środa, 26 lutego 2020

Plony na ofiarę

Kiedy byłam dzieckiem, zawsze miałam problem, kiedy nadchodziły urodziny lub imieniny któregoś z rodziców. Moje zdolności plastyczne wydawały mi się bardzo mizerne, więc tworzenie laurek prędko mnie zniechęcało, a dziecięce oszczędności nie pozwalały na rozmach w temacie prezentów. Pamiętam, że miałam w zwyczaju sępienie drobniaków od drugiego rodzica, na prezent dla tego akurat świętującego. 

Na rozpoczęcie Wielkiego Postu czytamy fragment Księgi Joela. Mamy prawdopodobnie ok. 400 rok przed Chrystusem, jest już po niewoli babilońskiej, świątynia została już odnowiona. Jednak odmówiono domowi Boga waszego ofiary pokarmowej i płynnej (Jl 1, 13b). Kiedy los zaczął układać się pomyślnie, natychmiast zapomniano o Bogu. Jego odpowiedź może wydawać się brutalna - plaga szarańczy, susza, pożary. Plony ziemi, cały ludzki dobrobyt, są bezużyteczne, jeśli nie służą budowaniu bliskości ze Stwórcą. Dlatego dla otrzeźwienia Bóg zabiera je Izraelowi. W takim kontekście pada odczytywane dzisiaj proroctwo:
Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament». Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą. Kto wie? Może znów się zlituje i pozostawi po sobie błogosławieństwo plonów na ofiarę pokarmową i płynną dla Pana, Boga waszego.

Porusza mnie stwierdzenie o błogosławieństwie plonów na ofiarę. Do tego ma prowadzić nawrócenie, do zrozumienia, że wszelkie błogosławieństwo, także w wymiarze życiowego powodzenia, ma prowadzić do ofiary dla Boga, czyli do zacieśniania z Nim zażyłości. Inaczej nadaje się tylko do zeżarcia przez szarańczę. Zresztą, szarańcza to nie tylko symbol zniszczenia materialnego. W Apokalipsie ma ona moc kąsania ludzi, tak że będą chcieli umrzeć, ale śmierć od nich ucieknie (Ap 9). Widzę w tym bardzo współczesny obraz, społeczeństwa oderwanego od Boga, kąsanego przez poczucie bezsensu i pustki, zagryzanego przez depresje i uzależnienia. 

Wymowne u Joela jest to, że plony na ofiarę mają pochodzić z błogosławieństwa. Dlatego na początku odwołałam się do mojego dziecięcego doświadczenia proszenia rodziców o pieniądze. Wobec Boga jestem jak dzieciak, który nie ma środków do zrobienia Mu prezentu. To, co Mu oddaję, jest tym, co wcześniej otrzymałam. Nie ma w tym miejsca na żadne paraolimpiady ascetyczne, zdrapki wielkopostne czy Drogi Krzyżowe w formie triatlonu. We wszystkim jestem zależna - ale wciąż obdarowana. Wreszcie - Tym, którego oddaję Ojcu w ofierze w Kościele, jest Jego największy Dar - Syn, Jezus Chrystus. Bez przyjęcia tego Daru i tej Ofiary wszystko, co miało mnie żywić i budować, staje się pożywką dla apokaliptycznej szarańczy bezsensu. Bez odwołania do nich, każda praktyka pokutna staje się popisem pychy i złudnej wiary w swoje umiejętności.

niedziela, 23 lutego 2020

Austin, celnicy i cel

Czy Jezus był filozofem języka? To pytanie nie jest tak nieadekwatne, jak mogłoby się wydawać. W dzisiejszej ewangelii znajdujemy stwierdzenie: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie (Mt 5, 48, Biblia Tysiąclecia).

W większości tłumaczeń (od Vulgaty, przez Biblię ks. Wujka, po współczesne polskie przekłady) widzimy rozkaz, polecenie: bądźcie doskonali. W tekście oryginalnym zapisano jednak essethe (vi Fut), w trybie oznajmującym, czyli będziecie. Nb., tryb rozkazujący pojawia się w tym passusie wcześniej: miłujcie waszych nieprzyjaciół, módlcie się za tych, którzy was prześladują. W konkluzji pojawia się jednak stwierdzenie, którego unikają translatorzy: będziecie doskonali!

