obmytymi, rękami. Zarzut odwołuje się wprost do sceny opisanej w poprzednim rozdziale, czyli rozmnożenia chleba dla pięciu tysięcy mężczyzn słuchających Chrystusa na pustkowiu. Prawdopodobne jest, że warunki sprzyjały niezachowaniu rytualnych wymogów czystości.

Tylko... skąd te wymagania? Tora wymagała takich obmyć (rąk i stóp) przed składaniem ofiary przez kapłana - Wj 30, 17-21 - oraz przed spożyciem przez kapłanów rytualnych ofiar - Lb 18, 11-13. Rozszerzenie tego nakazu na każdego żyda to ustna tradycja faryzejska. W intencji miała wskazywać, że każdy posiłek ma wymiar religijny. 

Tu jednak widać, że tradycja, nie oparta w woli Bożej, może zaciemniać widzenie. Nakarmiony tłum uczestniczył w cudzie, w posiłku głęboko Bożym, ba! - zapowiadającym najważniejszą Ucztę eucharystyczną. Faryzeusze nie potrafią tego dostrzec, bo skupili się na zewnętrznej nieczystości w aspekcie, który najłatwiej zauważyć.

Pan Jezus wskazuje na nieczystość serca - to ona stanowi przeszkodę w oddawaniu chwały Bogu, a więc uniemożliwia udział w czynnościach religijnych.

Temat pojawia się też w drugim czytaniu. Jakub pisze o konieczności odrzucenia nieczystości serca. Drogą do tego ma być Słowo, które ma moc zbawić dusze wasze.  Słowo nie tylko wysłuchane, ale wprowadzone w czyn. To wykracza poza prosty gest obmycia rąk. Wykonanie Słowa Bożego wymaga działania, które przynosi poznanie siebie. Zmagam się ze Słowem, zmagam się z przykazaniami Bożymi - wtedy mam szansę zrozumieć, że przychodzę jak nieczysty do źródła miłosierdzia.  Jakub zaczyna czytaną dziś perykopę od zachwytu: Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł. Odpowiedzią na wewnętrzną nieczystość jest Boże działanie we mnie,  przez Jego dar, pełny i doskonały we mnie. Do tego odkrycia ma mnie doprowadzić konstatacja własnej wewnętrznej nieczystości (a nie ma szans - konieczność zachowania zewnętrznego rytuału).

Przychodzę jak nieczysty - wszystko mam w Panu Jezusie. Nie mam swojej czystości, mam tylko wnętrze obmyte we Krwi Baranka. Wszystko mam od Niego.

Psalmista wychwala dzisiaj człowieka prawego - ten zamieszka w domu Pana. Ten, kto postępuje nienagannie i działa sprawiedliwe, kto mówi prawdę w swym sercu (...), kto dotrzyma przysięgi niekorzystnej dla siebie. Kto może powiedzieć o sobie, że zawsze w ten sposób żyje? Żaden grzesznik. Uderzyło mnie to dzisiaj, kiedy słuchałam wersu o wierności niekorzystnej przysiędze. Tylko Bóg w całości wypełnił zalecenia tego psalmu, kiedy zgodnie z obietnicą z protoewangelii, wielokrotnie później powtarzaną, stał się Człowiekiem w Jezusie. Tylko złączona z Nim mogę tego doświadczyć. 



Wszechmogący, wieczny Boże! Oto zbliżam się do najświętszych tajemnic Twojego Syna Jednorodzonego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Zbliżam się do nich jak chory do lekarza życia, jak nieczysty do źródła miłosierdzia, jak ślepy do światła wiecznej jasności, jak ubogi i nędzny do Pana nieba i ziemi.
Błagam Cię, Panie, abyś dzięki swej hojności i dobroci uleczył moją słabość, obmył moje grzechy, rozświetlił moje mroki, wzbogacił moje ubóstwo i okrył nagość moją, abym mógł przyjmować chleb aniołów, Króla nad królami i Pana nad panami z taką czcią i pokorą, skruchą i pobożnością, z taką czystością i wiarą, z takim skupieniem i uwagą, jak tego wymaga cześć dla tego Chleba i moje zbawienie.
Spraw łaskawie, abym przyjął nie tylko znak zewnętrzny sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej, lecz istotę i całą moc tego sakramentu. Najłaskawszy Boże, daj mi tak przyjąć ciało Twego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa, które wziął On z Maryi Dziewicy, abym mógł być włączony w Jego Ciało mistyczne i zaliczony między Jego członki.
Ojcze najmilszy, pozwól mi wiecznie wpatrywać się bez zasłony w oblicze umiłowanego Syna Twojego, którego teraz w czasie ziemskiej wędrówki pragnę przyjąć pod postacią Chleba. Amen.



poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Jak On może...!

 XXI Niedziela Zwykła
Joz 24, 1-2a. 15-17.18b
Ps 34
Ef 5, 21-32
J 6, 55. 60-69

Jak widać po siglach dzisiejsze czytania mszalne po raz kolejny padły ofiarą liturgisty z nożyczkami. Ponieważ uważam, że cenzurowanie Słowa Bożego jest niegodziwe i bez sensu, będę odnosiła się do całych perykop, łącznie z wyciętymi wersami.

U Jana czytamy końcówkę szóstego rozdziału, zakończenie Mowy Eucharystycznej i reakcje słuchających na nią. Osią perykopy jest stwierdzenie Trudna jest to mowa. Kto jej może słuchać. Warto więc przyjrzeć się temu, co tak zbulwersowało słuchaczy.

Etapy narastającego wzburzenia żydów w całym 6 rozdziale są trzy: 

1) wersy 41-42 - Żydzi szemrali przeciwko Niemu, dlatego że powiedział "Ja jestem chlebem, który z nieba zstąpił". I mówili "Czyż to nie Jezus, syn Józefa, którego ojca i matkę my znamy? Jakżeż może on teraz mówić: Z nieba zstąpiłem".
Widać tu pierwsze rozejście się Jezusa ze słuchaczami - On myśli w kategoriach nadprzyrodzonych, oni wyłącznie ziemskich. Konflikt jednak narasta.

