czwartek, 26 grudnia 2019

Wesołych świąt i szczęśliwego ukamienowania!

Długo drażniło mnie wspomnienie św. Szczepana tuż po uroczystości Narodzenia Pańskiego. Nie przemawiało do mnie liturgiczne wyjaśnienie związku oby obchodów (nazwane najwyraźniej w responsorium Godziny Czytań: Wczoraj Pan się narodził na ziemi, aby Szczepan mógł się zrodzić w niebie. Na świat przyszedł, aby Szczepan wszedł do nieba). Niby trwa oktawa, a nagle zupełnie zmieniamy temat, przerywamy chronologię wydarzeń i zadumę nad Wcieleniem. Widziałam w tym dysonans.

Linią, która połączyła mi oba dni, są błogosławieństwa w redakcji św. Łukasza. Czytamy:  Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. (Łk 6, 22-23).
Cieszcie się i radujcie, chairete kai skirtēsate - dwa czasowniki, pojawiające się kolejno przy Zwiastowaniu i Nawiedzeniu. Jakby odrzucenie z powodu Jezusa niosło ze sobą obietnicę przychodzącego Pana i jego bliskości. On sam jest nagrodą, na którą można czekać z taneczną radością, bo przyjdzie na pewno. Przecież Szczepan przez grad kamieni widział niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga (Dz 7, 56). Nigdy wcześniej, ani głosząc Ewangelię, ani dbając o ubogich, nie miał takiego doświadczenia bliskości, jak w czasie śmiertelnego odrzucenia.

Bardzo chcę wierzyć w taką bliską Obecność, która wynagradza każdy kamień wyrzucony w naszym kierunku. Takiej bliskości Boga życzę nam wszystkim!

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Na Niepokalane Poczęcie

W czytanym 8 grudnia w Liturgii Godzin fragmencie swojej mowy św. Anzelm stwierdza:
Tak więc Bóg jest Ojcem stworzenia, które uczynił, a Maryja Matką stworzenia odtworzonego. Bóg jest Ojcem ustanowienia wszystkiego, a Maryja Matką przywrócenia wszystkiemu pierwotnego ładu. Bóg zrodził Tego, przez którego wszystko się stało, Maryja zaś wydała na świat Tego, przez którego wszystko zostało zbawione. Bóg zrodził Tego, bez którego w ogóle nic by się nie stało, a Maryja wydała na świat Tego, bez którego w ogóle nic nie byłoby dobre. 

Moja pobożność Maryjna, przylgnięcie do Niej, bierze swój początek od tego tekstu, a dzisiejsza uroczystość jest mi szczególnie bliska.

Kiedy próbuję wmyśleć się w znaczenie niepokalanego poczęcia, moja wyobraźnia biegnie jednak nie do Nazaretu, a na Drogę Krzyżową. W tradycyjnym nabożeństwie pasyjnym rozważamy moment spotkania umęczonego Chrystusa z Matką. Pan jeszcze nie doszedł na Golgotę, jeszcze nie oddał życia - a już ogląda Pierwszy Owoc swojej Paschy - najczystszą Maryję. Myślę, że w czasie męki Jezusowi nie zostało oszczędzone żadne cierpienie, także to związane z uderzającą pokusą bezsensu i rozpaczy. Spojrzenie na Niepokalaną, zobaczenie w Niej wszystkich, którzy dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu staną się nieskalani jak Ona, musiało być niesamowicie krzepiące. Fascynuje mnie i koi, wbrew wszelkim pokusom i zniechęceniu, że możliwy jest w nas taki rozkwit świętości.


 Maryja staje się Matką stworzenia odtworzonego. Pod jej macierzyńską opieką, mocą zasług Syna, wszystkie Jej dzieci stają się niepokalane przez przezwyciężenie grzechu. Pewnie można inaczej, można próbować samemu iść do Boga. Tylko po co, skoro mamy nie tylko najlepszy Wzór, ale Opiekunkę i Matkę pełną Ducha Świętego, kształtującą w nas podobieństwo do Jezusa?