Dwudziestowieczny filozof języka John L. Austin w swoich badaniach wyróżnił typ wypowiedzi, który nazwał performatywami. To takie stwierdzenia, które bezpośrednio, przez samo ich wypowiedzenie, sprawiają określony skutek w rzeczywistości. Przykład? Sakramentalne "Biorę sobie ciebie, N., za żonę", sądowe "rejestruje spółkę X", które tworzy jej byt prawny.

Co miał na myśli Jezus - Wcielony Logos Ojca - kiedy mówił będziecie doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec w niebie? Nieświadomie zmienił tryb wypowiedzi z rozkazującego na oznajmujący? A może miał na myśli właśnie funkcję performatywną - stwarza nas na nowo swoim Słowem, kształtuje tę doskonałość w słuchaczach? Wypowiada Słowo, które umożliwia to, o czym nawet pomyśleć człowiekowi się nie godzi.

Jeszcze jeden szczegół, gra słów, która zachwyciła mnie, kiedy sięgnęłam po grecki tekst. W dzisiejszej perykopie mamy celników (gr. telonai), którzy miłują tylko przyjaciół i mamy ludzi doskonałych jak Ojciec (gr. teleioi). Oba słowa pochodzą ze wspólnego rdzenia telos - cel, koniec... i cło. Można więc albo widzieć cel w Ojcu i dążąc do Niego otrzymać doskonałość, albo widzieć cel w cle i zatrzymać się w rozwoju człowieczeństwa.

poniedziałek, 10 lutego 2020

Zgrzeszyliśmy

Przy okazji powrotu do sprawy Pawła Kani oraz w nawiązaniu do zapowiedzianej publikacji Wyborczej odnośnie bp Jana Szkodonia, przypomnę tekst napisany w ubiegłym roku jako komentarz do sytuacji po filmie Sekielskich.
Rozgorączkowanych zapewniam, że mój wpis nie ma na celu przypisania księdzu biskupowi winy za czyny, o które jest oskarżany - tym zajmą się odpowiednie organy kościelne i państwowe. Wpis jest o czymś zupełnie innym.