2) wers 52 - Jak On może dać nam swoje ciało do jedzenia?
Spożywanie ludzkiego ciała było zupełnie nie do pomyślenia. Spożywanie jakiejkolwiek krwi, nawet zwierzęcej, zabronione przez Torę.

3) wers 60 i 66 - Trudna jest to mowa. Kto jej może słuchać.(...) Od tego czasu wielu jego uczniów odeszło i już z Nim nie chodziło.
Nie może być to reakcja tylko na dwa poprzednie problemy (niebiańskie pochodzenie Jezusa oraz Ciało wydane na pokarm). Nieufność eskalowała, aż do opuszczenia Mistrza, musiał pojawić się jakiś nowy punkt zapalny.

W części od wersu 53 Jezus przedstawia sens Eucharystii, sens spożywania Jego Ciała i picia Krwi: Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie (J 6, 57). Słuchacze zaczynają rozumieć, że Jezus po pierwsze uważa się za posiadającego życie właściwe Bogu (a więc Kogoś równego Mu). Ale to jeszcze nie tak bulwersujące - On mówi, że inni będą mieli udział w takim życiu, a więc w bóstwie Jedynego. To już nie do przyjęcia. Życie w Trójcy przez złączenie z Synem, to staje się zarzewiem buntu żydów. Bóg w ich optyce jest jeden, może i wychodzący do swojego ludu z przymierzem, ale wciąż niedosiężny. Kto zobaczy Boga, musi umrzeć. Jak bardzo trzeba zaufać rabbiemu z Nazaretu, żeby przyjąć prawdę o wspólnocie życia z Bogiem?

Wielu uczniów odchodzi, gr. apelthon eis ta opiso - dosłownie: poszło do tyłu. To ten sam zwrot, którym Jezus powołuje: Pójdź za mną! Tylko oni robią zupełnie inaczej - odwracają się i już z Nim nie chodzą. Jakby przewrotnie powoływali samych siebie.

Przed tym kryzysem stawiani są też apostołowie. Pytanie Czy i wy chcecie odejść? brzmi dla mnie jak jedno z najdramatyczniejszych w Biblii. Krótkie, jak cięcie nożem, zdecydowane, albo-albo. Odpowiedź na pytanie o Eucharystię i życie w Trójcy przez uczestnictwo w niej - jak podstawowy weryfikator pójścia za Chrystusem.
Piotr zrozumiał. W odpowiedzi mówi o słowach życia wiecznego (gr. zoes aioniou)  i o mesjańskiej misji Jezusa (Ty jesteś Świętym Bożym). Życie wieczne to przymiot należny tylko Bogu. To nie życie w jego doczesnym, fizycznym wymiarze, gr. bios. Bardziej życie samo w sobie. Jezus o nim opowiada, a więc ma do niego dostęp - więcej, proponuje jego dostępność dla tych, którzy idą za Nim.

W drugim czytaniu św. Paweł komentuje, przytaczając przykład jedności małżeńskiej: Jesteśmy członkami Jego Ciała.

Najbardziej wzruszająca, najpiękniejsza, fascynująca Tajemnica. Życie niebem, życie życiem wiecznym już tutaj, o ile karmię się Jego Ciałem. Życie w zjednoczeniu z Ojcem, przez Syna, w Duchu Świętym - tu, teraz, kiedy pijąc herbatę piszę ten tekst.

 

niedziela, 15 sierpnia 2021

Judyt Wniebowzięta

 Jdt 13, 22-25. 15, 10 (Vlg)
graduał Ps 44, 11-12.14 (Vlg)
Łk 1, 41-50

Liturgia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w klasycznym rycie rzymskim zestawia ze sobą dwie kobiety: Maryję i jej starotestamentalny typ, Judytę.

Matriarchini Izraela jest mi szczególnie bliska. W jej historii jak w zwierciadle odbija się Matka Jezusa - Niewiasta mężna, chroniąca swój lud. W starej opowieści widać szczegóły, które ewangelie dyskretnie tylko ukazują w życiu Maryi.

Księga Judyty opisuje historię zbrojnego ataku wojsk asyryjskich pod wodzą Holofernesa na Judeę i okoliczne narody. Zgodnie z poleceniem najwyższego kapłana Joakima Izraelczycy powzięli post i modlitwę w intencji ocalenia. Równolegle z nimi rozpoczęto przygotowania do partyzantki w górach, aby nie dopuścić do przedarcia się wroga do Jerozolimy i świątyni. W łańcuchu obronnym znalazła się Betula, której mieszkańcy mieli chronić pobliską przełęcz górską.
W tle hagiograf kreśli konflikt religijny - król asyryjski Nabuchodonozor (tu Biblia mija się nieco z faktografią, ale nie zaburza to duchowego sensu opowieści) rości sobie prawa do tytułu jedynego bóstwa. Izraelici stają więc nie tylko w obronie swojego kraju, ale także w obronie czci Boga Jedynego.
Wobec partyzantki Holofernes podjął jedyną chyba sensowną decyzję - zamiast walki z rozproszonymi w górach, podjął oblężenie Betulii, odcinając ją od źródeł wody.
Nic tak nie obniża morale, jak pragnienie i głód. Jak można się spodziewać, w Betulii wybuchł bunt. Mieszkańcy zaczęli domagać się zawarcia pokoju z najeźdźcą, nawet za cenę niewoli.

W tych okolicznościach poznajemy Judytę, bogatą wdowę, kobietę równie piękną, co bogobojną, oddaną modlitwie i postom. To ona, słysząc składaną przez Ozjasza obietnicę Bożego ocalenia, podjęła ją i wystąpiła najpierw przeciw szemrającym ziomkom. Przypomniała, że od obrony ich małego przyczółka zależy obrona Miasta Świętego - dzięki temu ostudziła nieco plany poddania Betulii... i obiecała, że za jej sprawą Bóg wyzwoli naród. To zapewnienie tak  zuchwałe w ustach kobiety, że aż groteskowe - jednak ona złożyła je wiedziona Duchem Bożym i to nadawało jej słowom powagi.

