Lifesitenews.com opublikował dokument sekretarza Synodu Amazońskiego kard. Claudio Hummesa, skierowany do biskupów, mający przygotować grunt dla posynodalnej adhortacji Bergoglia.
Oprócz, zdaje się standardowych, informacji o terminie publikacji adhortacji i sposobu przekazania jej treści, znajdujemy w liście wskazówki co do sposobu jej przekazania na terenach podległych jurysdykcji biskupów. Czytamy w szczególności:
Możecie także zechcieć zaplanować briefing lub konferencję prasową albo inne wydarzenie, jak najszybciej po publikacji adhortacji. Przykładowo, możecie uznać za stosowne, by adhortację przedstawić w towarzystwie rzecznika ludności tubylczej z waszego obszaru, doświadczonego lidera pastoralnego (duchownego, zakonnego lub świeckiego), eksperta w sprawach klimatu i ekologii i młodego zaangażowanego w służbę rówieśnikom.
Aż dziwne, że nie dodano wprost, aby na imprezę nie zapraszać czasem teologów.
Może, w ramach cięcia kosztów, polscy biskupi powinni na konferencję zaprosić nastoletnie szafarki w strojach krakowskich? Młodzież przecież ma elementy nauk ekologicznych w szkole.
Skojarzenia z ustrojem słusznie minionym cisną się na myśl zbyt natrętnie.
środa, 29 stycznia 2020
wtorek, 14 stycznia 2020
Świątynia dumania
Bracia dominikanie ogłosili światu nowy projekt remontu kościoła pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego w Katowicach. Jak wyjaśniają: Projekt wnętrza, uwzględnia otwarty charakter oraz usytuowanie kościoła
(w centrum miasta) i pomyślany jest, w naturalny sposób, jako przestrzeń
liturgii, ale również miejsce indywidualnej modlitwy, kontemplacji i
spotkania z samym sobą.
Całość, jaka jest, każdy widzi. Puste wnętrze, przywodzące na myśl takie świątynie dumania jak toalety w galeriach handlowych albo wnętrza nowoczesnych krematoriów. O, na przykład takiego:
Całość zionie ohydną pustką, doskonale korespondującą z ideą spotkania z samym sobą.
Sama z siebie, bez Bożego Ducha upodabniającego mnie do Jezusa Chrystusa, jestem pustką, smutną i nieciekawą. Nie ma nad czym dumać.
Szkoda tylko, że dominikanie w projekcie uwzględnili chyba wszystko, łącznie z kontekstem urbanistycznym budynku, a zapomnieli o Bogu. Wydatnym znakiem tego pominięcia jest umieszczenie tabernakulum poza centralną osią kościoła. Niby nic, niby można i tak - dla mnie przesunięcie, tak rzucające się w tej pustce w oczy, jest symtomaptyczne.
Cywilizacja Achaza
W 7 rozdziale Księgi Izajasza znajduje się chyba najbardziej znane proroctwo mesjańskie: Pan sam da wam znak: oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel (Iz 7, 14). Wróciłam do tego tekstu, choć Adwent i Boże Narodzenie już za nami. Przyczynkiem są dwa zdarzenia, które dość mocno wybrzmiały medialnie: przemówienie Michelle Williams na Złotych Globach oraz australijski pomysł na aborcję noworodków.
Zacznijmy od obrazu biblijnego i jego kontekstu. Mamy Achaza, króla judzkiego, którego losy dokładniej relacjonuje 2 Krl 16, jednoznacznie wskazując, że nie czynił on tego, co jest słuszne w oczach Pana. Wśród zarzutów mu stawianych pierwszym jest dzieciobójstwo - Achaz wydał swojego syna na całopalną ofiarę Molochowi. Jednak pogańskie bożyszcze nie okazało się dość przychylne upadłemu królowi - w czasie jego panowania Judę najechał Aram i Izrael. Dopełniając nieprawości Achaz zwrócił się wtedy do Asyryjczyków z prośbą o pomoc, w zamian za skarby zrabowane ze Świątyni Pańskiej. W tym momencie historii miało miejsce spotkanie z prorokiem Izajaszem opisane w 7 rozdziale jego księgi.
Mamy więc spoganiałego króla-dzieciobójcę oraz proroka, który na spotkanie przychodzi... z synkiem, aby prorokować o mającym się narodzić dziecku. Obecność proroka okazała się zupełnie nie w porę dla Achaza. On miał już swój plan obrony, w którym prym wiedli Asyryjczycy, nie Bóg Izraela. Miał też nade wszystko swoją historię, dla której syn Izajasza i wyprorokowany chłopiec byli jak sól w ranie. Dlatego król nie mógł prosić o znak od Boga, ani przyjąć danego przez Niego znaku. To wymagałoby negacji wszystkich wcześniejszych wyborów, a Achaz przeszedł już o krok za daleko. Opór przed zmianą, zwłaszcza, jeśli w obecny stan rzeczy wiele się zainwestowało, to dobrze opisany mechanizm psychologiczny.