***
Komentarzy na temat filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu” padło w ostatnim czasie mnóstwo. Szczególnie interesują mnie te z wnętrza Kościoła, wcale nie tak jednogłośne, jak można by się tego spodziewać. Pominę przestawianie stanowisk poszczególnych osób – są one łatwo dostępne i znane każdemu, kto śledzi debatę publiczną.
Generalnie ujawniły się dwie postawy. Wdzięczność za odkrycie trudnej i bolesnej prawdy, połączona z obietnicami wprowadzenia skuteczniejszej ochrony najmłodszych – i z drugiej strony: zaprzeczanie faktom i próba zrzucenia winy. W całej dyskusji brakuje mi jednak innej perspektywy, fundamentalnie ważnej dla członka Kościoła: jaką postawę powinniśmy przyjąć wobec tego przed Bogiem.
Nie chcę w najmniejszym stopniu negować ogromu cierpienia ofiar zbrodni pedofilskich, odpowiedzialności ich sprawców ani winy tych, którzy te przestępstwa ukrywali. Bezdyskusyjnie powinni ponieść oni stosowne kary przewidziane prawem państwowym i kanonicznym. Jednak Kościół nie ogranicza się do zewnętrznej, urzędowej struktury. Z woli Boga stanowimy wspólnotę, żywy organizm, zjednoczony w Chrystusie-Głowie. To w naszej wspólnocie doszło do haniebnych czynów, wołających o pomstę do nieba, to nasi biskupi nie potrafili odpowiedzialnie rozprawić się z szerzącym się złem.
Nie godzi się wobec tego udawać, że zła nie było. Budzą we mnie bunt i niezgodę próby przerzucenia winy na obce Kościołowi siły. Nie przekonuje mnie, że za zbrodnie pedofilskie odpowiadają księża współpracownicy SB – a więc, jak chcieliby tego niektórzy, element obcy Kościołowi, za który wspólnota nie bierze odpowiedzialności. Owszem, takie przypadki miały miejsce, także wśród kazusów zaprezentowanych w filmie braci Sekielskich. Jednak ci kapłani pełnili posługę legalnie, posiadając misje kanoniczne swoich biskupów. Ich upadek nie miał miejsca w obcej grupie, gdzieś poza granicami Kościoła. Zło przez nich wyrządzone dotyka nie tylko bezpośrednich ofiar, ale także wspólnoty oraz – o czym nie wolno zapominać – stanowi zniewagę Boga, który powierzył im Jego posługę w Kościele. To rana, której skutki odczuwamy wszyscy i wszyscy, jako jedno Ciało, jesteśmy za nią odpowiedzialni.
Po obejrzeniu „Tylko nie mów nikomu” pulsują we mnie dwa fragmenty Pisma Świętego. Pierwszy to modlitwa proroka (Dn 9). Prorok wołał w obliczu niewoli narodu: Zgrzeszyliśmy, zbłądziliśmy, popełniliśmy nieprawość i zbuntowaliśmy się, odstąpiliśmy od Twoich przykazań. Nie byliśmy posłuszni Twoim sługom, prorokom, którzy przemawiali w Twoim imieniu do naszych królów, do naszych przywódców, do naszych przodków i całej ludności kraju. U Ciebie, Panie, sprawiedliwość, a u nas wstyd na twarzach (…). Cały Izrael przekroczył Twoje Prawo i pobłądził, nie słuchając Twojego głosu. Spadło na nas przekleństwo poparte przysięgą, które zostało zapisane w Prawie Mojżesza, Sługi Bożego; zgrzeszyliśmy bowiem przeciw niemu. W całym modlitewnym wywodzie Daniel nie różnicuje odpowiedzialności poszczególnych osób; nie stwierdza także, że sam pozostał wierny Bogu i sprawiedliwy (choć w istocie tak było). Wskazuje on wyraźnie, że konsekwencje odstępstwa ponosi cały naród, więc cały naród winien okazać skruchę wobec odrzuconego Boga.
Podobną myśl znajdziemy w Dziejach Apostolskich. Piotr zaraz po Zesłaniu Ducha Świętego wołał: Mężowie izraelscy, słuchajcie tego, co mówię: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami, jakich Bóg przez Niego dokonał wśród was, o czym sami wiecie, tego Męża, który z woli, postanowienia i przewidzenia Bożego został wydany, przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście (Dz 2, 22-23). Apostoł nie zwracał się do bezpośrednich prowodyrów wyroku na Jezusie, lecz mówił do wszystkich zgromadzonych na święto Pięćdziesiątnicy. Więcej, autor zauważa, że zebrani byli żydzi spoza Jerozolimy, z których co najmniej część nie była obecna w mieście w czasie sądu nad Chrystusem. Jednak także tu nie znajdziemy zróżnicowania odpowiedzialności. Każdy ze słuchaczy tak samo winien jest odrzucenia i ukrzyżowania Pana, w świetle tego, że działali jako wspólnota, jako jeden lud.
Trzeba pamiętać o tej wspólnotowej odpowiedzialności, istniejącej obok odpowiedzialności moralnej każdego za jego własne czyny. Skutki grzechu jednostek w całym społeczeństwie widzimy dziś nader wyraźnie. Grzech pedofilii wywołał potężne zgorszenie i pociągnął za sobą falę wrogości wobec Kościoła. Możemy w łatwy sposób uśpić sumienia, pokrzykując, że to jego wrogowie i osobiści nieprzyjaciele Boga upubliczniają zbrodnie pojedynczych księży. Uważam jednak, że należy z całą odpowiedzialności i przejrzystością przyznać się do grzechu, zadbać o możliwie najszersze zadośćuczynienie ofiarom, a także przebłaganie Boga. Postawa oblężonej twierdzy nie prowadzi do uzdrowienia, a jedynie pogłębia zgorszenie i podział.
Niezależnie od osobistej świętości i sprawiedliwości poszczególnych biskupów, księży i wiernych świeckich, zgrzeszyliśmy ciężko jako wspólnota, jako jedno Ciało w Chrystusie. Zbrodni nie popełniał ktoś obcy, popełniali je moi bracia kapłani, którzy równocześnie sprawowali sakramenty i głosili Słowo Boże. Nie da się przejść wobec tego faktu obojętnie! Nie można zbagatelizować rany, jaką ich działanie zadało Bogu samemu i Kościołowi! W tym kontekście ponosimy słuszne konsekwencje w postaci zalewu krytyki.
Sądzę, że wobec zła, które zostało ujawnione, oprócz oczywistych działań prawnych i organizacyjnych, mających na celu prewencję oraz ukaranie sprawców, konieczne jest podjęcie działań na poziomie duchowym. Cała sytuacja woła o pokutę i szczerą skruchę nas wszystkich, którzy pozostajemy we wspólnocie Kościoła.
W opublikowanym niedawno liście o przyczynach kryzysu Kościoła papież Benedykt XVI napisał: Tak, musimy natarczywie błagać Pana o przebaczenie i przede wszystkim musimy święcie wierzyć w Niego i prosić Go o nauczanie nas całkowicie na nowo zrozumienia wielkości Jego cierpień, Jego ofiary. I musimy zrobić wszystko, co można, by chronić dar Eucharystii Świętej przed nadużyciami. Wydaje mi się, że ta myśl została zmarginalizowana na korzyść rozważań o rewolucji seksualnej ’68. Papież jednak poszedł głębiej i jako centrum problemów wskazuje porzucenie Boga. My, chrześcijanie i księża, także wolimy nie rozmawiać o Bogu, ponieważ taka mowa nie wydaje się praktyczna - pisze Ratzinger.
Uważam, że pośród działań prewencyjnych i karnych, konieczne jest podjęcie wspólnotowej pokuty za grzech pedofilii. Przez lata w naszym Kościele lokalnym dochodziło do ogromu krzywdy najmłodszych oraz do haniebnego znieważania Chrystusa w sakramentach. Patrzę z wdzięcznością na inicjatywę wielkopostnej przebłagalnej Drogi Krzyżowej, jaką mogliśmy przeżyć w tym roku. Czy jednak, mając na uwadze skalę i długotrwałość zła, jeden, odgórnie zaplanowany akt możemy uznać za wystarczający? Czy wspólnota, która dzisiaj z takim zapałem szuka sposobów zaprzeczenia odpowiedzialności za grzech, faktycznie przeżyła głęboką skruchę i nawrócenie?
Nie nastąpi żadna zmiana, jeśli jako Kościół nie wrócimy do Boga i do głębokiej czci wobec Niego. Nawet najdoskonalsze wskazania do pracy z dziećmi i młodzieżą, drobiazgowo w swej kazuistyce określające, na jaką odległość kapłan może podejść do ministranta, nie zapewnią ochrony najmłodszym. Zdumienia mnie ta specyficzna nomolatria, rodem z pozytywistycznych ustawodawstw. To nie prawo i szczegółowe okólniki mogą nas zbawić. Naszym ratunkiem jest powrót do Boga – tego Boga, którego wciąż pomijamy w diagnozie i próbach wyjścia z problemu pedofilii.
(20 maja 2019)