Księga zawiera niesamowitą, pełną skruchy, mocy i bezgranicznego zaufania modlitwę Judyty (Jdt 9). Ściąga ona uwagę Boga, argumentuje przywoływanymi historiami biblijnymi, przypomina Mu Jego wcześniejsze interwencje. Odwołuje się do Bożej sprawiedliwości, zawsze wymierzonej przeciw czyniącym zło. W modlitwie słychać jej wzburzenie, ognistą wręcz żarliwość, momentami Judyta przypomina mi lwicę atakującą w obronie młodych. Jednocześnie mówi: daj mojej ręce wdowiej siłę do tego, co zamierzyłam.  Jakby brała Boga pod włos: "jestem tylko wdową, kobietą bez znaczenia, masz okazję zademonstrować, jak jesteś silny, skoro zadziałasz przeze mnie, słabą". Ujmuje mnie ta bezpośredniość.

Modlitwa zostaje wysłuchana. Judyta przedziera się do obozu Holofernesa, udaje dezerterkę, oczarowuje sobą wodza i zostając z nim na noc... odrąbuje mu głowę. Z takim subtelnym trofeum wraca do Betulii. Wrogie wojska uciekają w popłochu, miasteczko oraz kraj zostają uratowane.

W tym miejscu dochodzimy do dzisiejszej lekcji mszalnej zawierającej słowa Ozjasza witającego Judytę:

Pobłogosławił Cię Pan w mocy swojej, bo przez Cię wniwecz obrócił naszych nieprzyjaciół. Błogosławionaś Ty, Córko, przez Pana Boga wysokiego nad wszystkie niewiasty na ziemi. Błogosławiony Pan, który stworzył niebo i ziemię, który Cię skierował na uderzenie w głowę hetmana nieprzyjaciół naszych. Bo dziś imię Twe tak wsławił, iż chwała Twa nigdy nie zejdzie z ust ludzi, którzy pomni będą na wieki mocy Pańskiej. Dla nich to samej siebie nie szczędziłaś z powodu utrapienia i udręki rodu Twojego, lecz zapobiegłaś upadkowi przed obliczem Boga naszego. Tyś chwałą Jeruzalem, Tyś weselem Izraela, Tyś chlubą ludu naszego

Czyli co - Judyta pierwsza feministka? Kobieta, która wpadła na to, że lepiej jest zająć się męskimi sprawami, włożyć symboliczne spodnie i zanegować swoją kobiecość? Ależ nie. Judyta pozostaje w całej historii nader kobieca. Występuje w obronie swoich bliskich, swojej społeczności. Chociaż jest wdową, to bardzo macierzyński rys jej osobowości. Walcząc nie sięga po "męskie" metody, nie mobilizuje wojska, nie zagrzewa innych do walki. Działa metodami, które są jej dostępne - kobiecym urokiem, inteligencją, sprytem, a nade wszystko bezgranicznym zaufaniem Bogu. Nie udaje nikogo kim nie jest - choć paradoksalnie udawanie wykorzystuje w swoim planie. 

 Ta wiara, że Bóg może poprzez złożone w niej charyzmaty wyzwolić Swoją mocą lud, stała się tworzywem cudu. Cudu, który jest ponadczasowy, bo zmagania z Holofernesem to figura walki duchowej, aż do odrąbania łba Złemu, dzięki współpracy z łaską Bożą.



Podobnie Maryja. Samoświadoma, w scenie zwiastowania mówi: jakże się to stanie, skoro nie znam męża? (Łk 1, 34), w Magnificat woła: wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy (Łk 1, 48). Inaczej niż owdowiała Judyta, Maryja sama, z pragnienia serca i pokory, wybiera dziewicze życie - a jednak zachowuje w sobie charyzmat kobiecości i macierzyństwa. Wobec Boga najwyższego staje z pokorą i bojaźnią, ale przecież otwarciem na dialog i na podjęcie działania. Wreszcie, kiedy na krzyżu umiera Jej Syn, ona zachowuje wiarę. Rodzący się Kościół, apostołowie i uczniowie, są zdruzgotani jak mieszkańcy Betulii pozbawionej wody. Im odcięto dostęp do Źródła Wody Życia. Maryja nie ulega przerażeniu, niezachwianą wiarą ucina łeb największej pokusie Złego - zwątpieniu. Wierzy aż po zmartwychwstanie. Przez to staje się, zgodnie z poleceniem Syna, Matką Wierzących.

Maryja, moja Matka w pokusach. Mężna i bezkompromisowa w walce ze Złem. Moja Niepokalana Matka, ucząca świadomości swoich zalet i wad, pokazująca, jak współdziałając z Bogiem wydobyć z nich cud macierzyńskiej troski o Kościół. Maryja, Judyt Wniebowzięta.




piątek, 13 sierpnia 2021

Braki w instynkcie samozachowawczym

 Media zawrzały dzisiaj z powodu wystąpienia bpa Antoniego Długosza podczas Apelu Jasnogórskiego (11.08.2021 r.). Biskup, streszczając skandaliczną przemowę, stwierdził, że denuncjacja księży dopuszczających się zbrodni pedofilskich przez ich przełożonych jest brakiem miłosierdzia i rozminięciem się z charyzmatem biskupa.

Postawę wiernych świeckich oraz duchownych sprzeciwiających się zbrodniom porównał biskup do schizmy wschodniej, reformacji, odłączenia się starokatolików po Vaticanum I (doczepiono do tego szeregu także decyzje abp Lefebvre'a - choć jak wiadomo ani on ani członkowie założonego przez niego bractwa nie pozostają w schizmie). Zaraz potem bluźnierczo zestawił działania dążące do ukarania księży pedofilów ze skazaniem Chrystusa Pana ("uderzą w Pasterza, a rozproszą się owce").

