czwartek, 26 marca 2020

Via crucis

I Sąd
Z Księgi Rodzaju: Wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło.
Wraz z pierwszym grzechem daliśmy się zwieść, że możemy znać dobro i zło, panując nad nimi i ich konsekwencjami. To miało zapewnić nam stanięcie na równi ze Stwórcą. A przecież On nie tak zna zło, nigdy nie poznał go jako jego autor czy sprawca.
Kiedy poznaliśmy zło, okazało się, że ma ono moc pochłaniać nas coraz bardziej i bardziej. Księga Mądrości Syracha mówi: Kto się dotyka smoły, ten się pobrudzi, a kto z pysznym przestaje - do niego się upodobni. W fascynacji złem pokrywaliśmy się nim jak lepką smołą, która ograniczyła nasze pole widzenia i zdolność trzeźwego odróżniania dobra od zła.
Kiedy więc zstąpiłeś, Jezu, na ziemię, nie mogliśmy znieść Twojej niczym niezmąconej dobroci. W morzu naszego fałszu i zmieszania cnoty z grzechem byłeś zbyt prawdziwy, zbyt czysty by móc Cię przyjąć bez bólu sumienia. Dlatego musieliśmy postawić Cię przed naszym sądem i skazać, na miarę praw ludzi zanurzonych w niegodziwości.
Jezu, patrząc na Ciebie odrzuconego przez lud, prosimy, oczyść nas z fascynacji złem. Daj nam pokornie przyjąć, że jedynie szukając Twojej woli, możemy prawdziwie oceniać siebie i innych.


II Pan Jezus bierze krzyż
Z Listu do Hebrajczyków: «Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało; całopalenia i ofiary za grzech nie podobały się Tobie. Wtedy rzekłem: Oto idę aby spełnić wolę Twoją, Boże».
Ile razy mieliśmy ochotę uciec w bunt przeciwko temu, co nas spotyka. Dobrze znamy pokusę, żeby nie mierzyć się z trudnościami, żeby udać, że nie ma grzechu, choroby, problemów w rodzinie czy tych finansowych. Kiedy życie wikła się za bardzo, marzymy, żeby stać się jak małe dziecko, którym ktoś się w pełni zaopiekuje. Albo wręcz przeciwnie: żeby być herosem, który bez potu i łez zmierzy się z każdą przeszkodą.
Ty, Jezu, stałeś się człowiekiem, z tym wszystkim, co przynależy naszej słabej kondycji – z wyjątkiem grzechu. Nawet w tej chwili, kiedy musiałeś podnieść krzyż, wycieńczony wcześniejszym biczowaniem, może już wtedy ledwo stojący na nogach. Przyjąłeś tę słabość jako część człowieczeństwa, które zechciałeś z nami dzielić.
Na każdej Mszy modlimy się razem z kapłanem przygotowującym dary ofiarne: Przez to misterium wody i wina daj nam, Boże, udział w bóstwie Chrystusa, który przyjął nasze człowieczeństwo. Nie możemy jednak mieć udziału w Twoim, Jezu, bóstwie, jeśli sami najpierw nie przyjmiemy naszego człowieczeństwa. Dlatego prosimy Cię o łaskę męstwa w akceptowaniu naszych ludzkich słabości i ułomności.


3. Pan Jezus upada po raz pierwszy
Z Księgi Lamentacji: Wszyscy jego ciemięzcy są górą, szczęśliwi są jego wrogowie, albowiem zasmucił go Pan za mnóstwo jego grzechów.
Z perspektywy człowieka leżącego na ziemi wydaje się, że wszyscy nad nim górują, a każda inna pozycja jawi się jako lepsza i bezpieczniejsza. Jeszcze dobrze nie zaczęła się, Panie, Twoja droga kaźni, a Ty już leżysz w prochu. To nie tylko upadek człowieka wycieńczonego biczowaniem - ten upadek niesie ze sobą ciężar naszych grzechów i cierpienia, które przyjąłeś na swoje ramiona. Obrazuje on Twoje uniżenie się, aż do poziomu sługi, aż do dna naszej niedoli, aby wydźwignąć nas do nieba jedności z Tobą.
Tak często jesteśmy, Jezu, targani skrajnościami: od wizji złudnej samowystarczalności po otchłanne samopotępienie. Przez Twój upadek pod krzyżem przywróć nam, Jezu, właściwe spojrzenie na nasze życie.


4. Pan Jezus spotyka swoją Matkę
Z Listu do Efezjan: W Chrystusie Bóg i Ojciec wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem.
Wschodnia liturgia tak opisuje scenę Twojego spotkania z Matką: Jak Owieczka za swym Barankiem prowadzonym na zabicie, razem z innymi niewiastami szła Maria tak wołając: Gdzie podążasz, Dziecię? Czemu tak szybko idziesz? Czyżby nowe wesele odbywało się w Kanie i tam teraz dążysz, aby wodę przemienić im w wino? Nie przechodź milcząc koło mnie, który zachowałeś mnie nieskalaną! Ty bowiem jesteś Synem i Bogiem moim!
Tak, Jezu, spieszyłeś się nie tylko, żeby przemienić wodę w wino, ale żeby odnowić całe stworzenie. Dlatego Duch Święty przyprowadził do Ciebie wtedy Maryję- żebyś mógł zobaczyć pierwszy Owoc Twojej męki: Twoją najczystszą, nieskalaną Matkę. Każdy kolejny krok na Golgotę był realizacją marzenia, które w Niej już się spełniło – żebyśmy wszyscy byli święci i nieskalani przed obliczem Ojca i Twoim.
Jezu, kiedy brakuje mam sił, kiedy gaśnie w nas nadzieja na nawrócenie, posyłaj do nas Twoją Matkę. Ona przypomina nam, że przez Twoją ofiarę możliwy jest w nas rozkwit Twojej świętości i czystości. Ona broni ich w nas.


5. Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi
Z Psalmu 91: Rozkazał swoim aniołom, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach, abyś stopy nie uraził o kamień.
Co czuł Szymon, kiedy niósł z Tobą krzyż? Ewangelista Marek odnotował, że żołnierze przymusili go do pomocy. Czy Cyrenejczyk bał się legionistów? Pewnie tak. Zapewne odczuwał też wstręt – miał zbliżyć się do zakrwawionego Skazańca, który nie dość, że dźwigał narzędzie hańby, to w każdej chwili mógł umrzeć pod jego ciężarem. Za chwilę zaczynały się żydowskie święta, a jemu groziła rytualna nieczystość i pogardliwe spojrzenia sąsiadów.
Co czułeś Ty, Jezu, kiedy przyjmowałeś wymuszoną pomoc Szymona? To on był tym aniołem, posłanym przez Ojca, aby pomóc Ci na drodze krzyża? Porusza mnie Twoja pokora, Panie, kiedy godzisz się na takie wsparcie.
Jezu, udziel mi jej, kiedy nadmierna duma nie pozwala mi prosić o pomoc w trudnościach. Przypomnij mi, że anioł Twojej troski może mieć niepozorną twarz człowieka stojącego obok. 
 

