poniedziałek, 4 maja 2020

Quis est homo, qui non fleret

Jak informuje serwis Vatican News Wysoki Komitet na rzecz Ludzkiego Braterstwa (bękart deklaracji Abu Zabi) wzywa wyznawców wszystkich religii do modlitwy w dniu 14 maja 2020 roku w intencji ustania epidemii SARS-Cov 2. Nie wiadomo, co na to Bergoglio, ale pewnie jest kontent, skoro pomysł jest promowany na oficjalnej stronie Radia Watykańskiego.

Wyobraźmy sobie Eliasza, który modli się z kapłanami Baala o deszcz. Absurdalne, prawda? Dzisiaj proroka nie ścigałaby zapewne Jizabel, tylko sam Bergoglio i biskupi. Może jeden z jego uczniów, z fałszywą troską poinformowałby KAI lub Deon, że mistrz był męczący dla wspólnoty, miewał depresje, a teraz już całkiem zwariował. Może jakiś tchórzliwy biskup skierowałby do Eliasza dekret zabraniający mu publicznego kultu, argumentując, że rytuał żydowskich ofiar nie zawiera wskazań co do rzezi demonicznych kapłanów. Zapewne pomysłów na zdyskredytowanie proroka byłoby wiele.

Naród Wybrany na przestrzeni historii zbawienia był prowadzony od politeizmu, przez monolatrię aż do objawienia Boga Jedynego. Dzisiaj nie tylko podważa się monoteizm, ale promuje polilatrię i to pod szyldem watykańskim.

Któryż człowiek nie zapłacze... Jak mam nie płakać, kiedy z Kościoła, mojej Dziewiczej Matki, robi się portową dziwkę?

piątek, 24 kwietnia 2020

Bajtel


Liturgia Słowa w Boży sposób znowu dotrzymuje kroku biegowi aktualnych wydarzeń. Zaraza, brak Chleba Eucharystycznego, widmo suszy i braku chleba ziemskiego... Na to wszystko dostajemy cykl czytań z 6 rozdziału Janowej Ewangelii.

Dzisiaj pojawia się rozmnożenie chleba:

Potem Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie.Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. (...) Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? (J 6, 1-2. 8-9)

Mamy wielki tłum idący za Jezusem - chyba głównie z ciekawości cudów, może niektórzy dla własnego interesu. W tłumie nikt nie wziął ze sobą prowiantu. Wszyscy wydają się być tu chwilowo - przecież na dłuższą wyprawę przynajmniej niektórzy zabraliby żywność. W tłumie jeden chłopiec (gr.
paidarion, ks. Wujek: pacholę). Dzieciak, jeszcze przed Bar Micwą, czyli nie miał nawet 12 lat. Tylko on wziął ze sobą jedzenie na drogę. I to nie jedną kanapkę, a pięć chlebów i dwie ryby. Wyobrażam sobie malucha z tobołkiem, poważnie kroczącego za Panem. Myślę, że tylko ten bajtel chciał iść za Jezusem, towarzyszyć Mu i Go słuchać. Nie był tam w poszukiwaniu sensacji, tyko na moment. Z całą dziecięcą powagę dźwigał te pięć chlebów, z uporem chcąc znaleźć się najbliżej Mistrza, na jak najdłużej. Po to wziął zapasy.

Z tego pragnienia małego chłopca Jezus uczynił tworzywo cudu. To jego prowiant został rozmnożony i nakarmił tłum.

Każde szukanie Boga, każde pragnienie Eucharystii i Słowa Bożego - które nie jest chwilowym kaprysem - jest życiodajne dla całego Kościoła.

środa, 15 kwietnia 2020

Tego nie usłyszysz w streamingu Mszy - zaraza trwa

Anioł przemówił do niewiast: (...) Idźcie szybko i powiedzcie Jego uczniom: powstał z martwych i oto udaje się przed wami do Galilei. (...) A oto Jezus stanął przed nimi, mówiąc: (...) Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech udadzą się do Galilei, tam Mnie zobaczą. (Mt 28, 1-10 passim).


Dwie drobne różnice. Anioł mówi o Jego uczniach, Jezus o braciach. Anioł wskazuje na miejsce pobytu Pana, On obiecuje spotkanie. Niby nic, szczegóły - a jednak niosą mnie od Wigilii Paschalnej, na której pierwszy raz pojawiła się ta ewangelia.

Nawet anioł, występując z posłannictwa Boga, nie odważa się powiedzieć o apostołach, że są braćmi Pana. Żeby doświadczyć takiej bliskości i wywyższenia, trzeba bezpośrednio spotkać Jezusa. Istnieje taki poziom intymności, który jest możliwy w osobistym kontakcie i nieprzekazywalny, nawet przez anioła z nieba. Być bratem Jezusa, a więc synem w Synu Boga, można jedynie w komunii z Nim, realnej, nie obserwowanej przez szkiełko telewizora czy laptopa.

Piszę o tym, bo usłyszałam zdumiewającą wykładnię aktualnej sytuacji. Jakiś ksiądz tłumaczył w telewizorni, że tzw. uczestniczenie w Mszy poprzez jej oglądanie w mediach, to tak jakby korzystanie z pośrednictwa anioła. Zdumiewające, do jak karkołomnych wybryków intelektualnych można się posunąć, żeby zracjonalizować sobie trudną i krzywdzącą sytuację.

Choćby i anioł objawił mi się na krześle w moim pokoju - dalej będę pragnęła Eucharystii.

poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Święta Maria od Braku Focha

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. (J 12, 1-3)

Dzisiejsza Ewangelia przyniosła mi dużo pokoju, a to towar wysoce deficytowy w czasach zarazy. 