Całość wystąpienia przybrała formę modlitwy skierowanej do Najświętszej Maryi Panny. Była więc nie tylko absurdalnie niedorzeczna, zawierała nie tylko nawoływanie do przestępstwa, ale w swojej formie stanowiła wprost bluźnierstwo. 

Całości przysłuchiwał się tłum świeckich - nikt nie reagował. W kaplicy obok bpa Długosza stało sześciu innych biskupów, w tym bp Wacław Depo i bp Dajczak. Obok przemawiającego znajdował się generał zakonu paulinów o. Chrapkowski. Żaden z nich nie zareagował w żaden sposób. 

Zadziwia mnie ten stupor. Nawet, jeśli żadnemu z wielebnych nie zależy już na chwale Bożej, na tym, żeby pod adresem Jego Matki nie kierowano publicznie gorszących bluźnierstw... Nawet, jeśli są już cyniczni, może nie wierzą, są oziębli, nie widzą sensu sprzeciwu - nie wiem, nie znam ich sumień. Nawet jeśli, przyjmując najbardziej pesymistyczną wersję... Czy jednak instynkt samozachowawczy nie podpowiadał im w tym momencie, czysto merkantylnie i interesownie: stary, to rypnie, media nas rozjadą... To się nie opłaca?.

Mówią, że na głupotę nie ma lekarstwa.

Biblia twierdzi, że na głupotę lekarstwem jest Słowo Boże.

Co będzie lekarstwem na głupotę naszych hierarchów?



wtorek, 10 sierpnia 2021

Wstępowanie w ciemność

 Święto św. Teresy Benedykty od Krzyża, patronki Europy
Oz 2, 16b. 17b. 21-22; Ps 45, Mt 25, 1-13

   
    Już na początku przypowieści panny wychodzą na spotkanie pana młodego. Istnieje interpretacja, zgodnie z którą owe panny były nie tyle oblubienicami czekającymi na zaślubiny, ale młodymi kobietami mającymi wziąć udział w orszaku weselnym zaczynającym się po zachodzie słońca. Wtedy faktycznie - mogłyby wyjść na drogę, aby z lampami lub pochodniami czekać na nowożeńców. Jednak... w przypowieści nie ma oblubienicy, do której pan młody wychodziłby wraz z tym orszakiem. Przeciwnie, idzie on do panien mądrych i głupich, a nie spotyka je na drodze do innej kobiety. To one jawią się jako oblubienice.
    Czemu zatem nie oczekiwały go, jak było w zwyczaju, w swoim domu rodzinnym, tylko wyszły na drogę? Nie mogły doczekać się spotkania, tak bardzo niecierpliwe, aż skłonne do łamania konwenansów? A może w domu nie było warunków do oczekiwania na pana młodego? Psalm mówi zapomnij o twym ludzie, o domu twego Ojca. Król pragnie twego piękna...  
    Jak literalnie spełniło się to w życiu Edith Stein, kiedy przyjęła Chrzest święty, a jej rodzina - żydowska przecież - odcięła się od niej. Obok tej widocznej na pierwszy rzut oka realizacji Słowa o wyjściu na spotkanie, o pozostawieniu domu ojca i wyjściu na pustynię (o którym pisze Ozeasz), jest jeszcze druga. Panna Stein, doktor filozofii, kobieta opierająca swoje wewnętrzne poszukiwania i sens życia o intelektualne dociekania, wyszła poza to, co przyrodzone, co możliwe do odkrycia naturalnymi władzami rozumu. Ten, jak uczy Kościół, samym rozumem można dojść do istnienia Boga (por. KKK 36 za św. Tomaszem z Akwinu). Jednak poznanie Boga Objawionego, takim jakim On jest, możliwe jest tylko z Jego inicjatywy i wymaga wyjścia ze świata własnych intelektualnych spekulacji. Święta pisała: Boga można poznać tylko, gdy sam się objawi (...). Im wyższe poznanie, tym jest ono ciemniejsze, bardziej tajemnicze i mniej uchwytne w słowa. Wstępowanie ku Bogu jest wstępowaniem w ciemność i milczenie. 
    Myślę o tym skoku od intelektualizmu do poznania na drodze wiary, na który zdecydowała się św. Teresa Benedykta od Krzyża jako znaku dla współczesnych Europejczyków, którym patronuje. Znaku czekania na łaskę i wychodzenia jej na przeciw z otwartością umysłu i ciekawością Innego, Świętego, Boga Prawdy.



niedziela, 11 lipca 2021

Zbrodnia niepamięci

     78 lat temu, 11 lipca 1943 roku, miała miejsce akcja uznana za kulminacyjny moment Rzezi Wołyńskiej. Przemilczane ludobójstwo na Polakach dopiero od kilku lat stopniowo przebija się do świadomości społecznej. Dla mnie od zawsze stanowi część rodzinnej historii, opowiadanej fragmentarycznie, ze straumatyzowanym lękiem, ale też dumą, poczuciem krzywdy i skomplikowaną mieszanką innych uczuć przynależnych ocaleńcom i tym, którzy brali udział w samoobronie przed bandami UPA i OUN-B.

    To, co dzisiaj nazywamy Krwawą Niedzielą (czy szerzej Rzezią Wołyńską) miało zdecydowanie szerszy zasięg terytorialny i czasowy. Incydenty mordów na Polakach przeprowadzanych przez Ukraińców zaczęły się już we wrześniu 1939 roku i trwały właściwie do końca wojny. Eksterminacja planowo zorganizowana, pod dowództwem ukraińskiej partyzantki istotnie najbardziej nasilona była w 1943 roku na Wołyniu, ale zaraz potem pomysł, żeby "oczyścić ziemie ukraińskie z Polaków" rozlał się na inne województwa: Tarnopolskie, Stanisławowskie, Lwowskie. Dzisiaj te zbrodnie giną w cieniu Wołynia.