6. Weronika ociera twarz Jezusowi.
Z Psalmu 27: O Tobie mówi moje serce: szukaj Jego oblicza.
To nie było proste – zobaczyć w zakrwawionym, oblepionym prochem Skazańcu człowieka. A co dopiero zobaczyć w Nim Boga! Być może Weronika spotkała Cię już wcześniej, może widziała jakiś cud, może jadła chleb, który rozmnożyłeś. Musiało tak być. Inaczej nie narażałaby się rzymskim żołnierzom dozorującym egzekucję ani nie chciałaby zbliżać się do kogoś, kto był uważany za przeklętego przez Boga i zhańbionego. Weronika musiała poznać Twoją twarz, twoje pełne miłości spojrzenie – dlatego chciała choć na chwilę je odzyskać.
Twoje oblicze w Kościele, Jezu, jest dzisiaj podobnie zabrudzone i oplute jak wtedy, na drodze z krzyżem. Wielu trudno jest dostrzec Twoją Obecność w Kościele targanym skandalami i fałszywą nauką. Pragniemy, Jezu, w duchu św. Weroniki nieustannie szukać Ciebie w Kościele i wskazywać braciom, że pomimo zadawanych mu ran, nie opuszczasz go nigdy. Chcemy też zatroszczyć się o Twoje znieważone oblicze, wynagradzając Ci za wszelkie zgorszenia dokonywane w Kościele. Daj nam Panie ducha prawdziwej skruchy i świętą bojaźń, abyśmy nigdy nie stali się powodem czyjegoś odejścia z Kościoła.

7. Pan Jezus upada po raz drugi.
Z Psalmu 69: Zmęczyłem się krzykiem i ochrypło mi gardło, osłabły moje oczy, gdy czekam na Boga mojego.
Wielu z nas czeka na cudowną interwencję Boga. Modlimy się o zdrowie, o pracę, nawrócenie najbliższych, o rozwiązanie problemów finansowych. Jeździmy na Msze z modlitwą o uzdrowienie, odmawiamy kolejną nowennę... Wreszcie przychodzi zmęczenie wołaniem w niebogłosy. Czekaliśmy, a cud nie przyszedł. Zamiast niego grozi nam upadek zwątpienia i pretensji wobec Ojca z Nieba.
Jak dobrze, Jezu, że Ty znasz ten stan czekania na interwencję Ojca, aż do wyczerpania wszystkich sił. Jak dobrze, że Ty pierwszy doświadczyłeś upadku i wytrwałeś w nim przy Ojcu . Przez Twoją ufność możemy mieć nadzieję, że także my nie ustaniemy na naszej krzyżowej drodze. Podźwignij nas, Panie, abyśmy mogli dźwigać innych!


8. Pan Jezus spotyka płaczące niewiasty.
Z Psalmu 1: On jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą, które wydaje owoc w każdym czasie, a liście jego nie więdną; co uczyni, pomyślnie wypada.
Po ludzku trudno wyobrazić sobie gorsze położenie, niż Twoje w tamtej chwili; trudno znaleźć kogoś bardziej godnego opłakania, niż Ty. A jednak widziałeś sprawy inaczej niż jerozolimskie płaczki. One dostrzegały tylko krzyż i Ciebie jak suchą gałąź, właściwie już pozbawioną życia. Były zaślepione, bo wcześniej – jak cały naród – nie chciały zobaczyć w Tobie Boga. Odrzucenie Ciebie sprawiło, że nie widziały już ani własnych grzechów ani grzechów swoich dzieci. Ich wybory spowodowały, że stały się odciętymi latoroślami, przeznaczonymi na spalenie.
Ty zaś, mimo krzyża na ramionach, wciąż byłeś jak drzewo nad płynącą wodą. W każdej sekundzie męki, zjednoczony z Ojcem, nie przestawałeś wydawać życiodajnych owoców.
Jezu, umocnij w nas wiarę, że niezależnie od okoliczności, możemy być szczęśliwi i pełni życia, jeśli tylko razem z Tobą trwamy w Ojcu. A kiedy zrywamy naszą jedność z Tobą, wlewaj w nasze serca niepokój, abyśmy za pomocą fałszywych łez pozbawionych skruchy nie dokonywali banalizacji zła.

9. Pan Jezus upada po raz trzeci
Z Pieśni nad pieśniami: Cicho! Ukochany mój! Oto on! Oto nadchodzi! Biegnie przez góry, skacze po pagórkach.  Umiłowany mój podobny do gazeli, do młodego jelenia.
Są takie upadki, z których wydaje się, że nie da się już powstać. Ogarnia nas rozpacz – najstraszniejsza pokusa, która jest szczytem koncentracji na sobie, na własnym cierpieniu. W rozpaczy brakuje sił na wszystko, nawet na ratowanie siebie; a każdy ruch staje się bezsensem.
Czy Ty, Jezu, otarłeś się o taki stan, kiedy leżałeś na drodze tuż pod szczytem Golgoty? Żadne cierpienie nie zostało Ci oszczędzone, wierzę więc, że i w takiej ciemności jesteś ze mną. Jednak nie poddałeś się mu. Istnieje jedyne lekarstwo na rozpacz i beznadzieję – wyrwanie się z niej w miłości ku drugiemu. Twoje pragnienie oblubieńczej bliskości z nami pchało Cię aż do końca Twojej krwawej drogi, aż po oddanie życia na krzyżu.
Kiedy brakuje nam sił, oderwij, Jezu, nasz wzrok od nas samych. Stwórz w nas na nowo miłość, która pragnąc Twojej chwały i dobra drugiego człowieka, podrywa nas do biegu ku wyznaczonemu celowi.

10. Odarcie z szat
Z Listu do Hebrajczyków: Nie ma stworzenia, które by dla Niego było niewidzialne; przeciwnie, wszystko odkryte jest i odsłonięte przez oczami Tego, któremu musimy zdać rachunek.
Każdy grzech rodzi w nas wstyd i potrzebę jego zakrycia. Nie jesteśmy stworzeni do grzechu, więc reagujemy na niego jak Adam chowający się w rajskie zarośla. Każde odsłonięcie grzechu przed Bogiem w spowiedzi jest pewnym obnażeniem wstydu, jest stanięciem w nagiej prawdzie o naszej słabości.
Nie bylibyśmy do tego nigdy zdolni, gdybyś, Jezu, sam pierwszy nie przeszedł tej drogi. Ty, jedyny czysty i bez grzechu, światłem okryty jak płaszczem, razem z naszymi grzechami przyjąłeś na siebie wstyd naszej nagości. Stawiasz się w naszej sytuacji – sytuacji człowieka upadłego i upodlonego haniebnymi wyborami. Jednak, kiedy my w naszym grzesznym obnażeniu uciekamy przed wzrokiem Ojca, Ty jesteś przed Nim cały odsłonięty.
Uwielbiamy Cię, Panie, w tajemnicy odarcia Cię z szat. Prosimy, udziel nam przez nią odwagi do głębokiego odsłaniania naszych grzechów w sakramencie spowiedzi – tym Chrzcie pracowitym, w którym ciągle na nowo ubierasz nas w szatę światłości Twojej łaski. Daj nam także świętą wstydliwość, która jak płaszcz osłoni naszą czystość serca.