Zacznijmy od obrazu biblijnego i jego kontekstu. Mamy Achaza, króla judzkiego, którego losy dokładniej relacjonuje 2 Krl 16, jednoznacznie wskazując, że nie czynił on tego, co jest słuszne w oczach Pana. Wśród zarzutów mu stawianych pierwszym jest dzieciobójstwo - Achaz wydał swojego syna na całopalną ofiarę Molochowi. Jednak pogańskie bożyszcze nie okazało się dość przychylne upadłemu królowi - w czasie jego panowania Judę najechał Aram i Izrael. Dopełniając nieprawości Achaz zwrócił się wtedy do Asyryjczyków z prośbą o pomoc, w zamian za skarby zrabowane ze Świątyni Pańskiej. W tym momencie historii miało miejsce spotkanie z prorokiem Izajaszem opisane w 7 rozdziale jego księgi.
Mamy więc spoganiałego króla-dzieciobójcę oraz proroka, który na spotkanie przychodzi... z synkiem, aby prorokować o mającym się narodzić dziecku. Obecność proroka okazała się zupełnie nie w porę dla Achaza. On miał już swój plan obrony, w którym prym wiedli Asyryjczycy, nie Bóg Izraela. Miał też nade wszystko swoją historię, dla której syn Izajasza i wyprorokowany chłopiec byli jak sól w ranie. Dlatego król nie mógł prosić o znak od Boga, ani przyjąć danego przez Niego znaku. To wymagałoby negacji wszystkich wcześniejszych wyborów, a Achaz przeszedł już o krok za daleko. Opór przed zmianą, zwłaszcza, jeśli w obecny stan rzeczy wiele się zainwestowało, to dobrze opisany mechanizm psychologiczny.
Piszę o tym w kontekście nagrodzonej aktorki i demonicznych pomysłów australijskich "etyków" w przekonaniu, że doskonale uwidacznia się w nich archetyp biblijnego Achaza, obecny coraz mocniej w całej cywilizacji. Dla osiągnięcia sukcesu - różnie rozumianego: od kariery filmowej po zwykłe wygodne życie - wielu jest gotowych poświęcić najwyższe wartości, z życiem nienarodzonych na czele. To truizm, o którym potrzeba jednak wciąż pisać. Obok abortowanych płodów, rzucanych na pożarcia Molochowi jak syn Achaza, zawsze pojawia się alians z demonami, jak z pogańskim królem, a potem oddanie im skarbów tego, co najświętsze. Człowiek, (a co za tym idzie - społeczeństwo), który odrzuca dzieci, nie jest zdolny do przyjęcia znaków Bożej Obecności.
Myślę także o tych dzieciach, którym nie pozwala się być dziećmi. O kilkulatkach, które w imię rozwoju i pięcia się po drabinie społecznej już od przedszkola, mają dni wypełnione zajęciami pozaszkolnymi, tymi wszystkimi lekcjami języka obcego, jazdy konnej, basenami, kółkami szachowymi i prywatnymi zajęciami muzycznymi. Nie neguję wartości takich aktywności, sama miałam ich wiele. Czy jednak maluch, który każde popołudnie ma zapełnione inwestowaniem w przyszłość znajdzie czas na rozwój swojej dziecięcej duchowości, na proste bycie z Bogiem? Czasem wydaje mi się, że między kolejnym kółkiem zainteresowań a lekcją chińskiego niektórzy składają ze swoich dzieci ofiarę Molochowi wyimaginowanego dobrego startu w przyszłość.
czwartek, 26 grudnia 2019
Wesołych świąt i szczęśliwego ukamienowania!
Długo drażniło mnie wspomnienie św. Szczepana tuż po uroczystości Narodzenia Pańskiego. Nie przemawiało do mnie liturgiczne wyjaśnienie związku oby obchodów (nazwane najwyraźniej w responsorium Godziny Czytań: Wczoraj Pan się narodził na ziemi, aby Szczepan mógł się zrodzić w niebie. Na świat przyszedł, aby Szczepan wszedł do nieba). Niby trwa oktawa, a nagle zupełnie zmieniamy temat, przerywamy chronologię wydarzeń i zadumę nad Wcieleniem. Widziałam w tym dysonans.
Linią, która połączyła mi oba dni, są błogosławieństwa w redakcji św. Łukasza. Czytamy: Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. (Łk 6, 22-23).