piątek, 7 lutego 2020

Tanie Kanie, niesłychanie


Zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie odpowiedzialności diecezji wrocławskiej i bydgoskiej za działania byłego księdza Pawła Kani. Diecezje mają zapłacić ofierze księdza efebofila solidarnie 300 tys. złotych. Oczywiście pieniądze pójdą z kasy diecezji, a więc ze środków pozyskiwanych od wiernych.

A gdyby tak, w idealnym świecie, diecezje wystąpiła z roszczeniem regresowym wobec biskupów Gołębiewskiego, Tyrawy i Janiaka, którzy piastując kościelne urzędy nie dopełnili swoich obowiązków, lecz w sposób zgoła mafijny kryli przestępcę?

Wyjaśnienie dla ludności nieprawniczej. 

Jeśli spowodujesz wypadek samochodowy, prowadząc bez ważnego przeglądu, twój ubezpieczyciel w ramach OC wypłaci świadczenie poszkodowanemu. Ale zaraz potem przyjdzie do ciebie po zwrot pieniędzy. To jest regres.
Jeśli biskupi, sprawując swoje urzędy, mieli pełnić je zgodnie z prawem kościelnym i cywilnym, a nie wywiązali się z zadania -  za ich działanie (lub zaniechanie) odpowiedzialność ponosi diecezja - tak mówi dzisiejszy wyrok. Regres oznacza, że diecezja miałaby roszczenie o zwrot tych zapłaconych ofierze środków personalnie, wobec biskupów.
W innej, równoległej galaktyce...


niedziela, 2 lutego 2020

Zapachniało Paschą


W polskiej obrzędowości święto Ofiarowania Pańskiego jednoznacznie kojarzymy z Bożym Narodzeniem. Ciągle jeszcze śpiewamy kolędy - choć już zupełnie nie korespondują z liturgią, w wielu kościołach stoją jeszcze szopki. Mi dzisiaj liturgia zapachniała Wielkanocą, pełnym bukietem woni i skojarzeń.