11. Ukrzyżowanie
Z Ewangelii św. Łukasza: Lud zaś stał i patrzył.
Wstrząsa mną to zdanie. Stali i gapili się na Ciebie. Pasywnie, może ozięble, bez reakcji na wrzaski Starszych i Arcykapłanów.
Jak wielka jest przepaść między tym, co widział tłum na Golgocie, a co można było dostrzec tylko oczami serca oświeconego światłem Ducha Świętego. Widzieli nagiego, ukrzyżowanego Skazańca – a Ty, w tym upodleniu, oddawałeś się Ojcu. Lud widział fizycznie Twoje odsłonięte Ciało, ale nie zorientował się, że patrzą na obnażone w Synu życie i miłość Trójcy. Ich niewidzące oczy patrzyły na chwilę, w której jako Syn byłeś przyjmowany przez Ojca w Duchu Świętym – ale to pozostało przed nimi zakryte.
My też w czasie każdej Mszy patrzymy na ten moment Twojego, Jezu, oddania. W prostych słowach i gestach konsekracji odsłaniają się przed nami głębiny Trójcy Najświętszej - nawet jeśli zmysłowo tego nie rejestrujemy. Odsłaniasz nam w pełni Ciebie, Ojca i Ducha! To nas uszczęśliwia i usensownia nasze życie, jeśli tylko zapragniemy naprawdę widzieć.
Jezu, prosimy Cię o jasny wzrok, prześwietlony łaską Twojego Ducha, abyśmy umieli rozpoznawać w liturgicznych znakach źródła Twojej miłości. Daj nam także świętą tęsknotę za Komunią, kiedy jednoczysz nas z Tobą i wciągasz w centrum wymiany życia i miłości w Trójcy.

12. Śmierć Pana Jezusa na krzyżu
Z Księgi Rodzaju: Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mojego ciała.
Święty Jan Chryzostom w jednej ze swoich katechez chrzcielnych zauważył, że jak z boku Adama Bóg stworzył kobietę, tak Ty, Jezu, ze swojego boku dałeś nam krew i wodę, z których utworzyłeś Kościół. Z Twojego snu śmierci rodzimy się na nowo do życia przez wodę Chrztu i Krew Eucharystii!
Nie pozwól, Panie, żebyśmy pozostali jedynie niezaangażowanymi obserwatorami tej sceny! Patrząc na Twoje rozszarpane Serce, chcemy coraz głębiej poznawać Twoją miłość, która wyraża się w pragnieniu zjednoczenia z nami, tak dalece, że bierze na siebie następstwa naszych zbrodni. Aby pozyskać na nowo naszą miłość zgodziłeś się zapłacić najwyższą cenę swojej Krwi! Prawdziwie przez sakramenty stajemy się ciałem z Twojego Ciała, a upodabniając się do Ciebie realizujemy Twoją największą tęsknotę.
Kontemplując tajemnicę Twojej śmierci, Jezu, nie chcemy Cię już o nic prosić. W niej oddałeś nam wszystko – Twoje życie za nasze zbawienie. Chcemy pozostać przy Tobie w zachwycie milczącego uwielbienia.

13. Zdjęcie z krzyża
Z Księgi Judyty: Błogosławiona jesteś córko, przez Boga Najwyższego, spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi, i niech będzie błogosławiony Pan Bóg, stwórca nieba i ziemi, który cię prowadził, abyś odcięła głowę wodza naszych nieprzyjaciół.
Gdy wojska asyryjskiego wodza Holofernesa oblegały Izraelitów, odcinając im dostęp do źródeł wody, w obronie narodu stanęła Judyta. Ta samotna wdowa we wszystkim zaufała Bogu, a On przez nią uratował swój lud.
Patrząc, Jezu, na Twoją Matkę, tak samotną i obolałą pod krzyżem, widzimy w niej Niewiastę nieporównanie mocniejszą od Judyty. W chwili Twojej śmierci wydawało się, że wszelkie Źródła Wody Życia wyschły na zawsze, że zapanował nieskończony mrok. Wschodnia liturgia mówi: Widząc Ciebie krzyżowanym, Chryste, całe stworzenie zadrżało, zatrzęsły się fundamenty ziemi, z bojaźni przed władzą Twoją ukryły się światła i rozdarła się zasłona świątyni, góry zatrzęsły się i kamienie rozpadły,
Pozostała tylko Maryja, przeszyta bólem do głębi serca, ale wciąż groźna jak zbrojne oddziały wobec sił ciemności. Ona jedyna zachowała niewzruszoną wiarę w Ciebie i przechowała ją dla Kościoła, aż do poranka zmartwychwstania.
W chwilach, kiedy ogarniają mnie wątpliwości przeciw wierze, kiedy wszystko zdaje się przeczyć Twojej miłości, Jezu, pragnę ukryć się w ramionach Maryi. Kiedy pokusy oblegają mnie jak nieprzyjacielskie wojsko i wydaje się, że mają moc odciąć mnie od życia danego mi w wodach Chrztu, chcę cały oddać się Twojej Matce, Tej, która zawsze zwycięża Wroga.

14. Złożenie do grobu
Z Psalmu 121: Oto nie zdrzemnie się ani nie zaśnie Ten, który czuwa nad Izraelem.
Wydawało się, że wszystko skończone. Bóg nie tyle zasnął, co umarł. Jednak Ty nawet w śmierci nie pozostałeś bezradny i nie porzuciłeś swojego zbawczego dzieła. Wschodnia liturgia śpiewa: Kiedy zstąpiłeś do śmierci, życie nieśmiertelne, wtedy otchłań zmartwiała od blasku Twego bóstwa. Kiedy zaś i umarłych podźwignąłeś z głębin otchłani, wszystkie moce niebios wołały: „Dawco życia, Chryste Boże nasz, chwała Tobie!”
Jezu, kiedy nasze życie wydaje się być martwe jeszcze przed śmiercią, kiedy grzechy zamykają nas w sobie jak w grobie, okaż się mocniejszy od śmierci. Zechciej zstąpić w nasze otchłanie ze światłem łaski wzywającej do nawrócenia i porwij nas z Tobą ku prawdziwemu życiu. W tajemnicy Twojego zstąpienia do otchłani oddajemy Ci wszystkich, którzy odeszli z Twojego Kościoła. Rozpal w nich na nowo światło łaski, powierzone nam wszystkich w Chrzcie Świętym.