Maria z Betanii to kobieta zafascynowana Jezusem i zakochana w Nim. Tym, co dzisiaj ujmuje mnie w jej postawie jest zgoda na Jego wybory, na działanie Mistrza tak, jak On tego chce, mimo niezrozumienia i bólu.

Najpierw scena śmierci i wskrzeszenia Łazarza. Maria przybiega do Chrystusa z sercem rozdartym żałobą. Mówi to samo, co jej siostra: Gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Jednak w tych samych słowach mówi zupełnie co innego, niż Marta. Maria pada Jezusowi do stóp, oddaje Mu cześć należną Bogu i Władcy. Nie nie ma do Niego żalu, nie prowadzi dysputy teologicznej. Nie ma w niej cienia pretensji.

Teraz scena z olejkiem. Zachwycające, jak Duch Święty potrafi - jeśli Mu na to pozwolić - zagrać na kobiecej intuicji, jak na harfie. Maria nie miała pojęcia o nadchodzącej męce, ale w głębi przeczucia wiedziała, że musi namaścić Pana. To wystarczyło do podjęcia szalonego, niezwykle intymnego gestu, jaki byłby zrozumiały może jedynie w kontekście małżeńskiej sypialni. Maria przeczuwała ból już budzący się w Jezusie, jestem o tym przekonana - dlatego chciała mu zaradzić najwyraźniejszym wyznaniem miłości, jakie było jej dostępne.

Myślę o Marii parę dni później, w tamten piątek i sobotę, kiedy zrozumiała, co oznaczało namaściła Mnie na pogrzeb. Nie wiemy, czy Maria z Betanii była pod krzyżem. Jan pisze, że stały tam Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa i Maria Magdalena (J 19, 25). Biorąc pod uwagę brak interpunkcji w tekście oryginalnym, ciężko doliczyć się, ile kobiet znajdowało się na Golgocie. Czy siostrą Maryi była Maria - żona Kleofasa? A może były to trzy osoby: siostra Maryi, żona Kleofasa i jeszcze jakaś Maria, może właśnie ta z Betanii, oddalonej przecież o jedynie 3 km od Jerozolimy? A może nie?

Co jeśli jej wtedy nie było? Najważniejsze wydarzenia z życia Chrystusa (i historii wszechświata) toczyły się tuż obok, bez jej udziału? Myślę o tym w Wielkim Tygodniu, w którym liturgia ma się toczyć bez udziału wiernych... Nie wyciągam z tego żadnej złotej rady, jak przeżyć ten czas. Po prostu modlę się do św. Marii z Betanii i proszę, żebym nie pielęgnowała w sobie focha na brak i uczę się od niej słuchania Ducha Świętego, który potrafi zagrać na naszej wrażliwości.

niedziela, 5 kwietnia 2020

Słodkie cytryny

Znajomy napisał przed chwilą:
Pewnej kobiecie zmarł mąż. Znajoma chcąc ją pocieszyć, podchodzi na cmentarzu po pogrzebie z kondolencjami i pociesza wdowę słowami "Ale nie martw się. Bez niego możesz żyć tak samo pięknie a może i bardziej. To nie musi być jakaś wielka strata a raczej szansa!".
Głupie, nie? 
Tak samo, jak zapewnienia księży i świeckich, że Triduum bez liturgii w kościele może być równie dobre, piękne i dobrze przeżyte. Da się "jakoś" je przeżyć, no i da się wyciągnąć z tego "jakieś" dobro ale Triduum w domu nie zastąpi Triduum w kościele, a bagatelizowanie tego faktu i zaklinanie rzeczywistości, mówiąc obolałym duchowo wiernym, że to nic takiego, się zemści.
Nasz poziom wyparcia zaczyna przekraczać stany, które są dla mnie możliwe do zaakceptowania. Doświadczamy konkretnego braku, którego nie da się nadrobić jakąkolwiek liturgią domową.
Bóg może działać niezależnie od warunków, to prawda. Nie należy dramatyzować, nie jesteśmy w Gułagu - to też prawda.
Ale, cholera jasna - przestańmy powtarzać jak nakręceni, jak to jest fajnie i wyjątkowo.


Ojciec Tomasz Grabowski OP (którego bardzo cenię) powiedział:
Teraz trzeba powiedzieć: „Chcę, żeby święta dokonały się we mnie”. Żeby pojednanie z Bogiem, które normalnie jest dla mnie dostępne przez mszę świętą i przyjęcie komunii świętej, teraz dokonało się bezpośrednio w mojej duszy, pozwolić Panu Bogu, żeby sam zrobił ze mną to, co dzieje się na każdej mszy świętej.

Obawiam się, że tym sposobem jesteśmy o pół kroku od "wolę się modlić w lesie na polanie, bo tam bardziej czuje Boga".

Brak liturgii jest brakiem.


Osioł vs koń

Kilka myśli wokół procesji z palmami (której w tym roku nie będzie) i Mt 21, 1-11