Cieszcie się i radujcie, chairete kai skirtēsate - dwa czasowniki, pojawiające się kolejno przy Zwiastowaniu i Nawiedzeniu. Jakby odrzucenie z powodu Jezusa niosło ze sobą obietnicę przychodzącego Pana i jego bliskości. On sam jest nagrodą, na którą można czekać z taneczną radością, bo przyjdzie na pewno. Przecież Szczepan przez grad kamieni widział niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga (Dz 7, 56). Nigdy wcześniej, ani głosząc Ewangelię, ani dbając o ubogich, nie miał takiego doświadczenia bliskości, jak w czasie śmiertelnego odrzucenia.
Linią, która połączyła mi oba dni, są błogosławieństwa w redakcji św. Łukasza. Czytamy: Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. (Łk 6, 22-23).
Cieszcie się i radujcie, chairete kai skirtēsate - dwa czasowniki, pojawiające się kolejno przy Zwiastowaniu i Nawiedzeniu. Jakby odrzucenie z powodu Jezusa niosło ze sobą obietnicę przychodzącego Pana i jego bliskości. On sam jest nagrodą, na którą można czekać z taneczną radością, bo przyjdzie na pewno. Przecież Szczepan przez grad kamieni widział niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga (Dz 7, 56). Nigdy wcześniej, ani głosząc Ewangelię, ani dbając o ubogich, nie miał takiego doświadczenia bliskości, jak w czasie śmiertelnego odrzucenia.
Bardzo chcę wierzyć w taką bliską Obecność, która wynagradza każdy kamień wyrzucony w naszym kierunku. Takiej bliskości Boga życzę nam wszystkim!
poniedziałek, 9 grudnia 2019
Na Niepokalane Poczęcie
W czytanym 8 grudnia w Liturgii Godzin fragmencie swojej mowy św. Anzelm stwierdza:
Tak więc Bóg jest Ojcem stworzenia, które uczynił, a Maryja Matką
stworzenia odtworzonego. Bóg jest Ojcem ustanowienia wszystkiego, a
Maryja Matką przywrócenia wszystkiemu pierwotnego ładu. Bóg zrodził
Tego, przez którego wszystko się stało, Maryja zaś wydała na świat Tego,
przez którego wszystko zostało zbawione. Bóg zrodził Tego, bez którego w
ogóle nic by się nie stało, a Maryja wydała na świat Tego, bez którego w
ogóle nic nie byłoby dobre.
Moja pobożność Maryjna, przylgnięcie do Niej, bierze swój początek od tego tekstu, a dzisiejsza uroczystość jest mi szczególnie bliska.
Kiedy próbuję wmyśleć się w znaczenie niepokalanego poczęcia, moja wyobraźnia biegnie jednak nie do Nazaretu, a na Drogę Krzyżową. W tradycyjnym nabożeństwie pasyjnym rozważamy moment spotkania umęczonego Chrystusa z Matką. Pan jeszcze nie doszedł na Golgotę, jeszcze nie oddał życia - a już ogląda Pierwszy Owoc swojej Paschy - najczystszą Maryję. Myślę, że w czasie męki Jezusowi nie zostało oszczędzone żadne cierpienie, także to związane z uderzającą pokusą bezsensu i rozpaczy. Spojrzenie na Niepokalaną, zobaczenie w Niej wszystkich, którzy dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu staną się nieskalani jak Ona, musiało być niesamowicie krzepiące. Fascynuje mnie i koi, wbrew wszelkim pokusom i zniechęceniu, że możliwy jest w nas taki rozkwit świętości.
Maryja staje się Matką stworzenia odtworzonego. Pod jej macierzyńską opieką, mocą zasług Syna,
wszystkie Jej dzieci stają się niepokalane przez przezwyciężenie
grzechu. Pewnie można inaczej, można próbować samemu iść do Boga. Tylko po co, skoro mamy nie tylko najlepszy Wzór, ale Opiekunkę i Matkę pełną Ducha Świętego, kształtującą w nas podobieństwo do Jezusa?
W Jezusie wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i NIESKALANI przed Jego obliczem. (Ef 1, 4a)
sobota, 30 listopada 2019
Taka akcja, że daj piątaka (bluźnierstwo gratis)
Wystraszyli nam się panowie biskupi - zapewne ostatnim wyrokiem wobec Zgromadzenia Chrystusowców, nakładającym na niem odpowiedzialność odszkodowawczą wobec ofiary czynów pedofilskich popełnianych przez jednego z zakonników przy ogólnym przyzwoleniu przełożonych i współbraci. Purpuratami widocznie mocno wstrząsnęła wizja komorników u wrót ich pałaców, więc postanowili działać.