środa, 25 marca 2020

Zaraza, ciąg dalszy

Od dzisiaj obowiązuje rozporządzenie Ministra Zdrowia wprowadzające szereg restrykcji w związku z zarazą. W pojazdach komunikacji publicznej może przebywać maksymalnie liczba osób odpowiadająca połowie miejsc siedzących. Za to w kościołach może gromadzić się maksymalnie 5 osób plus celebrans. Biskupi milczą jak zaklęci.

Może zaklęła ich Paczama... eee, Matka Natura, którą Bergoglio obwinia o epidemię. Bo przecież mówienie o karze Bożej jest takie przedsoborowe. Bóg jawi się jako Starzec z wyraźną demencją, który każdego głaszcze bezmyślnie po głowie. Co innego Matka Natura, ona nie przebacza. Nie podlega też najwyraźniej jurysdykcji i mocy Stwórcy. Manicheizm w wersji amazońskiej, rocznik 2020.

Stąd i zowąd dobiegają głosy, że księża odmawiają wiernym sakramentów. Jeden nie chce ochrzcić dziecka, inni już od czasu poprzednich ograniczeń pozamykali kościoły. Niektórzy odmawiają spowiedzi i Komunii Świętej, bo przecież można przyjąć komunię duchową.

Budzi się we mnie mały buntownik. Może odcięcie od finansowania dusz-pastuchów otrzeźwi ich, jeśli za jakiś czas zasmakują duchowych obiadów.

piątek, 13 marca 2020

Zaraza

Kilka myśli na marginesie pandemii koronawirusa i fali zamykanych kościołów.

W dzisiejszej Liturgii Słowa (piątek II tygodnia Wielkiego Postu) przykuły moją uwagę dwa fragmenty:

"Pan przywołał głód na ziemię i odebrał im cały zapas chleba" - Ps 105, 16

oraz
"Powiadam wam: królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce." - Mt 21, 43 

Myślę o moim stosunku do Boga Obecnego w Sakramentach świętych, o naszym do Niego stosunku jako Kościoła. Stan ograniczonego dostępu do Sakramentów (mam nadzieję) nie potrwa długo. Mimo to odczytuję go jako wezwanie do otrzeźwienia i nawrócenia z obojętności na łaskę.
Smutny to czas, ale chcę go wykorzystać ku dobremu, jako czas na wynagradzanie Bogu za moje i innych grzechy wobec Najświętszego Sakramentu.


czwartek, 5 marca 2020

Ryt błogosławieństwa dla rozwodników

Niemieccy biskupi nie próżnują. Właśnie ogłoszono para-liturgiczny rytuał błogosławieństwa dla rozwodników (podaję za Lifesitenews.com).
Pominę truizmy o tym, jak bardzo jest to niezgodne z katolicką teologią małżeństwa. Rzućmy jednak okiem na samą ceremonię, mającą zdaje się tworzyć swoisty rytuał przejścia i symboliczny początek nowej drogi życia:
Do symboliki nabożeństwa należy blacha do pieczenia w kształcie serca, która jest przekazywana w ławkach, lód topi się z każdym dotknięciem” lub „zasłona przy drzwiach kościoła, która jest odrywana, gdy uczestnicy wychodzą kościół, jako znak tego, co zostawili ”.

Post-Kościół, oderwany od Tradycji, zamienia się jak widać w instytucję infantylną, operującą znakami na poziomie przedszkola lub opery mydlanej.

środa, 4 marca 2020

Czy katolik może...?

Przez kato-internety po raz kolejny przetacza się dyskusja o aborcji (tym razem wywołana przez Szymona Hołownię i o. Adama Szustaka OP). Obiecałam paru osobom, że odniosę się do tematu, czemu czynię niniejszym zadość. Jednocześnie przepraszam za formę - rzucę parę luźnych myśli, może dość kanciaście, ale dzięki temu (oby!) krócej.
 
 Najpierw zastrzeżenie podstawowe - w pełni przyjmuję nauczanie Kościoła w kwestii ochrony życia poczętego. Nie zmierzam pisać:
- o tym, czemu aborcja jest zła - bo jest morderstwem człowieka. Koniec.
- o tym, czy aborcja jest w polskim systemie prawnym dopuszczona jako kontratyp czy jest pierwotnie niepenalizowana - bo to prawniczy suchar, który niewiele wnosi do tematu.
- o tym, czy istnieje wahadło aborcyjne i w którą stronę poleci w razie naruszenia tzw. kompromisu
- o tym, dlaczego aborcja eugeniczna jest zła - z małym zastrzeżeniem. Drażnią mnie niepomiernie argumenty strony pro-life przekonujące, że człowiek upośledzony, szczególnie z zespołem Downa, jest szczęśliwy. Spychają nas one niebezpiecznie w kierunku Singerowskich rozkmin na poziomie life (not) worth living. Pozornie próbujemy wyrwać się ze szponów utylitaryzmu, jednocześnie używając jemu podporządkowanej argumentacji.
- ani o tym, czy poczęcie w związku kazirodczym jest przesłanką do prawem dopuszczalnej aborcji. No, może tutaj krótko się odniosę, zainspirowana wątpliwościami, które wypłynęły w wywiadzie pana Mateusza Ochmana z panią Danutą Kęsik (Warto obejrzeć).
Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży w art. 4a ust. 1 pkt 3 mówi o sytuacji w której zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. Na pierwszy rzut oka widać, że chodzi nie tylko o zgwałcenie, ale o każdy czyn zabroniony. Mówiąc po ludzku, przerwanie ciąży może być dokonane przez lekarza, jeśli ciąża powstała w wyniku zbrodni, występku lub... wykroczenia. Czyli w grę wchodzą wszelkie typy czynów zabronionych opisane w Kodeksie karnym, innych ustawach i Kodeksie wykroczeń. Jasno wynika z tego, że płód poczęty w wyniku współżycia kazirodczego bądź z małoletnim może być abortowany.
Nieszczęście redakcji tego przepisu polega na tym, że przesłanką aborcyjną może być także wykroczenie - czyli, wcale nie sprowadzając sprawy do absurdu, a jedynie czytając literalnie - zapłodnienie w sytuacji spółkowania na parkowej ławce, więc w czasie popełniania tzw. wybryku nieobyczajnego. 