W Jezusie wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i NIESKALANI przed Jego obliczem. (Ef 1, 4a)

sobota, 30 listopada 2019

Taka akcja, że daj piątaka (bluźnierstwo gratis)

Wystraszyli nam się panowie biskupi - zapewne ostatnim wyrokiem wobec Zgromadzenia Chrystusowców, nakładającym na niem odpowiedzialność odszkodowawczą wobec ofiary czynów pedofilskich popełnianych przez jednego z zakonników przy ogólnym przyzwoleniu przełożonych i współbraci. Purpuratami widocznie mocno wstrząsnęła wizja komorników u wrót ich pałaców, więc postanowili działać.

Jak podaje Tygodnik Powszechny episkopat utworzył fundację mającą zbierać fundusze na cel przyszłych odszkodowań. Na złodzieju czapka gore, więc biskupi zgodzili się wespół-zespół na zrzutę po 2000 zł oraz po 150 zł od każdego księdza. Dziwna to odpowiedzialność zbiorowa, ale nie to jest najbardziej oburzające.

Fundacja mająca chronić biskupie i diecezjalne portfele uzyskała patronat... św. Józefa. Tak, dziewiczy Opiekun Najświętszej Dziewicy ma patronować organizacji niwelującej finansowe skutki zbrodni seksualnych upadłych kapłanów. Czy naprawdę nikogo nie oburza takie bluźniercze połączenie???

Art. 8 Traktatu Synajskiego

Polskie "kato-internety" obiegła w tym tygodniu wiadomość - a właściwie fragment wywiadu-rzeki - o. Augustyn Pelanowski opuścił zakon. Oczywiście towarzyszy jej fala zdumienia, zaprzeczenia, pytań, plotek.
...No właśnie, plotek. Od kilku miesięcy plotkarskie aluzje w temacie serwował nam red. Marcin Jakimowicz z Gościa Niedzielnego. Nie będę linkowała materiału, przekierowywanie do pobożnego pudelka mieści się w sferze ne fas. Jak przystało na dziennikarza wiodącego tygodnika opinii teksty nie zawierały informacji o kim mowa - miały za to clickbaitowe tytuły, jak np. Jest oszustem i psychopatą. Większość domyślała się, że chodzi o o. Pelanowskiego, reagowali nieliczni, którzy byli potem z kpiną opisywani w kolejnych felietonach Jakimowicza. Wreszcie sytuacja się rozwiązała, Ojciec wprost mówi, że wspólnotę zakonną opuścił. Ciekawe, co teraz dziennikarz napisze o swoim dawnym ojcu duchownym. Nic tak nie boli, jak mentor, który śmie mieć inne zdanie niż dawny uczeń, prawda?
Można nie zgadzać się z o. Pelanowskim co do jego oceny poczynań Bergoglia. Można nie lubić jego stylu kaznodziejskiego, tonu głosu czy czegokolwiek innego. Osobiście zgadzam się z tym, co rzeczony głosi, ale rozumiem, że można mieć inne zdanie. Jednak rzetelność dziennikarska wymaga, aby pisać wprost i odnosić się merytorycznie do argumentów. Podobnie, chrześcijańska moralność stroni od obmowy, nawet  tej w (nieumiejętnie) zawoalowany sposób.

Nie odnosiłabym się do sprawy o. Pelanowskiego, ale w ciągu kilku ostatnich dni dotarły do mnie niestworzone plotki, osnute wokół wątku rzekomego romansu Ojca z jego penitentką. Znam o. Augustyna osobiście, otrzymałam przez jego posługę ogromne wsparcie i Boże światło. Uważam, że w sytuacji narastających plotek i paszkwili milczenie byłoby haniebnym opuszczeniem Przyjaciela w trudnych chwilach.
Przez kilka lat znajomości, wielu spotkań, także poza konfesjonałem, przez myśl mi nie przeszło, że jakikolwiek gest czy słowo o. Augustyna - czy to w stosunku do mnie, czy innych kobiet - mogły nieść w sobie chociaż cień nieczystości. Zdumiewa mnie, że oponenci o. Pelanowskiego sięgają po tak niskie i banalne środki, aby go zdyskredytować. Z niepokojem czekam na break news, że Ojciec jest pedofilem albo zatruwa studnie i robi macę z kości niemowląt. Na merytoryczną polemikę z jego wystąpieniami przestałam już liczyć.

Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek. (Wj 20, 16)

niedziela, 24 listopada 2019

Regnavit a ligno Deus

Liturgia Uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata pokazuje - szczególnie w roku C, który właśnie kończymy - niezwykły związek między królowaniem Syna Bożego a Jego męką na krzyżu.
W Ewangelii czytamy Łukaszowy opis ukrzyżowania, konkretnie fragment mówiący o Dobrym Łotrze. Mnie jednak zatrzymał inny detal tej perykopy. Już na samym początku dzisiejszej lekcji czytamy: Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył (Łk 23, 35).






Stali i gapili się, pasywnie, ozięble, może bezmyślnie, bez reakcji na wrzaski Starszych. Wstrząsa przepaść między tym, co dostrzegał tłum, a co się działo. Widzieli nagiego, ukrzyżowanego Skazańca. A On w tym upodleniu oddawał się Ojcu, pozostał w swojej odwiecznej postawie, tak znieważonej na krzyżu. Lud to widział, fizycznie patrzył na odsłonięte,wręcz obnażone w nagim Jezusie, życie i miłość Trójcy, Syna przyjmowanego przez Ojca w Duchu Świętym... i pozostawało to zasłonięte.
Powtarzamy to w każdej Mszy. Jezus oddaje się za nas Ojcu, widzimy to pod zasłoną, ten konkretny moment, Bóg odsłania się nam w pełni! Nawet jeśli zmysłowo tego nie rejestrujemy, samo patrzenie w głębię Trójcy musi uszczęśliwić i dać życie. Nic więcej, bez kombinowania, w prostych słowach i gestach konsekracji mogę patrzeć na Boże życie.
Królowanie Jezusa objawia się we władzy porwania nas w samo centrum życia Trójcy. Objawił nam to na krzyżu, kiedy w sytuacji największego upodlenia ukazał nam to Życie, więcej! razem z Łotrem wciągnął nas do niego, w królewskim akcie przebaczenia. Dzisiejsza prefacja wyśpiewuje właśnie tę prawdę:

Ty namaściłeś olejem wesela Jednorodzonego Syna Twojego, * naszego Pana Jezusa Chrystusa, * na wiekuistego Kapłana i Króla Wszechświata, * aby dopełnił tajemnicy odkupienia rodzaju ludzkiego * ofiarując siebie samego na ołtarzu krzyża, * jako niepokalaną ofiarę pojednania: * i aby poddawszy swej władzy wszystkie stworzenia, * przekazał nieskończonemu majestatowi Twojemu * wieczne i powszechne Królestwo: * królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, * królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.

piątek, 22 listopada 2019

Oczyszcza, remontuje, urządza

Juda i jego bracia powiedzieli: "Oto nasi wrogowie zostali starci w proch. Chodźmy oczyścić świątynię i na nowo poświęcić". (...) Fasadę świątyni ozdobili wieńcami i małymi tarczami, odbudowali bramy i pomieszczenia dla kapłanów i pozakładali do nich drzwi. (1 Mch 4, 36. 57)