Jak podaje Tygodnik Powszechny episkopat utworzył fundację mającą zbierać fundusze na cel przyszłych odszkodowań. Na złodzieju czapka gore, więc biskupi zgodzili się wespół-zespół na zrzutę po 2000 zł oraz po 150 zł od każdego księdza. Dziwna to odpowiedzialność zbiorowa, ale nie to jest najbardziej oburzające.
Fundacja mająca chronić biskupie i diecezjalne portfele uzyskała patronat... św. Józefa. Tak, dziewiczy Opiekun Najświętszej Dziewicy ma patronować organizacji niwelującej finansowe skutki zbrodni seksualnych upadłych kapłanów. Czy naprawdę nikogo nie oburza takie bluźniercze połączenie???
Jak podaje Tygodnik Powszechny episkopat utworzył fundację mającą zbierać fundusze na cel przyszłych odszkodowań. Na złodzieju czapka gore, więc biskupi zgodzili się wespół-zespół na zrzutę po 2000 zł oraz po 150 zł od każdego księdza. Dziwna to odpowiedzialność zbiorowa, ale nie to jest najbardziej oburzające.
Fundacja mająca chronić biskupie i diecezjalne portfele uzyskała patronat... św. Józefa. Tak, dziewiczy Opiekun Najświętszej Dziewicy ma patronować organizacji niwelującej finansowe skutki zbrodni seksualnych upadłych kapłanów. Czy naprawdę nikogo nie oburza takie bluźniercze połączenie???
Art. 8 Traktatu Synajskiego
Polskie "kato-internety" obiegła w tym tygodniu wiadomość - a właściwie fragment wywiadu-rzeki - o. Augustyn Pelanowski opuścił zakon. Oczywiście towarzyszy jej fala zdumienia, zaprzeczenia, pytań, plotek.
...No właśnie, plotek. Od kilku miesięcy plotkarskie aluzje w temacie serwował nam red. Marcin Jakimowicz z Gościa Niedzielnego. Nie będę linkowała materiału, przekierowywanie do pobożnego pudelka mieści się w sferze ne fas. Jak przystało na dziennikarza wiodącego tygodnika opinii teksty nie zawierały informacji o kim mowa - miały za to clickbaitowe tytuły, jak np. Jest oszustem i psychopatą. Większość domyślała się, że chodzi o o. Pelanowskiego, reagowali nieliczni, którzy byli potem z kpiną opisywani w kolejnych felietonach Jakimowicza. Wreszcie sytuacja się rozwiązała, Ojciec wprost mówi, że wspólnotę zakonną opuścił. Ciekawe, co teraz dziennikarz napisze o swoim dawnym ojcu duchownym. Nic tak nie boli, jak mentor, który śmie mieć inne zdanie niż dawny uczeń, prawda?
Można nie zgadzać się z o. Pelanowskim co do jego oceny poczynań Bergoglia. Można nie lubić jego stylu kaznodziejskiego, tonu głosu czy czegokolwiek innego. Osobiście zgadzam się z tym, co rzeczony głosi, ale rozumiem, że można mieć inne zdanie. Jednak rzetelność dziennikarska wymaga, aby pisać wprost i odnosić się merytorycznie do argumentów. Podobnie, chrześcijańska moralność stroni od obmowy, nawet tej w (nieumiejętnie) zawoalowany sposób.
Nie odnosiłabym się do sprawy o. Pelanowskiego, ale w ciągu kilku ostatnich dni dotarły do mnie niestworzone plotki, osnute wokół wątku rzekomego romansu Ojca z jego penitentką. Znam o. Augustyna osobiście, otrzymałam przez jego posługę ogromne wsparcie i Boże światło. Uważam, że w sytuacji narastających plotek i paszkwili milczenie byłoby haniebnym opuszczeniem Przyjaciela w trudnych chwilach.
Przez kilka lat znajomości, wielu spotkań, także poza konfesjonałem, przez myśl mi nie przeszło, że jakikolwiek gest czy słowo o. Augustyna - czy to w stosunku do mnie, czy innych kobiet - mogły nieść w sobie chociaż cień nieczystości. Zdumiewa mnie, że oponenci o. Pelanowskiego sięgają po tak niskie i banalne środki, aby go zdyskredytować. Z niepokojem czekam na break news, że Ojciec jest pedofilem albo zatruwa studnie i robi macę z kości niemowląt. Na merytoryczną polemikę z jego wystąpieniami przestałam już liczyć.
Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek. (Wj 20, 16)
...No właśnie, plotek. Od kilku miesięcy plotkarskie aluzje w temacie serwował nam red. Marcin Jakimowicz z Gościa Niedzielnego. Nie będę linkowała materiału, przekierowywanie do pobożnego pudelka mieści się w sferze ne fas. Jak przystało na dziennikarza wiodącego tygodnika opinii teksty nie zawierały informacji o kim mowa - miały za to clickbaitowe tytuły, jak np. Jest oszustem i psychopatą. Większość domyślała się, że chodzi o o. Pelanowskiego, reagowali nieliczni, którzy byli potem z kpiną opisywani w kolejnych felietonach Jakimowicza. Wreszcie sytuacja się rozwiązała, Ojciec wprost mówi, że wspólnotę zakonną opuścił. Ciekawe, co teraz dziennikarz napisze o swoim dawnym ojcu duchownym. Nic tak nie boli, jak mentor, który śmie mieć inne zdanie niż dawny uczeń, prawda?
Można nie zgadzać się z o. Pelanowskim co do jego oceny poczynań Bergoglia. Można nie lubić jego stylu kaznodziejskiego, tonu głosu czy czegokolwiek innego. Osobiście zgadzam się z tym, co rzeczony głosi, ale rozumiem, że można mieć inne zdanie. Jednak rzetelność dziennikarska wymaga, aby pisać wprost i odnosić się merytorycznie do argumentów. Podobnie, chrześcijańska moralność stroni od obmowy, nawet tej w (nieumiejętnie) zawoalowany sposób.
Nie odnosiłabym się do sprawy o. Pelanowskiego, ale w ciągu kilku ostatnich dni dotarły do mnie niestworzone plotki, osnute wokół wątku rzekomego romansu Ojca z jego penitentką. Znam o. Augustyna osobiście, otrzymałam przez jego posługę ogromne wsparcie i Boże światło. Uważam, że w sytuacji narastających plotek i paszkwili milczenie byłoby haniebnym opuszczeniem Przyjaciela w trudnych chwilach.
Przez kilka lat znajomości, wielu spotkań, także poza konfesjonałem, przez myśl mi nie przeszło, że jakikolwiek gest czy słowo o. Augustyna - czy to w stosunku do mnie, czy innych kobiet - mogły nieść w sobie chociaż cień nieczystości. Zdumiewa mnie, że oponenci o. Pelanowskiego sięgają po tak niskie i banalne środki, aby go zdyskredytować. Z niepokojem czekam na break news, że Ojciec jest pedofilem albo zatruwa studnie i robi macę z kości niemowląt. Na merytoryczną polemikę z jego wystąpieniami przestałam już liczyć.
Nie będziesz mówił przeciw bliźniemu twemu kłamstwa jako świadek. (Wj 20, 16)
niedziela, 24 listopada 2019
Regnavit a ligno Deus
Liturgia Uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata pokazuje - szczególnie w roku C, który właśnie kończymy - niezwykły związek między królowaniem Syna Bożego a Jego męką na krzyżu.
W Ewangelii czytamy Łukaszowy opis ukrzyżowania, konkretnie fragment mówiący o Dobrym Łotrze. Mnie jednak zatrzymał inny detal tej perykopy. Już na samym początku dzisiejszej lekcji czytamy: Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył (Łk 23, 35).
Stali i gapili się, pasywnie, ozięble, może bezmyślnie, bez reakcji na wrzaski Starszych. Wstrząsa przepaść między tym, co dostrzegał tłum, a co się działo. Widzieli nagiego, ukrzyżowanego Skazańca. A On w tym upodleniu oddawał się Ojcu, pozostał w swojej odwiecznej postawie, tak znieważonej na krzyżu. Lud to widział, fizycznie patrzył na odsłonięte,wręcz obnażone w nagim Jezusie, życie i miłość Trójcy, Syna przyjmowanego przez Ojca w Duchu Świętym... i pozostawało to zasłonięte.
Powtarzamy to w każdej Mszy. Jezus oddaje się za nas Ojcu, widzimy to pod zasłoną, ten konkretny moment, Bóg odsłania się nam w pełni! Nawet jeśli zmysłowo tego nie rejestrujemy, samo patrzenie w głębię Trójcy musi uszczęśliwić i dać życie. Nic więcej, bez kombinowania, w prostych słowach i gestach konsekracji mogę patrzeć na Boże życie.
Królowanie Jezusa objawia się we władzy porwania nas w samo centrum życia Trójcy. Objawił nam to na krzyżu, kiedy w sytuacji największego upodlenia ukazał nam to Życie, więcej! razem z Łotrem wciągnął nas do niego, w królewskim akcie przebaczenia. Dzisiejsza prefacja wyśpiewuje właśnie tę prawdę:
Ty namaściłeś olejem wesela Jednorodzonego Syna Twojego, * naszego Pana Jezusa Chrystusa, * na wiekuistego Kapłana i Króla Wszechświata, * aby dopełnił tajemnicy odkupienia rodzaju ludzkiego * ofiarując siebie samego na ołtarzu krzyża, * jako niepokalaną ofiarę pojednania: * i aby poddawszy swej władzy wszystkie stworzenia, * przekazał nieskończonemu majestatowi Twojemu * wieczne i powszechne Królestwo: * królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, * królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.