Zresztą, podobny problem mamy z pierwszą przesłanką aborcyjną - ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia ciężarnej. Co to znaczy dla zdrowia? Jakiego typu uszczerbek na zdrowiu kobiety stanowi ryzyko wystarczające dla aborcji? Tu być może czytelnik przypomina sobie najsłynniejszy rodzimy kazus w temacie, czyli sprawę Alicja T. vs Polska. Kobieta, dla której ciąża stanowiła zagrożenie wzroku wystąpiła przed ETPC o zadośćuczynienie za urodzenie swojej córki. Przypomnę tylko, że wyrok nie odnosił się w żaden sposób do istnienia i sensu przesłanki zdrowotnej, a jedynie do tego, że w warunkach jej istnienia pani T. nie miała zapewnionych środków prawnych do wyegzekwowania swojego prawa do aborcji.

Nawiążę jeszcze do wywiadu p. Ochmana. Pada w nim stwierdzenie, że sama ciąża nigdy nie stanowi zagrożenia życia matki. Nie jestem lekarzem, jednak - poza ciążą pozamaciczną - kojarzę jeszcze co najmniej jeden taki przypadek. Bywa, że sama ciąża, w której prawidłowo rozwija się dziecko, jest przyczyną rozwoju kardiomiopatii rozstrzeniowej, prowadzącej do niewydolności serca matki. Zapewne problemów zdrowotnych związanych ze stanem ciąży jest dużo więcej, a część z nich stawia przed dylematem "życie za życie".

Widać więc, że rozstrzał sytuacji podpadających pod pierwszą przesłankę aborcyjną jest nad wyraz szeroki. Ustawodawca nie zawęził znamienia zagrożenia dla zdrowia matki w żaden sposób. Przy specyficznej atmosferze społecznej jestem w stanie wyobrazić sobie, że przesłanką aborcyjną in concreto stanie się zdrowie psychiczne ciężarnej zagrożone nawet lekką depresją lub (rzeczywistymi lub deklarowanymi na potrzebę chwili) stanami lękowymi. A od tego już jedynie krok dzieli nas od aborcji na życzenie.

Czy wobec tego katolik może być zwolennikiem kompromisu aborcyjnego? Ojciec A. Szustak cytując encyklikę Jana Pawła II Evangelium vitae doszedł do wniosku, że owszem, opierając cały swój wywód na konstrukcie wahadła aborcyjnego. To punkt zapalny wszelkich dyskusji internetowych ostatnich dni.
Sięgnijmy jednak do nauczania Kościoła. Materiały źródłowe mamy dwa: wspomniana encyklikę Evangelium vitae oraz Notę doktrynalną o niektórych aspektach działalności katolików w życiu politycznym wydaną w 2002 roku przez Kongregację Nauki Wiary (pełny tekst dokumentu). Ojciec Szustak w swojej wypowiedzi popełnił dwa błędy (wierzę w jego dobrą wolę, że nie były to celowe manipulacje tekstem).
Po pierwsze zasadę wyboru ustawy możliwie najbardziej ograniczającej zło (a nie, jak to określił, wyboru mniejszego zła) zastosował nie do sytuacji głosowania nad projektem w toku prac legislacyjnych, ale do aktualnego stanu prawnego. Tak rozumiana zasada uniemożliwiłaby jakiekolwiek zmiany i inicjatywy ustawodawcze. Jan Paweł II pisał o sytuacji, kiedy mamy do wyboru kilka projektów, zapewniających różny poziom ochrony życia, z których żaden nie gwarantuje pełnej zgodności z nauką moralną Kościoła. Problem, poruszany także w nocie doktrynalnej, zasadza się na pytaniu: czy katolickiemu parlamentarzyście wolno zagłosować na najlepszą ustawą kompromisową - czy też, jeśli żadna z ustaw nie jest idealna, winien wstrzymać się od głosu lub głosować przeciw przyjęciu wszystkich. Papież, a za nim KNW mówią wyraźnie - należy przyjąć najszerszą możliwą opcję.

O sytuacji, o której mówił dominikanin traktuje inny fragment 73 punktu EV, który został przez niego (oby nie celowo) pominięty: Tak więc w przypadku prawa wewnętrznie niesprawiedliwego, jakim jest prawo dopuszczające przerywanie ciąży i eutanazję, nie wolno się nigdy do niego stosować „ani uczestniczyć w kształtowaniu opinii publicznej przychylnej takiemu prawu, ani też okazywać mu poparcia w głosowaniu”.

Właściwie nie wymaga to dalszego komentarza, katolik nie może popierać kompromisu aborcyjnego, a tym bardziej takiego poparcia publicznie wyrażać. O tym, czy oznacza to, że katolik MUSI popierać każdą inicjatywę ustawodawczą zmierzającą do ograniczenia lub zakazania aborcji,, napiszę w najbliższym czasie.

środa, 26 lutego 2020

Plony na ofiarę

Kiedy byłam dzieckiem, zawsze miałam problem, kiedy nadchodziły urodziny lub imieniny któregoś z rodziców. Moje zdolności plastyczne wydawały mi się bardzo mizerne, więc tworzenie laurek prędko mnie zniechęcało, a dziecięce oszczędności nie pozwalały na rozmach w temacie prezentów. Pamiętam, że miałam w zwyczaju sępienie drobniaków od drugiego rodzica, na prezent dla tego akurat świętującego. 

Na rozpoczęcie Wielkiego Postu czytamy fragment Księgi Joela. Mamy prawdopodobnie ok. 400 rok przed Chrystusem, jest już po niewoli babilońskiej, świątynia została już odnowiona. Jednak odmówiono domowi Boga waszego ofiary pokarmowej i płynnej (Jl 1, 13b). Kiedy los zaczął układać się pomyślnie, natychmiast zapomniano o Bogu. Jego odpowiedź może wydawać się brutalna - plaga szarańczy, susza, pożary. Plony ziemi, cały ludzki dobrobyt, są bezużyteczne, jeśli nie służą budowaniu bliskości ze Stwórcą. Dlatego dla otrzeźwienia Bóg zabiera je Izraelowi. W takim kontekście pada odczytywane dzisiaj proroctwo:
Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament». Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą. Kto wie? Może znów się zlituje i pozostawi po sobie błogosławieństwo plonów na ofiarę pokarmową i płynną dla Pana, Boga waszego.

Porusza mnie stwierdzenie o błogosławieństwie plonów na ofiarę. Do tego ma prowadzić nawrócenie, do zrozumienia, że wszelkie błogosławieństwo, także w wymiarze życiowego powodzenia, ma prowadzić do ofiary dla Boga, czyli do zacieśniania z Nim zażyłości. Inaczej nadaje się tylko do zeżarcia przez szarańczę. Zresztą, szarańcza to nie tylko symbol zniszczenia materialnego. W Apokalipsie ma ona moc kąsania ludzi, tak że będą chcieli umrzeć, ale śmierć od nich ucieknie (Ap 9). Widzę w tym bardzo współczesny obraz, społeczeństwa oderwanego od Boga, kąsanego przez poczucie bezsensu i pustki, zagryzanego przez depresje i uzależnienia. 