Pulsuje we mnie szczegół z dzisiejszej liturgii Słowa - drzwi do pomieszczeń kapłańskich przy świątyni. Drobny detal, na który hagiograf zwrócił uwagę - czyli jednak ważny, choć można przemknąć po nim wzrokiem jak po zbędnym truizmie.
Pomieszczenia kapłańskie miały być zamykane, bo przecież nie montuje się drzwi, żeby pozostawały otwarte. Kapłani mieli mieć przestrzeń intymności, zamkniętą i oddzieloną od ludu. Jak bardzo stoi to w kontrze do słyszanego dzisiaj - od Domu św. Marty po internetowych fanów "Kościoła otwartego" - postulatu o otwieraniu drzwi plebanii i klasztorów (nawet klauzurowych). Jako wzór przedstawia się księży zeświecczonych, stroniących od stroju duchownego, tak otwartych w myśleniu, że z grymasem reagujących na wspomnienie tradycyjnej ascezy i moralności. Jakimś symbolem tego zjawiska są księża-jutuberzy, z wdziękiem modowych influencerek prezentujący vlogi z prania habitu, picia kawy w Starbucksie i gotowania obiadu. W ślad za tym idzie ekshibicjonizm emocjonalny, a nierzadko także duchowy.
Zamknięte drzwi, te fizyczne, chroniące miejsce spotkania z Bogiem, i te duchowe, stały się znakiem klerykalizmu, reakcjonizmu i pelagianizmu w bergogliańskim rozumieniu. A Słowo Boże mówi: załóż drzwi. Tak, tęsknię za księżmi, którzy mają drzwi w swoich mieszkaniach, którzy mają przestrzeń i czas do bycia sam na sam z Bogiem.

Drzwi są też ważne w świeckim życiu. To, co jest dla mnie realizacją chrzcielnej godności kapłaństwa powszechnego, co stanowi codzienną ofiarę składaną Bogu, ma pozostać za zamkniętymi drzwiami. Oby Bóg chronił mnie przed duchowością na pokaz.

sobota, 16 listopada 2019

Horror vacui

Truizmem jest powiedzenie, że natura nie znosi próżni. Zasada potwierdza się w skali makro, kiedy widzimy opuszczone przestrzenie miejskie opanowywane stopniowo przez zarośla, jak chociażby w Prypetii. Działa w skali mikro, kiedy organizm dziecka zbytnio chronionego przed brudem i drobnoustrojami wpada w szaleństwo alergii (Świadomie upraszczam! Lekarzy i biologów proszę o zachowanie oddechu, ewentualnie sięgnięcie po melisę).
Próżni nie lubi także życie duchowe i moralne. Chesterton pisał: Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko". 
Sumienie też nie znosi pustki. Kiedy Amoris Laetitia wpisany do Acta Apostolicae Sedis list biskupów argentyńskich, ze sławetną odpowiedzią Bergoglia No hay interpretacion, zniosły faktycznie nauczanie w sprawie VI przykazania Dekalogu, trzeba czymś zapełnić lukę. Sumienia pozbawione kompasu Słowa Bożego i kontaktu z Duchem Świętym wariują, może nawet gryzą w najmniej spodziewanych momentach.
Nie ma jednak takiego problemu (stworzonego przez samego siebie), z którym Bergoglio bohatersko by sobie nie poradził. Otóż, mamy! Nowy grzech ekologiczny!  
Pozostaje jedynie pytanie, czy oprócz zbrodni palenia węglem i jeżdżenia samochodem z silnikiem diesla, podpadać będzie pod niego masowa produkcja poliestrowych ornatów, jakże skromnych, na papieskie ceremonie.

Kiedy człowiek przestaje słuchać przykazań Boga, wszystko może stać się grzechem.

czwartek, 14 listopada 2019

Potęga smaku

Teologia zawsze jawiła mi się jako nauka piękna. Z jednej strony spójna, wycyzelowana w swojej logice i spójności opisu rzeczywistości przyrodzonej i nadprzyrodzonej. Z drugiej: otwarta na to, co przekracza nasze możliwości percepcji i nazwania, na Nieskończenie Innego, a przez to fascynującego Boga. Czasami bezradnie rozkładająca ręce wobec bożych paradoksów z wołaniem Praestet fides supplementum sensuum defectui. Oparta jednak na solidnym fundamencie prawdy, tego co Bóg zechciał nam objawić o Sobie.

Prasa nominalnie katolicka stanęła ostatnio wobec karkołomnego zadania udowodnienia, że w pięknym, spójnym systemie teologicznym jest miejsce dla wierzeń amazońskich. Dwa tygodnie zajęło redakcji Gościa niedzielnego rozwiązanie zadania na miarę kwadratury koła. Wreszcie czytelnik może dowiedzieć się, od "autorytetu" duchownego, że pogańskie ceremonie w Watykanie to jedynie seria niefortunnych zdarzeń, a pachamama wcale nie jest boginką, a poza tym nie amazońską tylko andyjską. Jak w "Misiu" Barei - Nie jest prawdą, że dach przeciekał, szczególnie że prawie nie padało.