Najpierw samo Ofiarowanie. Maryja i Józef przynieśli Dzieciątko do Świątyni, Łukasz odnotował: według Prawa Mojżeszowego. W Księdze Liczb czytamy: Do Mnie należy wszystko, co jest pierworodne. W dniu, w którym zabijałem wszystko, co było pierworodne w ziemi egipskiej, poświęciłem dla siebie wszystko pierworodne w Izraelu, począwszy od człowieka aż do bydlęcia. Do Mnie należą; Ja jestem Pan. (Lb 3 13). To pierwszy trop paschalny - obrzęd, który wspominamy, wyrasta z Paschy Izraela. Chrystus staje pośród pierworodnych, wybawionych od śmierci i oddanych Bogu.

Zapach drugi - Baranek. Maryja i Józef mieli złożyć ofiarę ubogich, parę synogarlic albo dwa młode gołębie. Jednak Księga Kapłańska wskazywała, że zwyczajną ofiarą w tej sytuacji był baranek, roczne jagnię (takie, jak zabijane w czasie Paschy). Co więc zostało złożone? Ewangelista jest dość lakoniczny, pisze tylko, że mieli złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie. Tłumacząc dosłownie: przyszli aby przedstawić Je Panu (...) i aby złożyć w ofierze (...). Brakuje dopowiedzenia, czy i jaka ofiara została złożona. Można przypuszczać, że Józef, jako pobożny i sprawiedliwy Żyd, dopełnił wymogów Prawa. Jednak Słowo  pomija tę informację, jakby w milczeniu wskazując na Innego Baranka, który już jako Niemowlę wchodzi w Ofiarę.

Zapach trzeci, liturgiczny. W modlitwie nad darami eucharystycznymi Kościół woła dzisiaj: Wszechmogący Boże, przyjmij z upodobaniem dary radującego się Kościoła, który zgodnie z Twoją wolą składa Tobie, jako niepokalanego Baranka za życie świata, Twojego Jednorodzonego Syna.
Porusza mnie ta oracja. Jak bardzo jesteśmy ubodzy i bezradni przed Bogiem, nie stać nas nawet na ofiarę najuboższych. Nie mamy niczego, co moglibyśmy oddać Ojcu. Nawet samych siebie nie posiadamy, nie mamy nad sobą kontroli (co raz po raz udowadniamy grzesząc). Jedyne, co możemy oddać Ojcu, to Syn, który sam Siebie ofiarował. Jednocześnie mam tę wstrząsającą świadomość, że nie przynoszę Jezusa jak Maryja do Świątyni, że Ofiara, w której uczestniczę jest owocem Krzyża, wobec którego nie pozostaję niewinna. Składam więc z Kościołem niepokalanego Baranka, ukrywam się w Jego Ofierze i wierzę, że porwana przez Niego wreszcie zdołam także siebie oddać Ojcu. 

Łukasz pisze, że Maryja i Józef mieli przedstawić - gr. parastēsai - Dziecię Panu. Dosłownie mieli Je postawić przy Panu. Poszłam tropem tego słowa, pojawia się ono w identycznej formie jeszcze w paru miejscach Nowego Testamentu. W 2 Kor 11, 2 Poślubiłem was przecież jednemu mężowi, by was przedstawić Chrystusowi jako czystą dziewicę. Potem w Kol 1, 22 Bóg pojednał was w doczesnym Jego ciele przez śmierć, by stawić was jako świętych i nieskalanych i bez zarzutu. Jezus staje przy Ojcu, wtedy w czasie Ofiarowania w Świątyni, i dzisiaj w trakcie Liturgii Eucharystycznej, On jedyny prawdziwie dziewiczy, święty, nieskalany i bez zarzutu, abyśmy mogli w Nim tacy się stać.  To także woń paschalna, niosąca obietnicę przejścia i przemiany do najgłębszego oddania Ojcu.