    Niełatwo pisać mi o historii, którą znam bardziej z rodzinnych przekazów, niż opracowań naukowych. Te drugie niosą suche fakty, opowieści rodzinne niosą emocje i opisy niemożliwe do ujęcia w monografiach historyków. 

    Przedwojenne Kresy, okolice Tarnopola, skąd wywodzi się moja rodzina, stanowiły kocioł kultur i tradycji. Często o przynależności narodowej świadczyła po prostu przynależność do wspólnoty religijnej. Polak chodził do kościoła łacińskiego, Ukrainiec do cerkwi greckiej, Żyd, Ormianin, Rosjanin... itd. Żyli wspólnie, na jednym terenie, po sąsiedzku. Żenili się między sobą, Polak z Ukrainką, potem decydując, gdzie ochrzczą swoje dzieci. Zwyczajna rzeczywistość Kresów. Przenikały się zwyczaje, opowieści, kuchnia... Owszem, dyskutowano zaciekle na tematy polityczne, pojawiały się wątki nacjonalistyczne, czasem mocno antysemickie. Jednak społeczności żyły we względnym pokoju. Wielka polityka to jedno, a miłość do sąsiadki - Ukrainki, to bliska codzienność. Kwestia narodowości była nad wyraz płynna, o czym świadczą dobtnie losy braci Szeptyckich: Andrzeja, arcybiskupa grekokatolickiego, wspierającego UPA i Stanisława, generała polskiego wojska.

    Po wybuchu wojny i zajęciu Krasów przez III Rzeszę krajobraz społeczny zwalił się w gruzy. Początkiem stała się eksterminacja Żydów. Od 1942 roku zaczęła się likwidacja gett, w której Niemcy chętnie wyręczali się ukraińską policją pomocniczą. W dalszym ciągu wojny, wraz ze zbliżaniem się wojsk radzieckich, Ukraińcy dezerterowali z policji okupacyjnej, a wstępowali do UPA lub OUN.

    Od tego był już tylko krok do rezania Lachów. Grupy banderowców, przekonane o konieczności oczyszczenia ziem ukraińskich z ludności polskiej, wykorzystały sytuację, aby w czystki przeciw Żydom wciągnąć swoich sąsiadów. Strategia była bardzo prosta, wystarczyło samo podejrzenie o pomoc udzielaną Żydom przez Polaków (lub nawet prawych Ukraińców), aby z aprobatą okupanta wymordować całą rodzinę.
 

    To opowieść także moich przodków, dziadka po mieczu, który ze szwagrem ratował rodzinę żydowskich aptekarzy, ukrywając ich w swoim domu. Opowieść o tym, że bardziej niż żołnierzy Hitlera obawiano się Ukraińców, którzy mogli ten fakt wykorzystać. Opowieść także o działaniach samoobronnych, podejmowanych w świetle pożogi okolicznych wsi, palnych przez ludzi Szuchewycza. 

    Palone wsie, rodziny mordowane narzędziami gospodarskimi, rozprute brzuchy ciężarnych kobiet - dla mnie to nie obrazki z filmu Smarzowskiego (którego zresztą nie byłam na siłach obejrzeć). To losy mojej rodziny i ich sąsiadów. Babcia do dziś wspomina zmasakrowane ciała płynące w jej rodzinnej wsi rzeką Gniezną. Do dzisiaj drży też, słysząc język ukraiński.

Minęło prawie 80 lat. Po wojnie część mojej rodziny wyjechała na Ziemie Odzyskane, część została. Z rodziną z okolic Tarnopola mamy serdeczne relacje, choć oni mówią po ukraińsku, my po polsku. Kiedy jednak w drodze do domu kuzynki mijam pomnik Bandery, mam ochotę krzyczeć o zbrodni niepamięci, o zdradzie ofiar przez polskie władze i polski episkopat. Zbrodni fałszowania historii przez Ukraińców.

    Nie marzę o wojnie dyplomatycznej z Ukrainą, odcinaniu polskich dotacji i zmianie kursu politycznego wobec Ukrainy. Wciąż uparcie uważam, że dla polskiej racji stanu ważne jest istnienie mocnej, niezależnej, demokratycznej Ukrainy. Jednak niewyjaśniona kwestia ludobójstwa na Polakach, w szczególności brak pochówku ofiar oraz heroizacja Bandery, kładą się cieniem na wspólnocie naszych narodów. 

    Mówi się, że poruszanie kwestii wołyńskiej jest już niepotrzebne, anachroniczne, że może jedynie zaognić nasze stosunki. Co roku wspominamy jednak Powstanie Warszawskie. W całej Polsce wyją syreny dla uczczenia Godziny W. Dla mnie to tak samo odległa historia, jak dla Warszawiaka Krwawe Noce pod Trembowlą albo wołyńska Krwawa Niedziela. Jednak z szacunku dla ofiar i wspólnej historii narodu przystaję na ulicy na dźwięk syren i z wdzięcznością przyjmuję zaangażowanie przedstawicieli władz w uroczystości. My, rodziny Kresowiaków, jesteśmy z naszą historią marginalizowani, a wręcz uciszani. Prezydent ani przedstawiciele Rządu nie pojawiają się na uroczystościach wołyńskich, a gros Polaków nie ma pojęcia o rzezi.

    Mam żal także wobec episkopatu Polski i środowisk kościelnych. Trwa proces beatyfikacyjny abp Szeptyckiego, przy milczeniu naszych biskupów. Głośny sprzeciw wyraża publicznie jedynie ks. Tadeusz Isakowicz - Zaleski. To milczenie to policzek wobec ofiar UPA i OUN oraz ich rodzin.