W Ewangelii czytamy Łukaszowy opis ukrzyżowania, konkretnie fragment mówiący o Dobrym Łotrze. Mnie jednak zatrzymał inny detal tej perykopy. Już na samym początku dzisiejszej lekcji czytamy: Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył (Łk 23, 35).
Stali i gapili się, pasywnie, ozięble, może bezmyślnie, bez reakcji na wrzaski Starszych. Wstrząsa przepaść między tym, co dostrzegał tłum, a co się działo. Widzieli nagiego, ukrzyżowanego Skazańca. A On w tym upodleniu oddawał się Ojcu, pozostał w swojej odwiecznej postawie, tak znieważonej na krzyżu. Lud to widział, fizycznie patrzył na odsłonięte,wręcz obnażone w nagim Jezusie, życie i miłość Trójcy, Syna przyjmowanego przez Ojca w Duchu Świętym... i pozostawało to zasłonięte.
Powtarzamy to w każdej Mszy. Jezus oddaje się za nas Ojcu, widzimy to pod zasłoną, ten konkretny moment, Bóg odsłania się nam w pełni! Nawet jeśli zmysłowo tego nie rejestrujemy, samo patrzenie w głębię Trójcy musi uszczęśliwić i dać życie. Nic więcej, bez kombinowania, w prostych słowach i gestach konsekracji mogę patrzeć na Boże życie.
Królowanie Jezusa objawia się we władzy porwania nas w samo centrum życia Trójcy. Objawił nam to na krzyżu, kiedy w sytuacji największego upodlenia ukazał nam to Życie, więcej! razem z Łotrem wciągnął nas do niego, w królewskim akcie przebaczenia. Dzisiejsza prefacja wyśpiewuje właśnie tę prawdę:
Ty namaściłeś olejem wesela Jednorodzonego Syna Twojego, * naszego Pana Jezusa Chrystusa, * na wiekuistego Kapłana i Króla Wszechświata, * aby dopełnił tajemnicy odkupienia rodzaju ludzkiego * ofiarując siebie samego na ołtarzu krzyża, * jako niepokalaną ofiarę pojednania: * i aby poddawszy swej władzy wszystkie stworzenia, * przekazał nieskończonemu majestatowi Twojemu * wieczne i powszechne Królestwo: * królestwo prawdy i życia, królestwo świętości i łaski, * królestwo sprawiedliwości, miłości i pokoju.
piątek, 22 listopada 2019
Oczyszcza, remontuje, urządza
Juda i jego bracia powiedzieli: "Oto nasi wrogowie zostali starci w proch. Chodźmy oczyścić świątynię i na nowo poświęcić". (...) Fasadę świątyni ozdobili wieńcami i małymi tarczami, odbudowali bramy i pomieszczenia dla kapłanów i pozakładali do nich drzwi. (1 Mch 4, 36. 57)
Pulsuje we mnie szczegół z dzisiejszej liturgii Słowa - drzwi do pomieszczeń kapłańskich przy świątyni. Drobny detal, na który hagiograf zwrócił uwagę - czyli jednak ważny, choć można przemknąć po nim wzrokiem jak po zbędnym truizmie.
Pomieszczenia kapłańskie miały być zamykane, bo przecież nie montuje się drzwi, żeby pozostawały otwarte. Kapłani mieli mieć przestrzeń intymności, zamkniętą i oddzieloną od ludu. Jak bardzo stoi to w kontrze do słyszanego dzisiaj - od Domu św. Marty po internetowych fanów "Kościoła otwartego" - postulatu o otwieraniu drzwi plebanii i klasztorów (nawet klauzurowych). Jako wzór przedstawia się księży zeświecczonych, stroniących od stroju duchownego, tak otwartych w myśleniu, że z grymasem reagujących na wspomnienie tradycyjnej ascezy i moralności. Jakimś symbolem tego zjawiska są księża-jutuberzy, z wdziękiem modowych influencerek prezentujący vlogi z prania habitu, picia kawy w Starbucksie i gotowania obiadu. W ślad za tym idzie ekshibicjonizm emocjonalny, a nierzadko także duchowy.
Zamknięte drzwi, te fizyczne, chroniące miejsce spotkania z Bogiem, i te duchowe, stały się znakiem klerykalizmu, reakcjonizmu i pelagianizmu w bergogliańskim rozumieniu. A Słowo Boże mówi: załóż drzwi. Tak, tęsknię za księżmi, którzy mają drzwi w swoich mieszkaniach, którzy mają przestrzeń i czas do bycia sam na sam z Bogiem.