Trudno przebrnąć przez ten wywiad bez zażenowania. Za każdym kolejnym zdaniem pamięć wyświetlała mi wersy z Herbertowskiej Potęgi smaku. Czytałam, myśląc: łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy/ dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu. Obrona sprawy beznadziejnej wymaga sięgania po takie właśnie środki: zmianę znaczenia zastanych pojęć, manipulację czytelnikiem, powołanie się na autorytet (św. Jan Paweł II osiąga moc średniej turbiny przewracając się w grobie na sugestię, że pragnął włączenia pogańskich bałwochwalczych rytuałów do praktyki Kościoła).



To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia
 
Prawdziwie, wobec takich prób obrony działań Bergoglio opór staje się kwestią smaku. Zdaję sobie sprawę, że sprzeciw może kosztować bardzo wiele, szczególnie osoby związane w sposób instytucjonalny ze strukturami kościelnymi. Jednak alternatywą jest trwanie w zakłamaniu, konieczność przyjmowania tłumaczeń, które demolują cały system teologiczny oparty na Objawieniu.


sobota, 9 listopada 2019

Ziemia się trzęsie

W L'Aquilii, aż po Lacjum z Rzymem, zatrzęsła się ziemia. Czyżby natura, ta, która wciąż jęczy i wzdycha oczekując objawienia się synów Bożych (por. Rz 8, 18-22), miała dość Pachamamy i jej czcicieli? Łatwiej niektórym uwierzyć w "sakramentalny charakter Amazonki" i nadawać jej panteistyczne znaczenie.

Niektórzy twierdzą, że nie ma znaków, są tylko przypadki. Asyż w ruinie, bazylika św. Benedykta w Nursji zwalona, spalona katedra Notre Dame w Paryżu, opadający tynk w Bazylice św. Piotra w czasie ceremonii Bergoglia. Ohyda spustoszenia w Watykanie...

wtorek, 29 października 2019

Usługi religijne dla ludności

Jezuicki głos w Twoim domu donosi, że zmianie ma ulec dyscyplina kościelna wobec mężczyzn porzucających posługę kapłańską ( Deon ).
  Sytuacja księdza odwieszającego sutannę na hak i odchodzącego "do cywila" była jak dotąd jednoznaczna. Zsekularyzowany nie mógł sprawować sakramentów, piastować godności i urzędów kościelnych, nie mógł pełnić funkcji służebnych w liturgii ani nauczać w imieniu Kościoła (w tym w szkołach i uczelniach wyższych). Zrozumiałe było, że wraz z porzuceniem powołania i stanu kapłańskiego człowiek taki był odcinany od aktywności z nim związanymi. Wyjątkiem była możliwość udzielenia rozgrzeszenia na wypadek śmierci - ale podstawą tego wyjątku nie była sytuacja samego ex-księdza, ale dobro wieczne umierającego.
Idzie nowe. Jak czytamy w aktualnym reskrypcie "Władza kościelna będzie się starała ułatwiać zwolnionym duchownym pełnienie użytecznych usług na rzecz wspólnoty chrześcijańskiej, by mogli posługiwać jej swoją służbą i darami otrzymanymi przez Boga". Może zawinił tłumacz, może w redakcji deonu grasuje złośliwy troll dopisujący absurdalne akapity do artykułów, sama już nie wiem. Czytam jednak wyraźnie - chodzi o użyteczne usługi oraz o dary otrzymane od Boga mające ujawniać się u ex-księży. 
  Być może jestem posępnym tradycjonalistą i nie rozumiem współczesnych potrzeb Kościoła, ale od kiedy sakramenty i głoszenie Ewangelii stały się usługami dla ludności? To wiele mówi. Skoro mamy do czynienia nie z Bogiem udzielającym się człowiekowi i służbie Jego Obecności, ale z usługą, można pójść dalej i uznać święcenia za swoistą koncesję na jej świadczenie. A koncesji można udzielić w węższym albo szerszym zakresie, każdemu, według własnego upodobania. Ot, korporacja oparta na franczyzie na punkty usługowe. Kapłan-franczyzobiorca nie dał rady z działalnością w pełnym zakresie? Zmieńmy profil i zakres działania. Jakie to ekonomiczne, racjonalne i pomijające Boga. Jeśli komuś ciąży celibat i nadmiar obowiązków na parafii, zawsze można będzie zrezygnować, przejść do stanu świeckiego, ożenić się (wyjść za mąż???) - teraz już nawet bez konieczności przyjęcia konsekwencji tej decyzji. Przy odrobinie szczęścia "ex" nie straci ani pracy, ani prestiżu wynikającego (zwłaszcza w mniejszych miejscowościach) z możliwości pokazania się przy ołtarzu przy okazji świadczenia usług. 
Zastanawia mnie tylko, jakimi darami otrzymanymi od Boga posługuje taki zsekularyzowany kapłan oraz z jakiego tytułu. Przecież odchodząc od powołania wyraźnie swoim wyborem oznajmił, że posługiwać już nie ma zamiaru, a Kościół przyjął do wiadomości tę decyzję. Jakkolwiek nie próbowalibyśmy zracjonalizować i uzasadnić użytecznością wobec wspólnoty dalszego posługiwania - z chwilą definitywnego odstąpienia od złożonych Bogu przyrzeczeń traci ono wymiar charyzmatyczny wynikający z działania i nauczania w imieniu Chrystusa. Kodeks prawa kanonicznego określa to jasno: 