    Dochodzi jeszcze porażająca ignorancja. W czasie dzisiejszej Mszy świętej usłyszałam wezwanie modlitwy powszechnej odczytane z tzw. segregatora liturgicznego, wyd. Hlondianum:
Za zmarłych, zwłaszcza zamordowanych na Ukrainie w okresie II Wojny Światowej, niech doznają wiecznego pokoju.
Przyznam, że wobec tak rudymentarnego braku wiedzy historycznej, cisnęły mi się na usta wyrażenia wybitnie knajackie.

    Milczeniem spowita jest kwestia rany zadanej Kościołowi. Grekokatoliccy Ukraińcy mordowali Rzymskokatolickich Polaków. To zbrodnia w ramach jednego Ciała, jednego Kościoła. Nigdy nie dokonano za nią wynagrodzenia Bogu, nigdy jej nie rozliczono.

 

    

Warto zapoznać się z inicjatywą https://wolynnapowazki.pl/ 

    

    

poniedziałek, 1 marca 2021

Więcej niż Abraham

 II Niedziela Wielkiego Postu, rok B
Rdz 22, Rz 8 31b-34 Mk 9, 2-10

Dość zaskakujący zestaw czytań przewiduje lekcjonarz na dziś. W Ewangelii, tradycyjnie w II Niedzielę Wielkiego Postu pojawia się opis Przemienienia Pańskiego. Jednak pierwsze i drugie czytanie nie mówią o chwale Chrystusa, lecz poruszają temat ofiary. Mamy Abrahama związującego syna na żertwę, a w Liście do Rzymian refleksję o ofierze Krzyża. 

Zaczęłam dziś jednak od Ewangelii. Benedykt XVI w Jezusie z Nazaretu pisze: (...) uwidacznia się to, co  dokonuje się w rozmowie Jezusa z Ojcem: dogłębne przenikanie Jego bycia z Bogiem, które staje się czystym światłem. W swojej jedności z Ojcem sam Jezus jest światłem ze światłości. To czym jest On  dogłębnie (...) staje się w tym momencie postrzegalne także zmysłami: bycie Jezusa w świetle Bożym, Jego własne bycie światłością jako Syna. 

Uczniowie zobaczyli bez zasłony, jak wygląda relacja Ojca i Syna, w jej świetlistym zachwycie. Widzieli Jezusa, skupionego na modlitwie, całego skierowanego ku Ojcu oraz Ojca ogłaszającego miłość wobec Syna, a to wszystko w cienistym Obłoku obecności Ducha Świętego. Jakby na chwilę zajrzeli do głębin Trójcy.

Myślę, że w Przemienieniu widać już Ofiarę Krzyża. Uczniowie patrzyli przecież na odwieczne oddawanie się sobie Ojca i Syna - na Taborze w blasku chwały - ale przecież to samo samo-oddanie się Jezusa miało miejsce w kaźni Golgoty. Przecież ukrzyżowanie Syna Bożego było niewyobrażalnie brutalnym i bluźnierczym wdarciem się człowieka w to misterium życia Trójcy Najświętszej! Jezus pozostał posłuszny i wierny Ojcu, nawet w sytuacji męki, ostatnim oddechem wyznawał Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mego (Łk 23, 46). To samo wyznawał Ojcu odwiecznie, wyznał na Taborze, na Krzyżu i wyznaje dzisiaj.

Uczniowie zobaczyli więc, co znaczy być Synem zjednoczonym z Ojcem, umiłowanym przez Niego i oddającym się Mu w chwale. Jednak taki stan nie był osiągalny dla żadnego z nich. Tutaj wracam myślami do Abrahama, zatrzymanego w chwili zamachu na życie syna. Anioł nie dopuścił do jego ofiary - ona miała być tylko typem, zapowiedzią przyszłej Ofiary. Dotykam tu tylko jednego aspektu tej historii, ale on wybija mi się dzisiaj na pierwszy plan. Ofiara Izaaka nie mogła stać się ofiarą na miarę Boga - chociaż była największą możliwą do wyobrażenia dla Abrahama. Ani on, ani jego pierworodny nie mieli mocy, aby przez składaną ofiarę wejść w jedność z Bogiem. 

To mogła sprawić tylko Ofiara Syna Bożego, który jedności z Ojcem nigdy nie zerwał.

Nie mogę, nie mam ku temu środków ani dostatecznej władzy nad sobą, stać się miłosną Ofiarę dla Ojca, aby żyć w pełni dla Niego i ku Niemu. To jest możliwe tylko przez Chrzest, przez życie moim Chrztem, czyli w zjednoczeniu z Jezusem nieustannie oddającym się we mnie Ojcu.

czwartek, 25 lutego 2021

Ja Panu (nie) przerywałem. Skrucha Estery.

 Wspominałam już, jak drażni mnie maniera wycinania przez autora lekcjonarza z tekstów biblijnych pojedynczych zdań. W czwartkowym zestawie czytań znowu wykonano taki zabieg, tym razem pozbawiając tekst sensu.
W czytaniu znajdujemy fragment modlitwy królowej Estery, Est 4, k.l-m.r-u. 


Pierwszy z wyciętych fragmentów to część wersu k: Zdjęła swe szaty okazałe, przywdziała suknie smutku i żałoby i w miejsce wonnego pachnidła pokryła głowę swą popiołem i śmieciami, i ciało swoje poniżyła bardzo, a radosne ozdoby zastąpiła rozpuszczonymi włosami.
Opis, jak wynika z dalszego kontekstu ma głębokie znaczenie. Przede wszystkim już na początku wyraźnie wskazuje, że modlitwa Estery jest nie tyle modlitwą prośby, co posiada głęboki rys modlitwy skruchy i uniżenia. Jednak został on wykreślony z lekcjonarza bo... usunięto przede wszystkim część modlitwy, która skruchy stricte dotyczy.