Wymowne u Joela jest to, że plony na ofiarę mają pochodzić z błogosławieństwa. Dlatego na początku odwołałam się do mojego dziecięcego doświadczenia proszenia rodziców o pieniądze. Wobec Boga jestem jak dzieciak, który nie ma środków do zrobienia Mu prezentu. To, co Mu oddaję, jest tym, co wcześniej otrzymałam. Nie ma w tym miejsca na żadne paraolimpiady ascetyczne, zdrapki wielkopostne czy Drogi Krzyżowe w formie triatlonu. We wszystkim jestem zależna - ale wciąż obdarowana. Wreszcie - Tym, którego oddaję Ojcu w ofierze w Kościele, jest Jego największy Dar - Syn, Jezus Chrystus. Bez przyjęcia tego Daru i tej Ofiary wszystko, co miało mnie żywić i budować, staje się pożywką dla apokaliptycznej szarańczy bezsensu. Bez odwołania do nich, każda praktyka pokutna staje się popisem pychy i złudnej wiary w swoje umiejętności.

niedziela, 23 lutego 2020

Austin, celnicy i cel

Czy Jezus był filozofem języka? To pytanie nie jest tak nieadekwatne, jak mogłoby się wydawać. W dzisiejszej ewangelii znajdujemy stwierdzenie: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie (Mt 5, 48, Biblia Tysiąclecia).

W większości tłumaczeń (od Vulgaty, przez Biblię ks. Wujka, po współczesne polskie przekłady) widzimy rozkaz, polecenie: bądźcie doskonali. W tekście oryginalnym zapisano jednak essethe (vi Fut), w trybie oznajmującym, czyli będziecie. Nb., tryb rozkazujący pojawia się w tym passusie wcześniej: miłujcie waszych nieprzyjaciół, módlcie się za tych, którzy was prześladują. W konkluzji pojawia się jednak stwierdzenie, którego unikają translatorzy: będziecie doskonali!

Dwudziestowieczny filozof języka John L. Austin w swoich badaniach wyróżnił typ wypowiedzi, który nazwał performatywami. To takie stwierdzenia, które bezpośrednio, przez samo ich wypowiedzenie, sprawiają określony skutek w rzeczywistości. Przykład? Sakramentalne "Biorę sobie ciebie, N., za żonę", sądowe "rejestruje spółkę X", które tworzy jej byt prawny.

Co miał na myśli Jezus - Wcielony Logos Ojca - kiedy mówił będziecie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie? Nieświadomie zmienił tryb wypowiedzi z rozkazującego na oznajmujący? A może miał na myśli właśnie funkcję performatywną - stwarza nas na nowo swoim Słowem, kształtuje tę doskonałość w słuchaczach? Wypowiada Słowo, które umożliwia to, o czym nawet pomyśleć człowiekowi się nie godzi.

Jeszcze jeden szczegół, gra słów, która zachwyciła mnie, kiedy sięgnęłam po grecki tekst. W dzisiejszej perykopie mamy celników (gr. telonai), którzy miłują tylko przyjaciół i mamy ludzi doskonałych jak Ojciec (gr. teleioi). Oba słowa pochodzą ze wspólnego rdzenia telos - cel, koniec... i cło. Można więc albo widzieć cel w Ojcu i dążąc do Niego otrzymać doskonałość, albo widzieć cel w cle i zatrzymać się w rozwoju człowieczeństwa.

poniedziałek, 10 lutego 2020

Zgrzeszyliśmy

Przy okazji powrotu do sprawy Pawła Kani oraz w nawiązaniu do zapowiedzianej publikacji Wyborczej odnośnie bp Jana Szkodonia, przypomnę tekst napisany w ubiegłym roku jako komentarz do sytuacji po filmie Sekielskich.
Rozgorączkowanych zapewniam, że mój wpis nie ma na celu przypisania księdzu biskupowi winy za czyny, o które jest oskarżany - tym zajmą się odpowiednie organy kościelne i państwowe. Wpis jest o czymś zupełnie innym.