1. Chodzi za mną osioł. Bo niby czemu osioł z Chrystusem na grzbiecie? Standardowe wyjaśnienie mówi, że osioł był zwierzęciem biedoty - tyle, że akurat niekoniecznie, bo posiadanie osła wskazywało na przynależność właściciela co najmniej do klasy średniej.
Więcej, osioł w starożytnym Bliskim Wschodzie bywał zwierzęciem wykorzystywanym w ceremoniale królewskim, czego ślad mamy w 1 Krl 1, 33 (Salomon, siedząc na oślicy Dawida, podążał do Gichon, aby zostać namaszczonym na króla).
Pozostaje też wątek proroctw mesjańskich, w tym cytowanego przez ewangelistę proroctwa Zachariasza.
Z drugiej strony mamy konia i pytanie, które pewnie padnie dzisiaj z wielu ambon - dlaczego Chrystus Pan nie wjechał do Jerozolimy na koniu (i co z tego wynika).
Przede wszystkim koń był zwierzęciem kulturowo obcym żydom. Konie, o ile bywały wykorzystywane militarnie, sprowadzane były z krajów pogańskich, osobliwie z Egiptu ( por. Ez 17, 15). Wsiadanie na konie u Ozeasza (Oz 14, 4) jest symbolem szukania bezpieczeństwa u pogan, czego konsekwencją było przyjmowanie obcych bóstw. Koń jest więc znakiem wojny, ale także zdrady Boga Jedynego i stopniowego popadania w pogańskie obyczaje.
Ostatecznie, w czasach Jezusa, koń jest zwierzęciem wykorzystywanym przez Rzymian, przez okupanta.
Ten, w którym Zły nie ma nic swojego, nie mógł wykorzystać w zbawczym dziele niczego, co jest domeną demonów. Nie piszę już o zwierzęciu, tylko o wszelkich środkach, decyzjach, planach Chrystusa, w których nie ma nic złego, niosącego niepokój czy zmieszanie.

2. Betfage, oślica i źrebię osła
Uroczysty wjazd do Jerozolimy Jezus rozpoczyna we wsi Betfage. Jej nazwę można przetłumaczyć jako dom niedojrzałych fig. Za chwilę wrócę do tego wątku.
Uczniowie, na Jego polecenie mieli przyprowadzić oślicę i jej źrebię. Święty Augustyn widzi w tym symbol ludu Starego Przymierza i rodzący się Kościół pogan. Podobnie św. Jan Chryzostom Tu bowiem przez oślątko wskazuje na kościół i na lud nowy, który niegdyś był nieczystym a potem, gdy Jezus siedział na nim, stał się czystym. Uważ zaś, że obraz wszędzie zachowany. Uczniowie bowiem odwięzują oślicę i oślę. Przez apostołów i tamci i my zostaliśmy powołani, przez apostołów przywiedzeni.
Wkrótce jednak okaże się, że Naród Wybrany nie jest jak posłuszna oślica gotowa usłużyć swojemu Panu. Nie jest nawet jak jeszcze niedojrzała figa. Odrzucając przybywającego Mesjasza lud Boży stał się figą nieurodzajną, przeznaczoną na uschnięcie. Teraz jednak jest jeszcze czas ostatniej szansy, czas decyzji i rozpoznania Zbawiciela.

Ostatecznie nie chodzi o euforyczne wiwaty...

Na koniec św. Ambroży: Ucz się od domowego zwierzęcia dźwigać na sobie Chrystusa Bożego, ponieważ On najpierw nosił ciebie, gdy jako pasterz przywiódł zabłąkaną owieczkę (Łk 15,60). Ucz się chętnie poddawać Jemu grzbiet własnego ducha; ucz się być pod Chrystusem, abyś mógł znaleźć się ponad światem”




czwartek, 26 marca 2020

Via crucis

I Sąd
Z Księgi Rodzaju: Wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.
Wraz z pierwszym grzechem daliśmy się zwieść, że możemy znać dobro i zło, panując nad nimi i ich konsekwencjami. To miało zapewnić nam stanięcie na równi ze Stwórcą. A przecież On nie tak zna zło, nigdy nie poznał go jako jego autor czy sprawca.
Kiedy poznaliśmy zło, okazało się, że ma ono moc pochłaniać nas coraz bardziej i bardziej. Księga Mądrości Syracha mówi: Kto się dotyka smoły, ten się pobrudzi, a kto z pysznym przestaje - do niego się upodobni. W fascynacji złem pokrywaliśmy się nim jak lepką smołą, która ograniczyła nasze pole widzenia i zdolność trzeźwego odróżniania dobra od zła.
Kiedy więc zstąpiłeś, Jezu, na ziemię, nie mogliśmy znieść Twojej niczym niezmąconej dobroci. W morzu naszego fałszu i zmieszania cnoty z grzechem byłeś zbyt prawdziwy, zbyt czysty by móc Cię przyjąć bez bólu sumienia. Dlatego musieliśmy postawić Cię przed naszym sądem i skazać, na miarę praw ludzi zanurzonych w niegodziwości.
Jezu, patrząc na Ciebie odrzuconego przez lud, prosimy, oczyść nas z fascynacji złem. Daj nam pokornie przyjąć, że jedynie szukając Twojej woli, możemy prawdziwie oceniać siebie i innych.


II Pan Jezus bierze krzyż
Z Listu do Hebrajczyków: «Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę aby spełnić wolę Twoją, Boże».
Ile razy mieliśmy ochotę uciec w bunt przeciwko temu, co nas spotyka. Dobrze znamy pokusę, żeby nie mierzyć się z trudnościami, żeby udać, że nie ma grzechu, choroby, problemów w rodzinie czy tych finansowych. Kiedy życie wikła się za bardzo, marzymy, żeby stać się jak małe dziecko, którym ktoś się w pełni zaopiekuje. Albo wręcz przeciwnie: żeby być herosem, który bez potu i łez zmierzy się z każdą przeszkodą.
Ty, Jezu, stałeś się człowiekiem, z tym wszystkim, co przynależy naszej słabej kondycji – z wyjątkiem grzechu. Nawet w tej chwili, kiedy musiałeś podnieść krzyż, wycieńczony wcześniejszym biczowaniem, może już wtedy ledwo stojący na nogach. Przyjąłeś tę słabość jako część człowieczeństwa, które zechciałeś z nami dzielić.
Na każdej Mszy modlimy się razem z kapłanem przygotowującym dary ofiarne: Przez to misterium wody i wina daj nam, Boże, udział w bóstwie Chrystusa, który przyjął nasze człowieczeństwo. Nie możemy jednak mieć udziału w Twoim, Jezu, bóstwie, jeśli sami najpierw nie przyjmiemy naszego człowieczeństwa. Dlatego prosimy Cię o łaskę męstwa w akceptowaniu naszych ludzkich słabości i ułomności.