Pośród tych zapachów dyskretnie pojawia się Maryja, Owieczka zanosząca Baranka do Świątyni, pokornie zgadzająca się na Jego Ofiarę. Kiedy myślę o Niej w tej tajemnicy, przypomina mi się spostrzeżenie o. Augustyna Pelanowskiego - kiedy Maryja przyniosła Jezusa do Świątyni, nauczyła się ofiarować Bogu wszystkich, którzy Jej się oddają. Umie to robić najlepiej, przecież sama jest Niepokalana.



środa, 29 stycznia 2020

Please keep this letter confidential

Lifesitenews.com opublikował dokument sekretarza Synodu Amazońskiego kard. Claudio Hummesa, skierowany do biskupów, mający przygotować grunt dla posynodalnej adhortacji Bergoglia.

Oprócz, zdaje się standardowych, informacji o terminie publikacji adhortacji i sposobu przekazania jej treści, znajdujemy w liście wskazówki co do sposobu jej przekazania na terenach podległych jurysdykcji biskupów. Czytamy w szczególności:

Możecie także zechcieć zaplanować briefing lub konferencję prasową albo inne wydarzenie, jak najszybciej po publikacji adhortacji. Przykładowo, możecie uznać za stosowne, by adhortację przedstawić w towarzystwie rzecznika ludności tubylczej z waszego obszaru, doświadczonego lidera pastoralnego (duchownego, zakonnego lub świeckiego), eksperta w sprawach klimatu i ekologii i młodego zaangażowanego w służbę rówieśnikom.


Aż dziwne, że nie dodano wprost, aby na imprezę nie zapraszać czasem teologów.

Może, w ramach cięcia kosztów, polscy biskupi powinni na konferencję zaprosić nastoletnie szafarki w strojach krakowskich? Młodzież przecież ma elementy nauk ekologicznych w szkole.

Skojarzenia z ustrojem słusznie minionym cisną się na myśl zbyt natrętnie.

wtorek, 14 stycznia 2020

Świątynia dumania

Bracia dominikanie ogłosili światu nowy projekt remontu kościoła pod wezwaniem Przemienienia Pańskiego w Katowicach. Jak wyjaśniają: Projekt wnętrza, uwzględnia otwarty charakter oraz usytuowanie kościoła (w centrum miasta) i pomyślany jest, w naturalny sposób, jako przestrzeń liturgii, ale również miejsce indywidualnej modlitwy, kontemplacji i spotkania z samym sobą





  Całość, jaka jest, każdy widzi. Puste wnętrze, przywodzące na myśl takie świątynie dumania jak toalety w galeriach handlowych albo wnętrza nowoczesnych krematoriów. O, na przykład takiego:




Całość zionie ohydną pustką, doskonale korespondującą z ideą spotkania z samym sobą. 

Sama z siebie, bez Bożego Ducha upodabniającego mnie do Jezusa Chrystusa, jestem pustką, smutną i nieciekawą. Nie ma nad czym dumać.
Szkoda tylko, że dominikanie w projekcie uwzględnili chyba wszystko, łącznie z kontekstem urbanistycznym budynku, a zapomnieli o Bogu. Wydatnym znakiem tego pominięcia jest umieszczenie tabernakulum poza centralną osią kościoła. Niby nic, niby można i tak - dla mnie przesunięcie, tak rzucające się w tej pustce w oczy, jest symtomaptyczne.

Cywilizacja Achaza

W 7 rozdziale Księgi Izajasza znajduje się chyba najbardziej znane proroctwo mesjańskie: Pan sam da wam znak: oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emmanuel (Iz 7, 14). Wróciłam do tego tekstu, choć Adwent i Boże Narodzenie już za nami. Przyczynkiem są dwa zdarzenia, które dość mocno wybrzmiały medialnie: przemówienie Michelle Williams na Złotych Globach oraz australijski pomysł na aborcję noworodków.

Zacznijmy od obrazu biblijnego i jego kontekstu. Mamy Achaza, króla judzkiego, którego losy dokładniej relacjonuje 2 Krl 16, jednoznacznie wskazując, że nie czynił on tego, co jest słuszne w oczach Pana. Wśród zarzutów mu stawianych pierwszym jest dzieciobójstwo - Achaz wydał swojego syna na całopalną ofiarę Molochowi. Jednak pogańskie bożyszcze nie okazało się dość przychylne upadłemu królowi - w czasie jego panowania Judę najechał Aram i Izrael. Dopełniając nieprawości Achaz zwrócił się wtedy do Asyryjczyków z prośbą o pomoc, w zamian za skarby zrabowane ze Świątyni Pańskiej. W tym momencie historii miało miejsce spotkanie z prorokiem Izajaszem opisane w 7 rozdziale jego księgi.