***
Komentarzy na temat filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” padło w ostatnim czasie mnóstwo. Szczególnie interesują mnie te z wnętrza Kościoła, wcale nie tak jednogłośne, jak można by się tego spodziewać. Pominę przestawianie stanowisk poszczególnych osób – są one łatwo dostępne i znane każdemu, kto śledzi debatę publiczną.
Generalnie ujawniły się dwie postawy. Wdzięczność za odkrycie trudnej i bolesnej prawdy, połączona z obietnicami wprowadzenia skuteczniejszej ochrony najmłodszych – i z drugiej strony: zaprzeczanie faktom i próba zrzucenia winy. W całej dyskusji brakuje mi jednak innej perspektywy, fundamentalnie ważnej dla członka Kościoła: jaką postawę powinniśmy przyjąć wobec tego przed Bogiem.
Nie chcę w najmniejszym stopniu negować ogromu cierpienia ofiar zbrodni pedofilskich, odpowiedzialności ich sprawców ani winy tych, którzy te przestępstwa ukrywali. Bezdyskusyjnie powinni ponieść oni stosowne kary przewidziane prawem państwowym i kanonicznym. Jednak Kościół nie ogranicza się do zewnętrznej, urzędowej struktury. Z woli Boga stanowimy wspólnotę, żywy organizm, zjednoczony w Chrystusie-Głowie. To w naszej wspólnocie doszło do haniebnych czynów, wołających o pomstę do nieba, to nasi biskupi nie potrafili odpowiedzialnie rozprawić się z szerzącym się złem.
Nie godzi się wobec tego udawać, że zła nie było. Budzą we mnie bunt i niezgodę próby przerzucenia winy na obce Kościołowi siły. Nie przekonuje mnie, że za zbrodnie pedofilskie odpowiadają księża współpracownicy SB – a więc, jak chcieliby tego niektórzy, element obcy Kościołowi, za który wspólnota nie bierze odpowiedzialności. Owszem, takie przypadki miały miejsce, także wśród kazusów zaprezentowanych w filmie braci Sekielskich. Jednak ci kapłani pełnili posługę legalnie, posiadając misje kanoniczne swoich biskupów. Ich upadek nie miał miejsca w obcej grupie, gdzieś poza granicami Kościoła. Zło przez nich wyrządzone dotyka nie tylko bezpośrednich ofiar, ale także wspólnoty oraz – o czym nie wolno zapominać – stanowi zniewagę Boga, który powierzył im Jego posługę w Kościele. To rana, której skutki odczuwamy wszyscy i wszyscy, jako jedno Ciało, jesteśmy za nią odpowiedzialni.
Po obejrzeniu „Tylko nie mów nikomu” pulsują we mnie dwa fragmenty Pisma Świętego. Pierwszy to modlitwa proroka (Dn 9). Prorok wołał w obliczu niewoli narodu: Zgrzeszyliśmy, zbłądziliśmy, popełniliśmy nieprawość i zbuntowaliśmy się, odstąpiliśmy od Twoich przykazań. Nie byliśmy posłuszni Twoim sługom, prorokom, którzy przemawiali w Twoim imieniu do naszych królów, do naszych przywódców, do naszych przodków i całej ludności kraju. U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, a u nas wstyd na twarzach (…). Cały Izrael przekroczył Twoje Prawo i pobłądził, nie słuchając Twojego głosu. Spadło na nas przekleństwo poparte przysięgą, które zostało zapisane w Prawie Mojżesza, Sługi Bożego; zgrzeszyliśmy bowiem przeciw niemu. W całym modlitewnym wywodzie Daniel nie różnicuje odpowiedzialności poszczególnych osób; nie stwierdza także, że sam pozostał wierny Bogu i sprawiedliwy (choć w istocie tak było). Wskazuje on wyraźnie, że konsekwencje odstępstwa ponosi cały naród, więc cały naród winien okazać skruchę wobec odrzuconego Boga.
Podobną myśl znajdziemy w Dziejach Apostolskich. Piotr zaraz po Zesłaniu Ducha Świętego wołał: Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście (Dz 2, 22-23). Apostoł nie zwracał się do bezpośrednich prowodyrów wyroku na Jezusie, lecz mówił do wszystkich zgromadzonych na święto Pięćdziesiątnicy. Więcej, autor zauważa, że zebrani byli żydzi spoza Jerozolimy, z których co najmniej część nie była obecna w mieście w czasie sądu nad Chrystusem. Jednak także tu nie znajdziemy zróżnicowania odpowiedzialności. Każdy ze słuchaczy tak samo winien jest odrzucenia i ukrzyżowania Pana, w świetle tego, że działali jako wspólnota, jako jeden lud.
Trzeba pamiętać o tej wspólnotowej odpowiedzialności, istniejącej obok odpowiedzialności moralnej każdego za jego własne czyny. Skutki grzechu jednostek w całym społeczeństwie widzimy dziś nader wyraźnie. Grzech pedofilii wywołał potężne zgorszenie i pociągnął za sobą falę wrogości wobec Kościoła. Możemy w łatwy sposób uśpić sumienia, pokrzykując, że to jego wrogowie i osobiści nieprzyjaciele Boga upubliczniają zbrodnie pojedynczych księży. Uważam jednak, że należy z całą odpowiedzialności i przejrzystością przyznać się do grzechu, zadbać o możliwie najszersze zadośćuczynienie ofiarom, a także przebłaganie Boga. Postawa oblężonej twierdzy nie prowadzi do uzdrowienia, a jedynie pogłębia zgorszenie i podział.
Niezależnie od osobistej świętości i sprawiedliwości poszczególnych biskupów, księży i wiernych świeckich, zgrzeszyliśmy ciężko jako wspólnota, jako jedno Ciało w Chrystusie. Zbrodni nie popełniał ktoś obcy, popełniali je moi bracia kapłani, którzy równocześnie sprawowali sakramenty i głosili Słowo Boże. Nie da się przejść wobec tego faktu obojętnie! Nie można zbagatelizować rany, jaką ich działanie zadało Bogu samemu i Kościołowi! W tym kontekście ponosimy słuszne konsekwencje w postaci zalewu krytyki.
Sądzę, że wobec zła, które zostało ujawnione, oprócz oczywistych działań prawnych i organizacyjnych, mających na celu prewencję oraz ukaranie sprawców, konieczne jest podjęcie działań na poziomie duchowym. Cała sytuacja woła o pokutę i szczerą skruchę nas wszystkich, którzy pozostajemy we wspólnocie Kościoła.
W opublikowanym niedawno liście o przyczynach kryzysu Kościoła papież Benedykt XVI napisał: Tak, musimy natarczywie błagać Pana o przebaczenie i przede wszystkim musimy święcie wierzyć w Niego i prosić Go o nauczanie nas całkowicie na nowo zrozumienia wielkości Jego cierpień, Jego ofiary. I musimy zrobić wszystko, co można, by chronić dar Eucharystii Świętej przed nadużyciami. Wydaje mi się, że ta myśl została zmarginalizowana na korzyść rozważań o rewolucji seksualnej ’68. Papież jednak poszedł głębiej i jako centrum problemów wskazuje porzucenie Boga. My, chrześcijanie i księża, także wolimy nie rozmawiać o Bogu, ponieważ taka mowa nie wydaje się praktyczna - pisze Ratzinger.
Uważam, że pośród działań prewencyjnych i karnych, konieczne jest podjęcie wspólnotowej pokuty za grzech pedofilii. Przez lata w naszym Kościele lokalnym dochodziło do ogromu krzywdy najmłodszych oraz do haniebnego znieważania Chrystusa w sakramentach. Patrzę z wdzięcznością na inicjatywę wielkopostnej przebłagalnej Drogi Krzyżowej, jaką mogliśmy przeżyć w tym roku. Czy jednak, mając na uwadze skalę i długotrwałość zła, jeden, odgórnie zaplanowany akt możemy uznać za wystarczający? Czy wspólnota, która dzisiaj z takim zapałem szuka sposobów zaprzeczenia odpowiedzialności za grzech, faktycznie przeżyła głęboką skruchę i nawrócenie?
Nie nastąpi żadna zmiana, jeśli jako Kościół nie wrócimy do Boga i do głębokiej czci wobec Niego. Nawet najdoskonalsze wskazania do pracy z dziećmi i młodzieżą, drobiazgowo w swej kazuistyce określające, na jaką odległość kapłan może podejść do ministranta, nie zapewnią ochrony najmłodszym. Zdumienia mnie ta specyficzna nomolatria, rodem z pozytywistycznych ustawodawstw. To nie prawo i szczegółowe okólniki mogą nas zbawić. Naszym ratunkiem jest powrót do Boga – tego Boga, którego wciąż pomijamy w diagnozie i próbach wyjścia z problemu pedofilii.
(20 maja 2019)

piątek, 7 lutego 2020

Tanie Kanie, niesłychanie


Zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie odpowiedzialności diecezji wrocławskiej i bydgoskiej za działania byłego księdza Pawła Kani. Diecezje mają zapłacić ofierze księdza efebofila solidarnie 300 tys. złotych. Oczywiście pieniądze pójdą z kasy diecezji, a więc ze środków pozyskiwanych od wiernych.

A gdyby tak, w idealnym świecie, diecezje wystąpiła z roszczeniem regresowym wobec biskupów Gołębiewskiego, Tyrawy i Janiaka, którzy piastując kościelne urzędy nie dopełnili swoich obowiązków, lecz w sposób zgoła mafijny kryli przestępcę?

Wyjaśnienie dla ludności nieprawniczej. 