3. Pan Jezus upada po raz pierwszy
Z Księgi Lamentacji: Wszyscy jego ciemięzcy są górą, szczęśliwi są jego wrogowie, albowiem zasmucił go Pan za mnóstwo jego grzechów.
Z perspektywy człowieka leżącego na ziemi wydaje się, że wszyscy nad nim górują, a każda inna pozycja jawi się jako lepsza i bezpieczniejsza. Jeszcze dobrze nie zaczęła się, Panie, Twoja droga kaźni, a Ty już leżysz w prochu. To nie tylko upadek człowieka wycieńczonego biczowaniem - ten upadek niesie ze sobą ciężar naszych grzechów i cierpienia, które przyjąłeś na swoje ramiona. Obrazuje on Twoje uniżenie się, aż do poziomu sługi, aż do dna naszej niedoli, aby wydźwignąć nas do nieba jedności z Tobą.
Tak często jesteśmy, Jezu, targani skrajnościami: od wizji złudnej samowystarczalności po otchłanne samopotępienie. Przez Twój upadek pod krzyżem przywróć nam, Jezu, właściwe spojrzenie na nasze życie.


4. Pan Jezus spotyka swoją Matkę
Z Listu do Efezjan: W Chrystusie Bóg i Ojciec wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.
Wschodnia liturgia tak opisuje scenę Twojego spotkania z Matką: Jak Owieczka za swym Barankiem prowadzonym na zabicie, razem z innymi niewiastami szła Maria tak wołając: Gdzie podążasz, Dziecię? Czemu tak szybko idziesz? Czyżby nowe wesele odbywało się w Kanie i tam teraz dążysz, aby wodę przemienić im w wino? Nie przechodź milcząc koło mnie, który zachowałeś mnie nieskalaną! Ty bowiem jesteś Synem i Bogiem moim!
Tak, Jezu, spieszyłeś się nie tylko, żeby przemienić wodę w wino, ale żeby odnowić całe stworzenie. Dlatego Duch Święty przyprowadził do Ciebie wtedy Maryję- żebyś mógł zobaczyć pierwszy Owoc Twojej męki: Twoją najczystszą, nieskalaną Matkę. Każdy kolejny krok na Golgotę był realizacją marzenia, które w Niej już się spełniło – żebyśmy wszyscy byli święci i nieskalani przed obliczem Ojca i Twoim.
Jezu, kiedy brakuje mam sił, kiedy gaśnie w nas nadzieja na nawrócenie, posyłaj do nas Twoją Matkę. Ona przypomina nam, że przez Twoją ofiarę możliwy jest w nas rozkwit Twojej świętości i czystości. Ona broni ich w nas.


5. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi
Z Psalmu 91: Rozkazał swoim aniołom, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach, abyś stopy nie uraził o kamień.
Co czuł Szymon, kiedy niósł z Tobą krzyż? Ewangelista Marek odnotował, że żołnierze przymusili go do pomocy. Czy Cyrenejczyk bał się legionistów? Pewnie tak. Zapewne odczuwał też wstręt – miał zbliżyć się do zakrwawionego Skazańca, który nie dość, że dźwigał narzędzie hańby, to w każdej chwili mógł umrzeć pod jego ciężarem. Za chwilę zaczynały się żydowskie święta, a jemu groziła rytualna nieczystość i pogardliwe spojrzenia sąsiadów.
Co czułeś Ty, Jezu, kiedy przyjmowałeś wymuszoną pomoc Szymona? To on był tym aniołem, posłanym przez Ojca, aby pomóc Ci na drodze krzyża? Porusza mnie Twoja pokora, Panie, kiedy godzisz się na takie wsparcie.
Jezu, udziel mi jej, kiedy nadmierna duma nie pozwala mi prosić o pomoc w trudnościach. Przypomnij mi, że anioł Twojej troski może mieć niepozorną twarz człowieka stojącego obok. 
 

6. Weronika ociera twarz Jezusowi.
Z Psalmu 27: O Tobie mówi moje serce: szukaj Jego oblicza.
To nie było proste – zobaczyć w zakrwawionym, oblepionym prochem Skazańcu człowieka. A co dopiero zobaczyć w Nim Boga! Być może Weronika spotkała Cię już wcześniej, może widziała jakiś cud, może jadła chleb, który rozmnożyłeś. Musiało tak być. Inaczej nie narażałaby się rzymskim żołnierzom dozorującym egzekucję ani nie chciałaby zbliżać się do kogoś, kto był uważany za przeklętego przez Boga i zhańbionego. Weronika musiała poznać Twoją twarz, twoje pełne miłości spojrzenie – dlatego chciała choć na chwilę je odzyskać.
Twoje oblicze w Kościele, Jezu, jest dzisiaj podobnie zabrudzone i oplute jak wtedy, na drodze z krzyżem. Wielu trudno jest dostrzec Twoją Obecność w Kościele targanym skandalami i fałszywą nauką. Pragniemy, Jezu, w duchu św. Weroniki nieustannie szukać Ciebie w Kościele i wskazywać braciom, że pomimo zadawanych mu ran, nie opuszczasz go nigdy. Chcemy też zatroszczyć się o Twoje znieważone oblicze, wynagradzając Ci za wszelkie zgorszenia dokonywane w Kościele. Daj nam Panie ducha prawdziwej skruchy i świętą bojaźń, abyśmy nigdy nie stali się powodem czyjegoś odejścia z Kościoła.