Pominięto w dalszej części wersy n-q: A teraz zgrzeszyliśmy wobec Ciebie i wydałeś nas w ręce wrogów naszych za to, że czciliśmy ich bóstwa. Sprawiedliwy jesteś, Panie! A oni nie zadowolili się goryczą naszej niewoli i włożyli swoje ręce w ręce ich bożków, aby odmienić obietnice ust Twoich i aby zniszczyć Twoje dziedzictwo, zamknąć usta tych, którzy Cię wielbią, i zgasić sławę Twego domu i ołtarza Twego, a otworzyć usta pogan, by chwaliły przymioty bezwartościowych bałwanów i podziwiały nieustannie doczesnego króla. Nie oddawaj, Panie, berła Twego tym, którzy nie istnieją., i niech się nie naigrywają z naszego upadku, lecz zwróć postanowienie ich przeciwko nim; tego zaś, który zaczął z nami walkę, przykładnie ukarz.
Ten fragment jest kluczowy dla zrozumienia modlitwy Estery i całej historii opisanej w księdze. Lud Wybrany znalazł się w obliczu zagłady z powodu własnych grzechów, ze względu na odstępstwo od Boga Jedynego. To jest sprawiedliwa kara za bałwochwalstwo i królowa dobrze o tym wie. Nie jest, jak mogłoby to wynikać ze zmasakrowanego tekstu z lekcjonarza, że Bóg zapomniał o przymierzu, opuścił swój lud, a teraz Estera musi wołać o krok od śmierci: Wspomnij Panie! To oni zapomnieli.
Królowa modli się więc pokutując, w popiele i śmieciach we włosach. Wybawienie, o które prosi, jest zupełnie niezasłużone i nienależne.
Zwraca też uwagę, że Estera po przyznaniu grzechu Izraela kładzie nacisk nie tyle na jego ocalenie, a bardziej na ocalenie chwały Bożej. Zagłada, która zagraża jej ludowi, uderza bezpośrednio w Boga: stawia Go w pozycji tego, kto nie jest w stanie dotrzymać obietnic przymierza, a więc pozbawia chwały.
Los Ludu Wybranego jest ściśle złączony z chwałą Boga - i to z Jego inicjatywy - przymierzem, które On ofiarował. Przymierze pozostaje w mocy. Jednak jedna z jego stron przez swój grzech ściąga na siebie nieszczęście. Bóg zdaje się mieć dwa wyjścia: albo przymierze zerwie, albo Izraela uratuje. Jego bezczynność w oczach pogan byłaby dowodem niemocy. Estera widzi ten dramat: Boga jakby postawionego pod ścianą, co już samo w sobie jest zniewagą Jego majestatu. Mimo to prosi: zgrzeszyliśmy, spraw, aby nasz grzech nie odbierał Ci chwały - a tak będzie tylko, jeśli nas uratujesz. Tego nie da się wypowiedzieć inaczej, niż z pękającym sercem. Bez rozdzierającej skruchy takie słowa byłyby bezczelną obłudą.

O ile bliższe jest nasze przymierze z Trójcą Najświętszą w Chrzcie... Jak bardzo uderzamy w Jego chwałę, kiedy grzechem niszczymy sami siebie.

W Ewangelii na dziś (Mt, 7-12) Jezus mówi: Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą.
Choć źli jesteśmy... Kiedy chcę o coś prosić, najpierw chcę pamiętać o skrusze serca.

niedziela, 21 lutego 2021

Świat pozornie skurczony

 I Niedziela Wielkiego Postu, Rdz 9, 8-15; 1P 3, 18-22; Mk 1, 12-15

Najpierw Noe, tuż po wyjściu z arki. Wcześniej przez 40 dni i nocy trwała ulewa, potem przez kolejne 150 dni panowała powódź. Jego świat skurczył się do małej łodzi, unoszącej się jak łupinka na bezmiarze wód. Cały świat zamknięty w granicach arki, a w niej Noe ze zwierzętami. A przecież uratowany, to on wyszedł na bezkresy, nad którymi zawisła tęcza przymierza. Ci, którzy nie skorzystali z chwilowego zamknięcia, zostali pożarci przez bezkres potopu.

Potem Chrystus Pan, wyrzucony przez Ducha Świętego na 40 dni i nocy na pustynię. Jemu też świat skurczył się do małego zakątka zajmowanego na Pustyni Judzkiej. Więcej nawet - jak bardzo skurczył Mu się świat, kiedy Stwórca galaktyk przyjął ludzkie ciało! Bóg samoograniczony, w ludzkim ciele, siedzi na pustkowiu z dzikimi zwierzętami, poddany ludzkim pokusom. Nie został tam jednak, Jego życie nie ograniczyło się do pustyni. Kiedy z niej odchodzi, zaczyna ogłaszać bezkres Królestwa Bożego.

To wszystko prowadzi do refleksji o Chrzcie, snutej przez św. Piotra. Apostoł pokazuje Zmartwychwstałego, którego już nic nie ogranicza. To On wypuszcza tych, którzy tkwili w więzieniu Otchłani. On daje też Chrzest, który pozornie wyprowadza na pustynię. Wielu skarży się, że z powodu Chrztu ich świat kurczy się, ograniczony normami moralnymi i nakazami płynącymi z wiary. Jakby niósł on w sobie zamknięcie w arce, która nie ocala, ale ogałaca z możliwości. Piotr pisze jednak: arka, w której nieliczni, to jest osiem osób, uniesieni zostali bezpiecznie dzięki wodzie (1P 3, 20b). Kościół jest tą Arką, która wynosi ku górze, prowadzi do niczym nieograniczonego horyzontu Królestwa Niebios. Nie przez heroiczne trzymanie się zasad, jak trwanie na poletku ogrodzonym elektrycznym pastuchem. Z listu wynika, że Chrzest jest prośbą wzniesioną do Boga o czyste sumienie dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa (1P 3, 21 BPK)

 Czyste sumienie posiada zdolność widzenia, że grzech jest więzieniem, a trwanie w łasce daje wolność - aż po wyniesienie do ramion Ojca. Czyste sumienie, jako dar otrzymany na Chrzcie, wie, kiedy i na jakie ograniczenie się zgodzić, aby doświadczyć wyniesienia, podczas gdy świat pogrąża się w potopie. To nie z trudem wypracowana sprawność moralna, a uległość Duchowi Świętemu, który najlepiej wie, kiedy wypędzić na pustynię, a kiedy posłać w świat.