Jeśli spowodujesz wypadek samochodowy, prowadząc bez ważnego przeglądu, twój ubezpieczyciel w ramach OC wypłaci świadczenie poszkodowanemu. Ale zaraz potem przyjdzie do ciebie po zwrot pieniędzy. To jest regres.
Jeśli biskupi, sprawując swoje urzędy, mieli pełnić je zgodnie z prawem kościelnym i cywilnym, a nie wywiązali się z zadania -  za ich działanie (lub zaniechanie) odpowiedzialność ponosi diecezja - tak mówi dzisiejszy wyrok. Regres oznacza, że diecezja miałaby roszczenie o zwrot tych zapłaconych ofierze środków personalnie, wobec biskupów.
W innej, równoległej galaktyce...


niedziela, 2 lutego 2020

Zapachniało Paschą


W polskiej obrzędowości święto Ofiarowania Pańskiego jednoznacznie kojarzymy z Bożym Narodzeniem. Ciągle jeszcze śpiewamy kolędy - choć już zupełnie nie korespondują z liturgią, w wielu kościołach stoją jeszcze szopki. Mi dzisiaj liturgia zapachniała Wielkanocą, pełnym bukietem woni i skojarzeń.

Najpierw samo Ofiarowanie. Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do Świątyni, Łukasz odnotował: według Prawa Mojżeszowego. W Księdze Liczb czytamy: Do Mnie należy wszystko, co jest pierworodne. W dniu, w którym zabijałem wszystko, co było pierworodne w ziemi egipskiej, poświęciłem dla siebie wszystko pierworodne w Izraelu, począwszy od człowieka aż do bydlęcia. Do Mnie należą; Ja jestem Pan. (Lb 3 13). To pierwszy trop paschalny - obrzęd, który wspominamy, wyrasta z Paschy Izraela. Chrystus staje pośród pierworodnych, wybawionych od śmierci i oddanych Bogu.

Zapach drugi - Baranek. Maryja i Józef mieli złożyć ofiarę ubogich, parę synogarlic albo dwa młode gołębie. Jednak Księga Kapłańska wskazywała, że zwyczajną ofiarą w tej sytuacji był baranek, roczne jagnię (takie, jak zabijane w czasie Paschy). Co więc zostało złożone? Ewangelista jest dość lakoniczny, pisze tylko, że mieli złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie. Tłumacząc dosłownie: przyszli aby przedstawić Je Panu (...) i aby złożyć w ofierze (...). Brakuje dopowiedzenia, czy i jaka ofiara została złożona. Można przypuszczać, że Józef, jako pobożny i sprawiedliwy Żyd, dopełnił wymogów Prawa. Jednak Słowo  pomija tę informację, jakby w milczeniu wskazując na Innego Baranka, który już jako Niemowlę wchodzi w Ofiarę.

Zapach trzeci, liturgiczny. W modlitwie nad darami eucharystycznymi Kościół woła dzisiaj: Wszechmogący Boże, przyjmij z upodobaniem dary radującego się Kościoła, który zgodnie z Twoją wolą składa Tobie, jako niepokalanego Baranka za życie świata, Twojego Jednorodzonego Syna.
Porusza mnie ta oracja. Jak bardzo jesteśmy ubodzy i bezradni przed Bogiem, nie stać nas nawet na ofiarę najuboższych. Nie mamy niczego, co moglibyśmy oddać Ojcu. Nawet samych siebie nie posiadamy, nie mamy nad sobą kontroli (co raz po raz udowadniamy grzesząc). Jedyne, co możemy oddać Ojcu, to Syn, który sam Siebie ofiarował. Jednocześnie mam tę wstrząsającą świadomość, że nie przynoszę Jezusa jak Maryja do Świątyni, że Ofiara, w której uczestniczę jest owocem Krzyża, wobec którego nie pozostaję niewinna. Składam więc z Kościołem niepokalanego Baranka, ukrywam się w Jego Ofierze i wierzę, że porwana przez Niego wreszcie zdołam także siebie oddać Ojcu. 

Łukasz pisze, że Maryja i Józef mieli przedstawić - gr. parastēsai - Dziecię Panu. Dosłownie mieli Je postawić przy Panu. Poszłam tropem tego słowa, pojawia się ono w identycznej formie jeszcze w paru miejscach Nowego Testamentu. W 2 Kor 11, 2 Poślubiłem was przecież jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę. Potem w Kol 1, 22 Bóg pojednał was w doczesnym Jego ciele przez śmierć, by stawić was jako świętych i nieskalanych i bez zarzutu. Jezus staje przy Ojcu, wtedy w czasie Ofiarowania w Świątyni, i dzisiaj w trakcie Liturgii Eucharystycznej, On jedyny prawdziwie dziewiczy, święty, nieskalany i bez zarzutu, abyśmy mogli w Nim tacy się stać.  To także woń paschalna, niosąca obietnicę przejścia i przemiany do najgłębszego oddania Ojcu.

Pośród tych zapachów dyskretnie pojawia się Maryja, Owieczka zanosząca Baranka do Świątyni, pokornie zgadzająca się na Jego Ofiarę. Kiedy myślę o Niej w tej tajemnicy, przypomina mi się spostrzeżenie o. Augustyna Pelanowskiego - kiedy Maryja przyniosła Jezusa do Świątyni, nauczyła się ofiarować Bogu wszystkich, którzy Jej się oddają. Umie to robić najlepiej, przecież sama jest Niepokalana.



środa, 29 stycznia 2020

Please keep this letter confidential

Lifesitenews.com opublikował dokument sekretarza Synodu Amazońskiego kard. Claudio Hummesa, skierowany do biskupów, mający przygotować grunt dla posynodalnej adhortacji Bergoglia.

Oprócz, zdaje się standardowych, informacji o terminie publikacji adhortacji i sposobu przekazania jej treści, znajdujemy w liście wskazówki co do sposobu jej przekazania na terenach podległych jurysdykcji biskupów. Czytamy w szczególności:

Możecie także zechcieć zaplanować briefing lub konferencję prasową albo inne wydarzenie, jak najszybciej po publikacji adhortacji. Przykładowo, możecie uznać za stosowne, by adhortację przedstawić w towarzystwie rzecznika ludności tubylczej z waszego obszaru, doświadczonego lidera pastoralnego (duchownego, zakonnego lub świeckiego), eksperta w sprawach klimatu i ekologii i młodego zaangażowanego w służbę rówieśnikom.


Aż dziwne, że nie dodano wprost, aby na imprezę nie zapraszać czasem teologów.

Może, w ramach cięcia kosztów, polscy biskupi powinni na konferencję zaprosić nastoletnie szafarki w strojach krakowskich? Młodzież przecież ma elementy nauk ekologicznych w szkole.

Skojarzenia z ustrojem słusznie minionym cisną się na myśl zbyt natrętnie.