7. Pan Jezus upada po raz drugi.
Z Psalmu 69: Zmęczyłem się krzykiem i ochrypło mi gardło, osłabły moje oczy, gdy czekam na Boga mojego.
Wielu z nas czeka na cudowną interwencję Boga. Modlimy się o zdrowie, o pracę, nawrócenie najbliższych, o rozwiązanie problemów finansowych. Jeździmy na Msze z modlitwą o uzdrowienie, odmawiamy kolejną nowennę... Wreszcie przychodzi zmęczenie wołaniem w niebogłosy. Czekaliśmy, a cud nie przyszedł. Zamiast niego grozi nam upadek zwątpienia i pretensji wobec Ojca z Nieba.
Jak dobrze, Jezu, że Ty znasz ten stan czekania na interwencję Ojca, aż do wyczerpania wszystkich sił. Jak dobrze, że Ty pierwszy doświadczyłeś upadku i wytrwałeś w nim przy Ojcu . Przez Twoją ufność możemy mieć nadzieję, że także my nie ustaniemy na naszej krzyżowej drodze. Podźwignij nas, Panie, abyśmy mogli dźwigać innych!


8. Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty.
Z Psalmu 1: On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w każdym czasie, a liście jego nie więdną; co uczyni, pomyślnie wypada.
Po ludzku trudno wyobrazić sobie gorsze położenie, niż Twoje w tamtej chwili; trudno znaleźć kogoś bardziej godnego opłakania, niż Ty. A jednak widziałeś sprawy inaczej niż jerozolimskie płaczki. One dostrzegały tylko krzyż i Ciebie jak suchą gałąź, właściwie już pozbawioną życia. Były zaślepione, bo wcześniej – jak cały naród – nie chciały zobaczyć w Tobie Boga. Odrzucenie Ciebie sprawiło, że nie widziały już ani własnych grzechów ani grzechów swoich dzieci. Ich wybory spowodowały, że stały się odciętymi latoroślami, przeznaczonymi na spalenie.
Ty zaś, mimo krzyża na ramionach, wciąż byłeś jak drzewo nad płynącą wodą. W każdej sekundzie męki, zjednoczony z Ojcem, nie przestawałeś wydawać życiodajnych owoców.
Jezu, umocnij w nas wiarę, że niezależnie od okoliczności, możemy być szczęśliwi i pełni życia, jeśli tylko razem z Tobą trwamy w Ojcu. A kiedy zrywamy naszą jedność z Tobą, wlewaj w nasze serca niepokój, abyśmy za pomocą fałszywych łez pozbawionych skruchy nie dokonywali banalizacji zła.

9. Pan Jezus upada po raz trzeci
Z Pieśni nad pieśniami: Cicho! Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach.  Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia.
Są takie upadki, z których wydaje się, że nie da się już powstać. Ogarnia nas rozpacz – najstraszniejsza pokusa, która jest szczytem koncentracji na sobie, na własnym cierpieniu. W rozpaczy brakuje sił na wszystko, nawet na ratowanie siebie; a każdy ruch staje się bezsensem.
Czy Ty, Jezu, otarłeś się o taki stan, kiedy leżałeś na drodze tuż pod szczytem Golgoty? Żadne cierpienie nie zostało Ci oszczędzone, wierzę więc, że i w takiej ciemności jesteś ze mną. Jednak nie poddałeś się mu. Istnieje jedyne lekarstwo na rozpacz i beznadzieję – wyrwanie się z niej w miłości ku drugiemu. Twoje pragnienie oblubieńczej bliskości z nami pchało Cię aż do końca Twojej krwawej drogi, aż po oddanie życia na krzyżu.
Kiedy brakuje nam sił, oderwij, Jezu, nasz wzrok od nas samych. Stwórz w nas na nowo miłość, która pragnąc Twojej chwały i dobra drugiego człowieka, podrywa nas do biegu ku wyznaczonemu celowi.

10. Odarcie z szat
Z Listu do Hebrajczyków: Nie ma stworzenia, które by dla Niego było niewidzialne; przeciwnie, wszystko odkryte jest i odsłonięte przez oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.
Każdy grzech rodzi w nas wstyd i potrzebę jego zakrycia. Nie jesteśmy stworzeni do grzechu, więc reagujemy na niego jak Adam chowający się w rajskie zarośla. Każde odsłonięcie grzechu przed Bogiem w spowiedzi jest pewnym obnażeniem wstydu, jest stanięciem w nagiej prawdzie o naszej słabości.
Nie bylibyśmy do tego nigdy zdolni, gdybyś, Jezu, sam pierwszy nie przeszedł tej drogi. Ty, jedyny czysty i bez grzechu, światłem okryty jak płaszczem, razem z naszymi grzechami przyjąłeś na siebie wstyd naszej nagości. Stawiasz się w naszej sytuacji – sytuacji człowieka upadłego i upodlonego haniebnymi wyborami. Jednak, kiedy my w naszym grzesznym obnażeniu uciekamy przed wzrokiem Ojca, Ty jesteś przed Nim cały odsłonięty.
Uwielbiamy Cię, Panie, w tajemnicy odarcia Cię z szat. Prosimy, udziel nam przez nią odwagi do głębokiego odsłaniania naszych grzechów w sakramencie spowiedzi – tym Chrzcie pracowitym, w którym ciągle na nowo ubierasz nas w szatę światłości Twojej łaski. Daj nam także świętą wstydliwość, która jak płaszcz osłoni naszą czystość serca.