To nie ekstraordynaryjna oferta dla nielicznych wybrańców losu. To pakiet, który każdy otrzymuje na Chrzcie Świętym. Tak chciałabym przeżyć ten rozpoczynający się post - na nowo zachwycając się tym sakramentem, czego życzę Czytelnikowi.

czwartek, 4 lutego 2021

Krew świętej Agaty

 ...chroni przed herezją dogmaty.*

Dzisiaj obchodzimy jej wspomnienie. Młoda dziewczyna, rzymianka z III wieku. Wpadła w oko namiestnikowi Sycylii oraz Bogu Najwyższemu. Jednak to temu Drugiemu obiecała duszę i ciało. W szale zazdrości  niedoszły kochanek wykorzystał obowiązujący dekret Decjusza o prześladowaniu chrześcijan. Najpierw skierowana do lupanaru (zabicie dziewicy dla zabobonnych Rzymian oznaczało gniew bogów i nieszczęście), następnie torturowana i rzucona na żarzące się węgle. Z domu publicznego usunęła ją szefowa przybytku, nie mogła przezwyciężyć jej cnoty. Tortury, w tym obcięcie piersi nie złamały jej męstwa, jedynie upodobniły do Oblubieńca, który wysłał św. Piotra, aby ją uzdrowić. Wtedy oskarżono ją o czary (co za podobieństwo do Chrystusa oskarżonego o bezbożność!), i skazano na śmierć. Żar węgli dopełnił ofiary jej żarliwego serca.  


Piszę o niej nie tylko z powodu przypadającego 5 lutego wspomnienia. Parę dni temu Bergoglio wydał motu proprio zmieniające prawo kanoniczne, wprowadzając możliwość udzielenia posługi lektoratu i akolitatu kobietom. Uzasadnił to pilną potrzebą ponownego odkrycia współodpowiedzialności wszystkich ochrzczonych w Kościele, a w szczególności misji świeckich.
Przez wieki lektorat i akolitat należały do tzw. święceń niższych. Mimo braku sakramentalnego charakteru, wskazywały one na wypływający z sakramentu święceń charyzmat, dążący do wypełnienia w sakramencie. Posługa ta, ściśle powiązana ze współpracą z wyświeconymi szafarzami sakramentów, pomocnicza wobec ich działania, zastrzeżona była dla mężczyzn.
Dzisiaj Bergoglio sugeruje, że kobiety powinny odkryć swoja współodpowiedzialność za Kościół i misję przez podejmowanie zadań mężczyzn. Dla mnie jest to policzek wymierzony we mnie jako kobietę w Kościele. Godność kobiet, moja godność, nie jest zależna w dopuszczeniu ich do funkcji zastrzeżonych dla mężczyzn. Nie jesteśmy w żaden sposób gorsze, przez to, że mamy inną rolę, zadania i charyzmaty. Serdecznie dziękuję za feminizm objawiający się nachalnym zrównywaniem kobiety z mężczyzną.
Imię św. Agaty przez wieki szeptane było w Kanonie mszalnym. Wraz z innymi świętymi kobietami Agata wymieniana była (i czasem wciąż jest) jako filar Kościoła, aby w triumfalnym pochodzie zbawionych prowadzić nas do głębi Eucharystii i do nieba. Na jej krwi wyrósł Kościół sycylijski i powszechny. Jej podwójne zwycięstwo dziewictwa i męczeństwa wciąż jest dla nas życiodajne. Czy więc nie była za Kościół współodpowiedzialna?
Co z całą plejadą świętych kobiet, które przecież nie otrzymały posług lektoratu i akolitatu? Czy św. Jadwiga Andegaweńska, Matka Chrztu Litwy, wrażliwa Opiekunka pokrzywdzonych, Królowa dbająca o liturgię na Wawelu, była ograniczona przez ten rzekomy brak? Czy czegoś brakowało św. Hildegardzie albo św. Teresie Wielkiej, doktorom Kościoła? Czy św. Urszula Ledóchowska, dbając o wzrost wiary dzieci i emigrantów pozbawiona była misji Kościoła? A może Edith Stein, jeszcze jako świecka, zanim stała się siostrą Teresą Benedyktą od Krzyża i świętą męczennicą Auschwitz, pisząc o katolickim feminizmie i kształtując postawy otaczających ją młodych kobiet, była przez Kościół skrzywdzona brakiem niższych święceń?

Podnosi się raz po raz argument ze starożytnych diakonis, jakoby święcenia diakonatu w pierwotnym Kościele były udzielane również kobietom. Źródła, które znamy, które Tradycja Kościoła przechowała w pamięci, mówią o ich jedynie pomocniczej, niesakramentalnej funkcji. Popełnianie błędu logicznego poprzez zrównywanie ich z sakramentalnymi diakonami jest nużące i irytujące. Co więcej, Tradycja Kościoła, ta będąca częścią Objawienia, sakrament święceń rezerwuje dla mężczyzn. Doszukiwanie się innych praktyk w starożytności, w oderwaniu od Tradycji, to potępiona przez papieża Piusa XII w encyklice Mediator Dei herezja archeologizmu. Chociaż może samo wspominanie Piusa XII to po Vaticanum II to myślozbrodnia...

Kościół jest mi Matką. W Kościele, od Niepokalanej Maryi, Dziewicy i Matki, uczę się duchowego macierzyństwa i rodzenia w sobie Jezusa Chrystusa by nieść Go światu. Takie jest moje powołanie i kobiecy charyzmat. Nie potrzebuję do tego przebierać się za mężczyznę i wchodzić w jego zadania.


*odnoszę się do ludowego przysłowia Chleb świętej Agaty chroni od ognia chaty oraz Tertulianowego sanguis martyrum semen christianorum