Drzwi są też ważne w świeckim życiu. To, co jest dla mnie realizacją chrzcielnej godności kapłaństwa powszechnego, co stanowi codzienną ofiarę składaną Bogu, ma pozostać za zamkniętymi drzwiami. Oby Bóg chronił mnie przed duchowością na pokaz.
Pulsuje we mnie szczegół z dzisiejszej liturgii Słowa - drzwi do pomieszczeń kapłańskich przy świątyni. Drobny detal, na który hagiograf zwrócił uwagę - czyli jednak ważny, choć można przemknąć po nim wzrokiem jak po zbędnym truizmie.
Pomieszczenia kapłańskie miały być zamykane, bo przecież nie montuje się drzwi, żeby pozostawały otwarte. Kapłani mieli mieć przestrzeń intymności, zamkniętą i oddzieloną od ludu. Jak bardzo stoi to w kontrze do słyszanego dzisiaj - od Domu św. Marty po internetowych fanów "Kościoła otwartego" - postulatu o otwieraniu drzwi plebanii i klasztorów (nawet klauzurowych). Jako wzór przedstawia się księży zeświecczonych, stroniących od stroju duchownego, tak otwartych w myśleniu, że z grymasem reagujących na wspomnienie tradycyjnej ascezy i moralności. Jakimś symbolem tego zjawiska są księża-jutuberzy, z wdziękiem modowych influencerek prezentujący vlogi z prania habitu, picia kawy w Starbucksie i gotowania obiadu. W ślad za tym idzie ekshibicjonizm emocjonalny, a nierzadko także duchowy.
Zamknięte drzwi, te fizyczne, chroniące miejsce spotkania z Bogiem, i te duchowe, stały się znakiem klerykalizmu, reakcjonizmu i pelagianizmu w bergogliańskim rozumieniu. A Słowo Boże mówi: załóż drzwi. Tak, tęsknię za księżmi, którzy mają drzwi w swoich mieszkaniach, którzy mają przestrzeń i czas do bycia sam na sam z Bogiem.
Drzwi są też ważne w świeckim życiu. To, co jest dla mnie realizacją chrzcielnej godności kapłaństwa powszechnego, co stanowi codzienną ofiarę składaną Bogu, ma pozostać za zamkniętymi drzwiami. Oby Bóg chronił mnie przed duchowością na pokaz.
sobota, 16 listopada 2019
Horror vacui
Truizmem jest powiedzenie, że natura nie znosi próżni. Zasada potwierdza się w skali makro, kiedy widzimy opuszczone przestrzenie miejskie opanowywane stopniowo przez zarośla, jak chociażby w Prypetii. Działa w skali mikro, kiedy organizm dziecka zbytnio chronionego przed brudem i drobnoustrojami wpada w szaleństwo alergii (Świadomie upraszczam! Lekarzy i biologów proszę o zachowanie oddechu, ewentualnie sięgnięcie po melisę).
Próżni nie lubi także życie duchowe i moralne. Chesterton pisał: Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko".
Sumienie też nie znosi pustki. Kiedy Amoris Laetitia i wpisany do Acta Apostolicae Sedis list biskupów argentyńskich, ze sławetną odpowiedzią Bergoglia No hay interpretacion, zniosły faktycznie nauczanie w sprawie VI przykazania Dekalogu, trzeba czymś zapełnić lukę. Sumienia pozbawione kompasu Słowa Bożego i kontaktu z Duchem Świętym wariują, może nawet gryzą w najmniej spodziewanych momentach.
Nie ma jednak takiego problemu (stworzonego przez samego siebie), z którym Bergoglio bohatersko by sobie nie poradził. Otóż, mamy! Nowy grzech ekologiczny!
Pozostaje jedynie pytanie, czy oprócz zbrodni palenia węglem i jeżdżenia samochodem z silnikiem diesla, podpadać będzie pod niego masowa produkcja poliestrowych ornatów, jakże skromnych, na papieskie ceremonie.
Kiedy człowiek przestaje słuchać przykazań Boga, wszystko może stać się grzechem.
Próżni nie lubi także życie duchowe i moralne. Chesterton pisał: Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko".
Sumienie też nie znosi pustki. Kiedy Amoris Laetitia i wpisany do Acta Apostolicae Sedis list biskupów argentyńskich, ze sławetną odpowiedzią Bergoglia No hay interpretacion, zniosły faktycznie nauczanie w sprawie VI przykazania Dekalogu, trzeba czymś zapełnić lukę. Sumienia pozbawione kompasu Słowa Bożego i kontaktu z Duchem Świętym wariują, może nawet gryzą w najmniej spodziewanych momentach.