  Kan. 292 -Duchowny, który utracił stan duchowny zgodnie z przepisami prawa, traci z nim uprawnienia właściwe stanowi duchownemu, jak również nie podlega żadnym obowiązkom stanu duchownego, z zachowaniem przepisu kan. 291 (obowiązek utrzymania celibatu z możliwą dyspensą papieża - przyp. własny), ma zakaz wykonywania władzy święceń, z zachowaniem przepisu kan. 976 (prawo do udzielenia absolucji na wypadek śmierci - przyp. własny), tym samym zostaje pozbawiony wszystkich urzędów, zadań i wszelkiej władzy delegowanej. 

Wszelkie, nie część. Ustawodawca kościelny stawia sprawę jednoznacznie: utrata stanu duchownego oznacza utratę kompetencji do sprawowania związanych z nim funkcji. Dary, o których więc mowa, nie mogą opierać się na charyzmacie święceń, który w życiu "exa" zostaje wyłączony (choć z natury niezbywalny). Podobnie służba, nie może mieć swojego źródła w sakramencie święceń. Najbardziej spójnym systemowo i logicznym wyjaśnieniem byłoby więc stwierdzenie, że dopuszczając do rozmaitych posług i urzędów ex-księdza, Kościół powołuje go do nowej służby i obdarza nowymi charyzmatami pochodzącymi rzekomo od Boga. 
Dziwne byłoby to zachowanie, godne bardziej współuzależnionej żony alkoholika niż Kościoła Bożego. Oto ktoś zdradza Boga i wspólnotę, wyraźne manifestuje, że nie zgadza się z panującymi w niej zasadami, że za nic ma składane Bogu przyrzeczenia. W odpowiedzi słyszy, że właściwie nic się nie stało, ba!, że Kościół uważa go do zdatnego do przyjęcia nowych zadań. 
Gdyby dotyczyło to ludzkiej korporacji, można by uznać, że podjęto idiotyczną strategię kadrową. Nie mówimy jednak o ludzkim tworze, ale o Kościele.


niedziela, 27 października 2019

Niech Pan was rozmnoży - o synodzie, celibacie i pachamamie.

Zakończył się Synod Amazoński. Widzę go w klamrze dwóch wydarzeń pozostających ze sobą w ścisłym związku: bałwochwalczej ceremonii płodności w wigilię rozpoczęcia oraz postulatu wyświęcania żonatych mężczyzn sformułowanego w dokumencie końcowym.