11. Ukrzyżowanie
Z Ewangelii św. Łukasza: Lud zaś stał i patrzył.
Wstrząsa mną to zdanie. Stali i gapili się na Ciebie. Pasywnie, może ozięble, bez reakcji na wrzaski Starszych i Arcykapłanów.
Jak wielka jest przepaść między tym, co widział tłum na Golgocie, a co można było dostrzec tylko oczami serca oświeconego światłem Ducha Świętego. Widzieli nagiego, ukrzyżowanego Skazańca – a Ty, w tym upodleniu, oddawałeś się Ojcu. Lud widział fizycznie Twoje odsłonięte Ciało, ale nie zorientował się, że patrzą na obnażone w Synu życie i miłość Trójcy. Ich niewidzące oczy patrzyły na chwilę, w której jako Syn byłeś przyjmowany przez Ojca w Duchu Świętym – ale to pozostało przed nimi zakryte.
My też w czasie każdej Mszy patrzymy na ten moment Twojego, Jezu, oddania. W prostych słowach i gestach konsekracji odsłaniają się przed nami głębiny Trójcy Najświętszej - nawet jeśli zmysłowo tego nie rejestrujemy. Odsłaniasz nam w pełni Ciebie, Ojca i Ducha! To nas uszczęśliwia i usensownia nasze życie, jeśli tylko zapragniemy naprawdę widzieć.
Jezu, prosimy Cię o jasny wzrok, prześwietlony łaską Twojego Ducha, abyśmy umieli rozpoznawać w liturgicznych znakach źródła Twojej miłości. Daj nam także świętą tęsknotę za Komunią, kiedy jednoczysz nas z Tobą i wciągasz w centrum wymiany życia i miłości w Trójcy.

12. Śmierć Pana Jezusa na krzyżu
Z Księgi Rodzaju: Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mojego ciała.
Święty Jan Chryzostom w jednej ze swoich katechez chrzcielnych zauważył, że jak z boku Adama Bóg stworzył kobietę, tak Ty, Jezu, ze swojego boku dałeś nam krew i wodę, z których utworzyłeś Kościół. Z Twojego snu śmierci rodzimy się na nowo do życia przez wodę Chrztu i Krew Eucharystii!
Nie pozwól, Panie, żebyśmy pozostali jedynie niezaangażowanymi obserwatorami tej sceny! Patrząc na Twoje rozszarpane Serce, chcemy coraz głębiej poznawać Twoją miłość, która wyraża się w pragnieniu zjednoczenia z nami, tak dalece, że bierze na siebie następstwa naszych zbrodni. Aby pozyskać na nowo naszą miłość zgodziłeś się zapłacić najwyższą cenę swojej Krwi! Prawdziwie przez sakramenty stajemy się ciałem z Twojego Ciała, a upodabniając się do Ciebie realizujemy Twoją największą tęsknotę.
Kontemplując tajemnicę Twojej śmierci, Jezu, nie chcemy Cię już o nic prosić. W niej oddałeś nam wszystko – Twoje życie za nasze zbawienie. Chcemy pozostać przy Tobie w zachwycie milczącego uwielbienia.

13. Zdjęcie z krzyża
Z Księgi Judyty: Błogosławiona jesteś córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi, i niech będzie błogosławiony Pan Bóg, stwórca nieba i ziemi, który cię prowadził, abyś odcięła głowę wodza naszych nieprzyjaciół.
Gdy wojska asyryjskiego wodza Holofernesa oblegały Izraelitów, odcinając im dostęp do źródeł wody, w obronie narodu stanęła Judyta. Ta samotna wdowa we wszystkim zaufała Bogu, a On przez nią uratował swój lud.
Patrząc, Jezu, na Twoją Matkę, tak samotną i obolałą pod krzyżem, widzimy w niej Niewiastę nieporównanie mocniejszą od Judyty. W chwili Twojej śmierci wydawało się, że wszelkie Źródła Wody Życia wyschły na zawsze, że zapanował nieskończony mrok. Wschodnia liturgia mówi: Widząc Ciebie krzyżowanym, Chryste, całe stworzenie zadrżało, zatrzęsły się fundamenty ziemi, z bojaźni przed władzą Twoją ukryły się światła i rozdarła się zasłona świątyni, góry zatrzęsły się i kamienie rozpadły,
Pozostała tylko Maryja, przeszyta bólem do głębi serca, ale wciąż groźna jak zbrojne oddziały wobec sił ciemności. Ona jedyna zachowała niewzruszoną wiarę w Ciebie i przechowała ją dla Kościoła, aż do poranka zmartwychwstania.
W chwilach, kiedy ogarniają mnie wątpliwości przeciw wierze, kiedy wszystko zdaje się przeczyć Twojej miłości, Jezu, pragnę ukryć się w ramionach Maryi. Kiedy pokusy oblegają mnie jak nieprzyjacielskie wojsko i wydaje się, że mają moc odciąć mnie od życia danego mi w wodach Chrztu, chcę cały oddać się Twojej Matce, Tej, która zawsze zwycięża Wroga.

14. Złożenie do grobu
Z Psalmu 121: Oto nie zdrzemnie się ani nie zaśnie Ten, który czuwa nad Izraelem.
Wydawało się, że wszystko skończone. Bóg nie tyle zasnął, co umarł. Jednak Ty nawet w śmierci nie pozostałeś bezradny i nie porzuciłeś swojego zbawczego dzieła. Wschodnia liturgia śpiewa: Kiedy zstąpiłeś do śmierci, życie nieśmiertelne, wtedy otchłań zmartwiała od blasku Twego bóstwa. Kiedy zaś i umarłych podźwignąłeś z głębin otchłani, wszystkie moce niebios wołały: „Dawco życia, Chryste Boże nasz, chwała Tobie!”
Jezu, kiedy nasze życie wydaje się być martwe jeszcze przed śmiercią, kiedy grzechy zamykają nas w sobie jak w grobie, okaż się mocniejszy od śmierci. Zechciej zstąpić w nasze otchłanie ze światłem łaski wzywającej do nawrócenia i porwij nas z Tobą ku prawdziwemu życiu. W tajemnicy Twojego zstąpienia do otchłani oddajemy Ci wszystkich, którzy odeszli z Twojego Kościoła. Rozpal w nich na nowo światło łaski, powierzone nam wszystkich w Chrzcie Świętym.