Mamy więc spoganiałego króla-dzieciobójcę oraz proroka, który na spotkanie przychodzi... z synkiem, aby prorokować o mającym się narodzić dziecku. Obecność proroka okazała się zupełnie nie w porę dla Achaza. On miał już swój plan obrony, w którym prym wiedli Asyryjczycy, nie Bóg Izraela. Miał też nade wszystko swoją historię, dla której syn Izajasza i wyprorokowany chłopiec byli jak sól w ranie. Dlatego król nie mógł prosić o znak od Boga, ani przyjąć danego przez Niego znaku. To wymagałoby negacji wszystkich wcześniejszych wyborów, a Achaz przeszedł już o krok za daleko.  Opór przed zmianą, zwłaszcza, jeśli w obecny stan rzeczy wiele się zainwestowało, to dobrze opisany mechanizm psychologiczny.

Piszę o tym w kontekście nagrodzonej aktorki i demonicznych pomysłów australijskich "etyków" w przekonaniu, że doskonale uwidacznia się w nich archetyp biblijnego Achaza, obecny coraz mocniej w całej cywilizacji. Dla osiągnięcia sukcesu - różnie rozumianego: od kariery filmowej po zwykłe wygodne życie - wielu jest gotowych poświęcić najwyższe wartości, z życiem nienarodzonych na czele. To truizm, o którym potrzeba jednak wciąż pisać. Obok abortowanych płodów, rzucanych na pożarcia Molochowi jak syn Achaza, zawsze pojawia się alians z demonami, jak z pogańskim królem, a potem oddanie im skarbów tego, co najświętsze. Człowiek, (a co za tym idzie - społeczeństwo), który odrzuca dzieci, nie jest zdolny do przyjęcia znaków Bożej Obecności.

Myślę także o tych dzieciach, którym nie pozwala się być dziećmi. O kilkulatkach, które w imię rozwoju i pięcia się po drabinie społecznej już od przedszkola, mają dni wypełnione zajęciami pozaszkolnymi, tymi wszystkimi lekcjami języka obcego, jazdy konnej, basenami, kółkami szachowymi i prywatnymi zajęciami muzycznymi. Nie neguję wartości takich aktywności, sama miałam ich wiele. Czy jednak maluch, który każde popołudnie ma zapełnione inwestowaniem w przyszłość znajdzie czas na rozwój swojej dziecięcej duchowości, na proste bycie z Bogiem? Czasem wydaje mi się, że między kolejnym kółkiem zainteresowań a lekcją chińskiego niektórzy składają ze swoich dzieci ofiarę Molochowi wyimaginowanego dobrego startu w przyszłość.

czwartek, 26 grudnia 2019

Wesołych świąt i szczęśliwego ukamienowania!

Długo drażniło mnie wspomnienie św. Szczepana tuż po uroczystości Narodzenia Pańskiego. Nie przemawiało do mnie liturgiczne wyjaśnienie związku oby obchodów (nazwane najwyraźniej w responsorium Godziny Czytań: Wczoraj Pan się narodził na ziemi, aby Szczepan mógł się zrodzić w niebie. Na świat przyszedł, aby Szczepan wszedł do nieba). Niby trwa oktawa, a nagle zupełnie zmieniamy temat, przerywamy chronologię wydarzeń i zadumę nad Wcieleniem. Widziałam w tym dysonans.

Linią, która połączyła mi oba dni, są błogosławieństwa w redakcji św. Łukasza. Czytamy:  Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne: cieszcie się i radujcie w owym dniu, bo wielka jest wasza nagroda w niebie. Tak samo bowiem przodkowie ich czynili prorokom. (Łk 6, 22-23).
Cieszcie się i radujcie, chairete kai skirtēsate - dwa czasowniki, pojawiające się kolejno przy Zwiastowaniu i Nawiedzeniu. Jakby odrzucenie z powodu Jezusa niosło ze sobą obietnicę przychodzącego Pana i jego bliskości. On sam jest nagrodą, na którą można czekać z taneczną radością, bo przyjdzie na pewno. Przecież Szczepan przez grad kamieni widział niebiosa otwarte i Syna Człowieczego stojącego po prawicy Boga (Dz 7, 56). Nigdy wcześniej, ani głosząc Ewangelię, ani dbając o ubogich, nie miał takiego doświadczenia bliskości, jak w czasie śmiertelnego odrzucenia.