Co do tego, że ceremonia, w której wziął udział domniemany papież Franciszek, była pogańskim rytem płodności ku czci Pachamamy nie ma już żadnych złudzeń. Potwierdził to sam Bergoglio, nie wyrażając przy tym cienia żalu czy zawstydzenia. Jedyne, co poruszyło jego serce, to akt rzekomego barbarzyństwa dzielnych świeckich, którzy zatopili pogańskie bałwany w Tybrze. Większego echa to bezprecedensowe wydarzenie nie wywołało w Kościele. Wśród hierarchów znalazł się jeden sprawiedliwy, biskup Atanazy Schneider, wzywający do pokuty i ekspiacji za bałwochwalcze bluźnierstwo (https://www.pch24.pl/mocny-list-biskupa-schneidera-o-pachamamie-w-watykanie,71739,i.html). Reszta biskupów milczy jak, nomen omen, zaklęta.

Widzę głęboki, demoniczny związek między owym nabożeństwem w ogrodach Watykanu, a końcowymi wnioskami synodu. To zdecydowane i zuchwałe zaprzeczenie płodności Kościoła, dziewiczej płodności wypływającej z Bożego Ducha. Popatrzmy - najpierw nazwano figurę Pachamamy przedstawieniem Maryi - już to budzi głęboki gniew. Porównano Nieskalaną Dziewicę do pogańskiego bożyszcza płodności! Czyż to nie demoniczny zabieg wymierzony w Tę, której Nieprzyjaciel nienawidzi najbardziej?
Pójdźmy dalej. Święty Iwo z Chartres sformułował zasadę Sicut Maria ita et Ecclesia - to co mówimy o Maryi, mówimy również o Kościele. Tak jak Maryja poczęła i zrodziła w dziewiczym łonie Chrystusa, bez udziału człowieka, tak Bóg zradza nieustannie w dziewiczym łonie Kościoła nowych synów w Synu. Żywotność Kościoła i jego płodność nie opiera się na ludzkich staraniach i wysiłkach, ich fundamentem jest działanie Boga i dziewicze oddanie Mu wszystkiego, co Kościół i jego członki stanowi.
Z tej logiki wypływa tradycja dziewiczego oddania się Bogu przez kobiety i mężczyzn, także w wymiarze celibatu kapłańskiego. Duchową płodność w Kościele zapewnia Bóg, któremu oddają oni życie, z całą zdolnością kochania oraz cielesnej prokreacji. Nagle ta perspektywa wydaje się zupełnie niewystarczająca, a nawet zmarginalizowana. O celibacie mówi się niemal wyłączenie jako kwestii dyscyplinarnej, porządkującej struktury kościelne. Ginie wielowymiarowy aspekt charyzmatyczny, cała duchowa tradycja wieków. Dar z siebie, oddanie na wyłączną służbę Bogu, życie dla Królestwa jak w Mt 19, 12? Nieaktualne?
Na marginesie - od kilku miesięcy mam szczęście obserwować przyjaciół zajmujących się nowonarodzonym dzieckiem.Widzę ich troskę i skupienie wokół Okruszka, piękną, rodzicielską, naturalną, ale przecież skupioną na tym jednym ich dziecku. Myślę o tym w kontekście celibatu księży. Jeśli mają oni być robotnikami żniwa Bożego (por. Łk 10, 2), to muszą pozostać wolni od skupienia na naturalnej rodzinie. Jeśli żniwo, jak w Apokalipsie, jest obrazem końca świata (Ap 14, 14n) to wołanie o koniec, o powrót Jezusa w paruzji, wykracza poza naturalną chęć ochrony swojej rodziny, dzieci w szczególności. To zupełnie inna optyka osób bezżennych dla Królestwa i poślubionych żonie czy mężowi.
Komentując fragment o modlitwie za powołanych Joseph Ratzinger, umiłowany papież Benedykt XVI w dziele "Jezus z Nazaretu" pisze:
Powołaniu Dwunastu jest nadany sens dogłębnie teologiczny, wykraczający poza wszelką funkcjonalność: ich powołanie wynika z dialogu Ojca z Synem i jest w nim zakorzenione. Z tej perspektywy należy rozumieć słowa Jezusa: "Proście Pana żniwa, zeby wyprawił robotników na swoje żniwo" (Mt 9, 38). Bożych żniwiarzy nie można po prostu wyszukać, tak jak pracodawca szuka sobie ludzi; muszą być oni zawsze wyproszeni u Boga i przez Niego samego wybrani do tej posługi.