środa, 25 marca 2020

Zaraza, ciąg dalszy

Od dzisiaj obowiązuje rozporządzenie Ministra Zdrowia wprowadzające szereg restrykcji w związku z zarazą. W pojazdach komunikacji publicznej może przebywać maksymalnie liczba osób odpowiadająca połowie miejsc siedzących. Za to w kościołach może gromadzić się maksymalnie 5 osób plus celebrans. Biskupi milczą jak zaklęci.

Może zaklęła ich Paczama... eee, Matka Natura, którą Bergoglio obwinia o epidemię. Bo przecież mówienie o karze Bożej jest takie przedsoborowe. Bóg jawi się jako Starzec z wyraźną demencją, który każdego głaszcze bezmyślnie po głowie. Co innego Matka Natura, ona nie przebacza. Nie podlega też najwyraźniej jurysdykcji i mocy Stwórcy. Manicheizm w wersji amazońskiej, rocznik 2020.

Stąd i zowąd dobiegają głosy, że księża odmawiają wiernym sakramentów. Jeden nie chce ochrzcić dziecka, inni już od czasu poprzednich ograniczeń pozamykali kościoły. Niektórzy odmawiają spowiedzi i Komunii Świętej, bo przecież można przyjąć komunię duchową.

Budzi się we mnie mały buntownik. Może odcięcie od finansowania dusz-pastuchów otrzeźwi ich, jeśli za jakiś czas zasmakują duchowych obiadów.

piątek, 13 marca 2020

Zaraza

Kilka myśli na marginesie pandemii koronawirusa i fali zamykanych kościołów.

W dzisiejszej Liturgii Słowa (piątek II tygodnia Wielkiego Postu) przykuły moją uwagę dwa fragmenty:

"Pan przywołał głód na ziemię i odebrał im cały zapas chleba" - Ps 105, 16

oraz
"Powiadam wam: królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce." - Mt 21, 43 

Myślę o moim stosunku do Boga Obecnego w Sakramentach świętych, o naszym do Niego stosunku jako Kościoła. Stan ograniczonego dostępu do Sakramentów (mam nadzieję) nie potrwa długo. Mimo to odczytuję go jako wezwanie do otrzeźwienia i nawrócenia z obojętności na łaskę.
Smutny to czas, ale chcę go wykorzystać ku dobremu, jako czas na wynagradzanie Bogu za moje i innych grzechy wobec Najświętszego Sakramentu.


czwartek, 5 marca 2020

Ryt błogosławieństwa dla rozwodników

Niemieccy biskupi nie próżnują. Właśnie ogłoszono para-liturgiczny rytuał błogosławieństwa dla rozwodników (podaję za Lifesitenews.com).
Pominę truizmy o tym, jak bardzo jest to niezgodne z katolicką teologią małżeństwa. Rzućmy jednak okiem na samą ceremonię, mającą zdaje się tworzyć swoisty rytuał przejścia i symboliczny początek nowej drogi życia:
Do symboliki nabożeństwa należy blacha do pieczenia w kształcie serca, która jest przekazywana w ławkach, lód topi się z każdym dotknięciem” lub „zasłona przy drzwiach kościoła, która jest odrywana, gdy uczestnicy wychodzą kościół, jako znak tego, co zostawili ”.

Post-Kościół, oderwany od Tradycji, zamienia się jak widać w instytucję infantylną, operującą znakami na poziomie przedszkola lub opery mydlanej.

środa, 4 marca 2020

Czy katolik może...?

Przez kato-internety po raz kolejny przetacza się dyskusja o aborcji (tym razem wywołana przez Szymona Hołownię i o. Adama Szustaka OP). Obiecałam paru osobom, że odniosę się do tematu, czemu czynię niniejszym zadość. Jednocześnie przepraszam za formę - rzucę parę luźnych myśli, może dość kanciaście, ale dzięki temu (oby!) krócej.
 
 Najpierw zastrzeżenie podstawowe - w pełni przyjmuję nauczanie Kościoła w kwestii ochrony życia poczętego. Nie zmierzam pisać:
- o tym, czemu aborcja jest zła - bo jest morderstwem człowieka. Koniec.
- o tym, czy aborcja jest w polskim systemie prawnym dopuszczona jako kontratyp czy jest pierwotnie niepenalizowana - bo to prawniczy suchar, który niewiele wnosi do tematu.
- o tym, czy istnieje wahadło aborcyjne i w którą stronę poleci w razie naruszenia tzw. kompromisu
- o tym, dlaczego aborcja eugeniczna jest zła - z małym zastrzeżeniem. Drażnią mnie niepomiernie argumenty strony pro-life przekonujące, że człowiek upośledzony, szczególnie z zespołem Downa, jest szczęśliwy. Spychają nas one niebezpiecznie w kierunku Singerowskich rozkmin na poziomie life (not) worth living. Pozornie próbujemy wyrwać się ze szponów utylitaryzmu, jednocześnie używając jemu podporządkowanej argumentacji.
- ani o tym, czy poczęcie w związku kazirodczym jest przesłanką do prawem dopuszczalnej aborcji. No, może tutaj krótko się odniosę, zainspirowana wątpliwościami, które wypłynęły w wywiadzie pana Mateusza Ochmana z panią Danutą Kęsik (Warto obejrzeć).
Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży w art. 4a ust. 1 pkt 3 mówi o sytuacji w której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. Na pierwszy rzut oka widać, że chodzi nie tylko o zgwałcenie, ale o każdy czyn zabroniony. Mówiąc po ludzku, przerwanie ciąży może być dokonane przez lekarza, jeśli ciąża powstała w wyniku zbrodni, występku lub... wykroczenia. Czyli w grę wchodzą wszelkie typy czynów zabronionych opisane w Kodeksie karnym, innych ustawach i Kodeksie wykroczeń. Jasno wynika z tego, że płód poczęty w wyniku współżycia kazirodczego bądź z małoletnim może być abortowany.
Nieszczęście redakcji tego przepisu polega na tym, że przesłanką aborcyjną może być także wykroczenie - czyli, wcale nie sprowadzając sprawy do absurdu, a jedynie czytając literalnie - zapłodnienie w sytuacji spółkowania na parkowej ławce, więc w czasie popełniania tzw. wybryku nieobyczajnego. 