Bardzo chcę wierzyć w taką bliską Obecność, która wynagradza każdy kamień wyrzucony w naszym kierunku. Takiej bliskości Boga życzę nam wszystkim!

poniedziałek, 9 grudnia 2019

Na Niepokalane Poczęcie

W czytanym 8 grudnia w Liturgii Godzin fragmencie swojej mowy św. Anzelm stwierdza:
Tak więc Bóg jest Ojcem stworzenia, które uczynił, a Maryja Matką stworzenia odtworzonego. Bóg jest Ojcem ustanowienia wszystkiego, a Maryja Matką przywrócenia wszystkiemu pierwotnego ładu. Bóg zrodził Tego, przez którego wszystko się stało, Maryja zaś wydała na świat Tego, przez którego wszystko zostało zbawione. Bóg zrodził Tego, bez którego w ogóle nic by się nie stało, a Maryja wydała na świat Tego, bez którego w ogóle nic nie byłoby dobre. 

Moja pobożność Maryjna, przylgnięcie do Niej, bierze swój początek od tego tekstu, a dzisiejsza uroczystość jest mi szczególnie bliska.

Kiedy próbuję wmyśleć się w znaczenie niepokalanego poczęcia, moja wyobraźnia biegnie jednak nie do Nazaretu, a na Drogę Krzyżową. W tradycyjnym nabożeństwie pasyjnym rozważamy moment spotkania umęczonego Chrystusa z Matką. Pan jeszcze nie doszedł na Golgotę, jeszcze nie oddał życia - a już ogląda Pierwszy Owoc swojej Paschy - najczystszą Maryję. Myślę, że w czasie męki Jezusowi nie zostało oszczędzone żadne cierpienie, także to związane z uderzającą pokusą bezsensu i rozpaczy. Spojrzenie na Niepokalaną, zobaczenie w Niej wszystkich, którzy dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu staną się nieskalani jak Ona, musiało być niesamowicie krzepiące. Fascynuje mnie i koi, wbrew wszelkim pokusom i zniechęceniu, że możliwy jest w nas taki rozkwit świętości.


 Maryja staje się Matką stworzenia odtworzonego. Pod jej macierzyńską opieką, mocą zasług Syna, wszystkie Jej dzieci stają się niepokalane przez przezwyciężenie grzechu. Pewnie można inaczej, można próbować samemu iść do Boga. Tylko po co, skoro mamy nie tylko najlepszy Wzór, ale Opiekunkę i Matkę pełną Ducha Świętego, kształtującą w nas podobieństwo do Jezusa?


W Jezusie wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i NIESKALANI przed Jego obliczem. (Ef 1, 4a)

sobota, 30 listopada 2019

Taka akcja, że daj piątaka (bluźnierstwo gratis)

Wystraszyli nam się panowie biskupi - zapewne ostatnim wyrokiem wobec Zgromadzenia Chrystusowców, nakładającym na niem odpowiedzialność odszkodowawczą wobec ofiary czynów pedofilskich popełnianych przez jednego z zakonników przy ogólnym przyzwoleniu przełożonych i współbraci. Purpuratami widocznie mocno wstrząsnęła wizja komorników u wrót ich pałaców, więc postanowili działać.

Jak podaje Tygodnik Powszechny episkopat utworzył fundację mającą zbierać fundusze na cel przyszłych odszkodowań. Na złodzieju czapka gore, więc biskupi zgodzili się wespół-zespół na zrzutę po 2000 zł oraz po 150 zł od każdego księdza. Dziwna to odpowiedzialność zbiorowa, ale nie to jest najbardziej oburzające.

Fundacja mająca chronić biskupie i diecezjalne portfele uzyskała patronat... św. Józefa. Tak, dziewiczy Opiekun Najświętszej Dziewicy ma patronować organizacji niwelującej finansowe skutki zbrodni seksualnych upadłych kapłanów. Czy naprawdę nikogo nie oburza takie bluźniercze połączenie???