Płodność Kościoła, najpierw ta w wymiarze ewangelizacji ludów Amazonii, zostaje sprowadzona do ludzkiej efektywności, tłumaczonej ułatwieniem dostępu do misjonarzy. Misjonarze nie muszą być już płodni dziewiczą płodnością zakorzenioną w Bogu, wystarczy im to co przyrodzone, pochodzące z ludzkiej natury, co symbolizuje Pachamama, której Bergoglio bije pokłony. Nie potrzeba oddania życia Bogu, także w wymiarze ofiary za braci. Wystarczy już krótki kurs teologiczno-liturgiczny, i heja, można ewangelizować. O ile jakiekolwiek przygotowanie merytoryczne viri probati jest w ogóle planowane. Własnymi siłami, bez odwołania do Tradycji, bez wołania o Ducha mającego upodobanie w bezżennych dla Królestwa, bergoglianie będą ewangelizować Amazonię. Szczęść Boże, szerokiej drogi.
Na Amazonii jednak się nie skończy. Jak zapowiedzieli ojcowie (???) synodalni, nowa logika ma objąć cały Kościół.

Jeszcze jedno. Jeśli, jak chciałby Bergoglio, osoby żyjące w związkach o nieuregulowanych statusie (ileż to się trzeba nakręcić, żeby nie użyć słowa "konkubinat"!) mogą bez przeszkód przystępować do sakramentów, to po co znosić wymóg celibatu? Niech sobie nieuregulowani celibatariusze żyją w spokoju. Przez te straszne zmiany jeszcze zaczną im konkubiny (i konkubenci) truć głowy o ślub. Ironizuję gorzko, ale te pomysły są tak toporne, niespójne i nieadekwatne do rzeczywistych problemów, że uciekam w czarny humor.

Psalm 115 głosi:


Nie nam, Panie, nie nam,
lecz Twemu imieniu daj chwałę
za łaskę i wierność Twoją.
Dlaczego mają pytać poganie:
"Gdzie się ich Bóg znajduje?"
Nasz Bóg jest w niebie,
czyni wszystko, co zechce.
Ich bożki są ze srebra i złota,
dzieła rąk ludzkich.
Mają usta, ale nie mówią,
mają oczy, ale nie widzą.
Mają uszy, ale nie słyszą,
mają nozdrza, ale nie czują zapachu.
Mają ręce pozbawione dotyku,
nogi mają, ale nie chodzą,
gardło ich nie wydaje głosu.
Do nich będą podobni ci, którzy je robią,
i każdy, który im ufa.
Ale dom Izraela pokłada ufność w Panu,
On jest ich pomocą i tarczą.
Dom Aarona pokłada ufność w Panu,
On jest ich pomocą i tarczą.
Ci, którzy Mu służą, ufność w Nim pokładają,
On jest ich pomocą i tarczą.
Pan o nas pamięta
i będzie nam błogosławił.
Błogosławić będzie domowi Izraela,
błogosławić będzie domowi Aarona.
Będzie błogosławić tym, którzy służą Panu,
zarówno wielkim, jak małym.
Niech Pan was rozmnoży,
was i synów waszych.
Błogosławieni jesteście przez Pana,
który stworzył niebo i ziemię.
Niebo jest niebem Pana,
ziemię zaś dał synom ludzkim.
To nie umarli chwalą Pana,
nie ci, którzy zeszli do Otchłani,
Lecz my wielbimy Pana
teraz i na wieki.