Nie ma jednak takiego problemu (stworzonego przez samego siebie), z którym Bergoglio bohatersko by sobie nie poradził. Otóż, mamy! Nowy grzech ekologiczny!
Pozostaje jedynie pytanie, czy oprócz zbrodni palenia węglem i jeżdżenia samochodem z silnikiem diesla, podpadać będzie pod niego masowa produkcja poliestrowych ornatów, jakże skromnych, na papieskie ceremonie.
Kiedy człowiek przestaje słuchać przykazań Boga, wszystko może stać się grzechem.
czwartek, 14 listopada 2019
Potęga smaku
Teologia zawsze jawiła mi się jako nauka piękna. Z jednej strony spójna, wycyzelowana w swojej logice i spójności opisu rzeczywistości przyrodzonej i nadprzyrodzonej. Z drugiej: otwarta na to, co przekracza nasze możliwości percepcji i nazwania, na Nieskończenie Innego, a przez to fascynującego Boga. Czasami bezradnie rozkładająca ręce wobec bożych paradoksów z wołaniem Praestet fides supplementum sensuum defectui. Oparta jednak na solidnym fundamencie prawdy, tego co Bóg zechciał nam objawić o Sobie.
Prasa nominalnie katolicka stanęła ostatnio wobec karkołomnego zadania udowodnienia, że w pięknym, spójnym systemie teologicznym jest miejsce dla wierzeń amazońskich. Dwa tygodnie zajęło redakcji Gościa niedzielnego rozwiązanie zadania na miarę kwadratury koła. Wreszcie czytelnik może dowiedzieć się, od "autorytetu" duchownego, że pogańskie ceremonie w Watykanie to jedynie seria niefortunnych zdarzeń, a pachamama wcale nie jest boginką, a poza tym nie amazońską tylko andyjską. Jak w "Misiu" Barei - Nie jest prawdą, że dach przeciekał, szczególnie że prawie nie padało.
Trudno przebrnąć przez ten wywiad bez zażenowania. Za każdym kolejnym zdaniem pamięć wyświetlała mi wersy z Herbertowskiej Potęgi smaku. Czytałam, myśląc: łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy/ dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu. Obrona sprawy beznadziejnej wymaga sięgania po takie właśnie środki: zmianę znaczenia zastanych pojęć, manipulację czytelnikiem, powołanie się na autorytet (św. Jan Paweł II osiąga moc średniej turbiny przewracając się w grobie na sugestię, że pragnął włączenia pogańskich bałwochwalczych rytuałów do praktyki Kościoła).
Prasa nominalnie katolicka stanęła ostatnio wobec karkołomnego zadania udowodnienia, że w pięknym, spójnym systemie teologicznym jest miejsce dla wierzeń amazońskich. Dwa tygodnie zajęło redakcji Gościa niedzielnego rozwiązanie zadania na miarę kwadratury koła. Wreszcie czytelnik może dowiedzieć się, od "autorytetu" duchownego, że pogańskie ceremonie w Watykanie to jedynie seria niefortunnych zdarzeń, a pachamama wcale nie jest boginką, a poza tym nie amazońską tylko andyjską. Jak w "Misiu" Barei - Nie jest prawdą, że dach przeciekał, szczególnie że prawie nie padało.
Trudno przebrnąć przez ten wywiad bez zażenowania. Za każdym kolejnym zdaniem pamięć wyświetlała mi wersy z Herbertowskiej Potęgi smaku. Czytałam, myśląc: łańcuchy tautologii parę pojęć jak cepy/ dialektyka oprawców żadnej dystynkcji w rozumowaniu. Obrona sprawy beznadziejnej wymaga sięgania po takie właśnie środki: zmianę znaczenia zastanych pojęć, manipulację czytelnikiem, powołanie się na autorytet (św. Jan Paweł II osiąga moc średniej turbiny przewracając się w grobie na sugestię, że pragnął włączenia pogańskich bałwochwalczych rytuałów do praktyki Kościoła).
To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia
nasza odmowa niezgoda i upór
mieliśmy odrobinę koniecznej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
w którym są włókna duszy i chrząstki sumienia
Prawdziwie, wobec takich prób obrony działań Bergoglio opór staje się kwestią smaku. Zdaję sobie sprawę, że sprzeciw może kosztować bardzo wiele, szczególnie osoby związane w sposób instytucjonalny ze strukturami kościelnymi. Jednak alternatywą jest trwanie w zakłamaniu, konieczność przyjmowania tłumaczeń, które demolują cały system teologiczny oparty na Objawieniu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