Zresztą, podobny problem mamy z pierwszą przesłanką aborcyjną - ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia ciężarnej. Co to znaczy dla zdrowia? Jakiego typu uszczerbek na zdrowiu kobiety stanowi ryzyko wystarczające dla aborcji? Tu być może czytelnik przypomina sobie najsłynniejszy rodzimy kazus w temacie, czyli sprawę Alicja T. vs Polska. Kobieta, dla której ciąża stanowiła zagrożenie wzroku wystąpiła przed ETPC o zadośćuczynienie za urodzenie swojej córki. Przypomnę tylko, że wyrok nie odnosił się w żaden sposób do istnienia i sensu przesłanki zdrowotnej, a jedynie do tego, że w warunkach jej istnienia pani T. nie miała zapewnionych środków prawnych do wyegzekwowania swojego prawa do aborcji.

Nawiążę jeszcze do wywiadu p. Ochmana. Pada w nim stwierdzenie, że sama ciąża nigdy nie stanowi zagrożenia życia matki. Nie jestem lekarzem, jednak - poza ciążą pozamaciczną - kojarzę jeszcze co najmniej jeden taki przypadek. Bywa, że sama ciąża, w której prawidłowo rozwija się dziecko, jest przyczyną rozwoju kardiomiopatii rozstrzeniowej, prowadzącej do niewydolności serca matki. Zapewne problemów zdrowotnych związanych ze stanem ciąży jest dużo więcej, a część z nich stawia przed dylematem "życie za życie".

Widać więc, że rozstrzał sytuacji podpadających pod pierwszą przesłankę aborcyjną jest nad wyraz szeroki. Ustawodawca nie zawęził znamienia zagrożenia dla zdrowia matki w żaden sposób. Przy specyficznej atmosferze społecznej jestem w stanie wyobrazić sobie, że przesłanką aborcyjną in concreto stanie się zdrowie psychiczne ciężarnej zagrożone nawet lekką depresją lub (rzeczywistymi lub deklarowanymi na potrzebę chwili) stanami lękowymi. A od tego już jedynie krok dzieli nas od aborcji na życzenie.

Czy wobec tego katolik może być zwolennikiem kompromisu aborcyjnego? Ojciec A. Szustak cytując encyklikę Jana Pawła II Evangelium vitae doszedł do wniosku, że owszem, opierając cały swój wywód na konstrukcie wahadła aborcyjnego. To punkt zapalny wszelkich dyskusji internetowych ostatnich dni.
Sięgnijmy jednak do nauczania Kościoła. Materiały źródłowe mamy dwa: wspomniana encyklikę Evangelium vitae oraz Notę doktrynalną o niektórych aspektach działalności katolików w życiu politycznym wydaną w 2002 roku przez Kongregację Nauki Wiary (pełny tekst dokumentu). Ojciec Szustak w swojej wypowiedzi popełnił dwa błędy (wierzę w jego dobrą wolę, że nie były to celowe manipulacje tekstem).
Po pierwsze zasadę wyboru ustawy możliwie najbardziej ograniczającej zło (a nie, jak to określił, wyboru mniejszego zła) zastosował nie do sytuacji głosowania nad projektem w toku prac legislacyjnych, ale do aktualnego stanu prawnego. Tak rozumiana zasada uniemożliwiłaby jakiekolwiek zmiany i inicjatywy ustawodawcze. Jan Paweł II pisał o sytuacji, kiedy mamy do wyboru kilka projektów, zapewniających różny poziom ochrony życia, z których żaden nie gwarantuje pełnej zgodności z nauką moralną Kościoła. Problem, poruszany także w nocie doktrynalnej, zasadza się na pytaniu: czy katolickiemu parlamentarzyście wolno zagłosować na najlepszą ustawą kompromisową - czy też, jeśli żadna z ustaw nie jest idealna, winien wstrzymać się od głosu lub głosować przeciw przyjęciu wszystkich. Papież, a za nim KNW mówią wyraźnie - należy przyjąć najszerszą możliwą opcję.

O sytuacji, o której mówił dominikanin traktuje inny fragment 73 punktu EV, który został przez niego (oby nie celowo) pominięty: Tak więc w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”.

Właściwie nie wymaga to dalszego komentarza, katolik nie może popierać kompromisu aborcyjnego, a tym bardziej takiego poparcia publicznie wyrażać. O tym, czy oznacza to, że katolik MUSI popierać każdą inicjatywę ustawodawczą zmierzającą do ograniczenia lub zakazania aborcji,, napiszę w najbliższym czasie.